Czasem wydaje mi się, że jestem już za stary na czytanie komiksów o Daltonach, samotnym kowboju i jego wiernym rumaku, Jollym Jumperze. Fabuła niekiedy wydaje się wtórna (w końcu seria liczy już ponad 80 tomów), żarty nie wywołują uśmiechu, a zakończenie przecież i tak jest odgórnie znane (wszystko wróci do starego status quo, a dzielny kowboj odjedzie w stronę zachodzącego słońca nucąc pod nosem piosenkę). I wtedy pojawia się taki album jak “Luky Luke kontra Pinkerton”. Komiks wypełniony pomysłami, wartką akcją i gagami, które idealnie trafiają w moje poczucie humoru. Śmiem twierdzić, że to jeden z najlepszych komiksów stworzonych w ramach tego cyklu już po śmierci Rene Goscinnego.
