> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baśnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baśnie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 maja 2016

Baśnie: Wiedźmy

Wiedźmy wrzucają Baśniowców z powrotem na właściwe tory fabuły – crossover, który miał miejsce w tomie 13., przeszedł bez echa i wspomina się o nim tu na zaledwie jednej stronie. To i dobrze, bo była to najsłabsza odsłona komiksu Billa Willinghama. Wiedźmy ponownie przypominają, co czyniło Baśnie serią wyjątkową.


poniedziałek, 16 listopada 2015

Baśnie: Wielki baśniowy crossover - gwóźdź do trumny wspaniałej niegdyś serii

W trzynastym tomie Baśnie łączą się z przygodami Jacka, który w Ameryce jest bohaterem własnego spin-offu pt. Jack of Fables. W konsekwencji tego otrzymujemy najsłabszą część wielowątkowego cyklu. Tym razem zagrożeniem dla świata Baśniowców i Docześniaków są literałowie, a właściwie jeden z nich, który planuje napisać wszechświat od nowa. Powstrzymać go będą próbowali Bigby Wilk i Śnieżka. Tymczasem Jack trafi na farmę, na której rodzi się nowa religia…


piątek, 4 kwietnia 2014

409 - Voldemort w Baśniogrodzie

Dwunasty tom rozpoczyna „drugi sezon” Baśni Willinghama. Wszyscy zmęczeni czytelnicy mogą odpuścić sobie lekturę – historia walk z Adwersarzem została zamknięta w poprzednim tomie, a Czasy mroku rozpoczynają kolejną opowieść. Wszyscy ci, którzy pragną poznać kontynuację przygód swoich ulubionych bohaterów, znajdą ją właśnie tutaj, jest ona jednak tak sprytnie skonstruowana, by również nowi czytelnicy mogli zacząć przygodę z serią od tego właśnie tomu. Bo choć w warstwie fabularnej, przeszłe wydarzenia znajdują tu swoje konsekwencje, wszystko można bez problemu zrozumieć.

Komiks składa się z czterech opowieści. Pierwsza z nich, Spacer po mieście, mówi o Adwersarzu objętym generalną amnestią. Pozbawiony mocy, bezsilny starzec niemogący zapomnieć o dawnej potędze musi jakoś się odnaleźć w Baśniogrodzie. Nie będzie to łatwe, bo Baśniowcy wciąż pamiętają ogromne krzywdy, jakie im wyrządził i – delikatnie mówiąc – nie są przyjaźnie nastawieni. Tak, jak w poprzednich tomach, tak i w tym nie mogło zabraknąć wypełniacza spowalniającego akcję i tym razem jest nim właśnie ta historia – można by ją upchnąć na trzech stronach. Zarówno prezentowana opowieść, jak i rysunki Michaela Allerda mnie nie przekonują (a w szczególności nieporadnie rysowane dłonie, które jakoś wyjątkowo rzucają się w oczy).

Za tytułową, pięcioczęściową opowieść tradycyjnie odpowiada etatowy rysownik Baśni – Mark Buckingham. Nikt nie powinien być zdziwiony, że jego kreska prezentuje się najlepiej z całego albumu. Brytyjczyk doskonale bawi się kadrowaniem i korzysta z cieniowania, a jego rozpoznawalny i wyrazisty styl doskonale współgra z opowieścią. Sama historia jest zaskakująco ciekawa, a pojawienie się nowego zagrożenia pokazano w sposób ekscytujący i przekonujący. Samo zakończenie, gdzie odchodzi jedna z moich ulubionych postaci, wywołało więcej emocji niż cały poprzedni tom.

Oczekiwanie to epilog Czasów Mroku. Pokazuje pierwsze konsekwencje pojawienia się Mrocznego Pana w świecie Baśniowców. Odpowiadający za rysunki David Hahn operuje kanciastą kreską, najlepiej zaś wychodzą mu bohaterowie zwierzęcy. Oparta głównie na dialogach historia nagle się urywa, pozostawiając czytelnika pełnego apetytu na konkretną bijatykę – na ostatniej stronie widzimy ostrą wymianę zdań między Wilkiem a Bestią i raczej wiadomo, jak to się skończy.

Powrót do Księgi dżungli nie przynosi jednak kontynuacji tej sceny. To historia Mowgliego, który wraz ze swą panterą i sześcioma braćmi Bigby’ego wyrusza na tajną misję w Strony Rodzinne. Pojawiają się nowi bohaterowie: mechaniczny tygrys i partnerujący mu pijany wikławiec od razu wzbudzają sympatię czytelnika. Nie można tego samego powiedzieć niestety o historii, która niczym nie zaskakuje, ani o warstwie graficznej. Znany z Lucyfera Peter Gross wypada średnio na tle pozostałych rysowników – radzi sobie gorzej od Buckinghama, ale lepiej od pozostałych. Mimo to, mam wrażenie, że do rysownia komiksów o Lampce bardziej się przykładał.

Czasy mroku wprowadzają trochę świeżości do skostniałej serii i odpędzają nudę, która towarzyszyła lekturze ostatnich tomów. Mroczny Pan jak na razie prezentuje się przerażająco i wydaje się, że będzie godnym następcą Adwersarza. Może go nawet przebije w nikczemności i sianiu zniszczenia. W kolejnym tomie czeka nas crossover ze spin-offem Jack of Fables oraz miniserią Literals. Ciekawe, jak Egmont sobie z tym poradzi poradzi, skoro obie serie nie są znane polskiemu czytelnikowi.

Recenzja została napisana dla serwisu AlejaKomiksu.com i tam pierwotnie opublikowana.

Recenzje poprzednich tomów:

czwartek, 18 lipca 2013

352 - I żyli długo i szczęśliwie

Tom jedenasty wieńczy pewną epokę w dziejach Baśniowców. Po 75 zeszytach spisków i planów wojna w końcu dochodzi do skutku, a wraz z końcem albumu i ona się kończy. Historia zapoczątkowana w pierwszym tomie dobiega tu kresu. To idealny moment, by zakończyć przygodę z serią - wątki prezentowane na przestrzeni lat właśnie w tym tomie znajdują rozwiązanie i niejako kończy się "pierwszy sezon" Baśni.


Wojna o pokój składa się z trzech historii. Pierwsza opowiada o uczuciach Niebieskiego Chłopca do Róży Czerwonej. To przyjemny zapychacz, który szybko się czyta dzięki dobrze napisanym dialogom. Dwa kolejne zeszyty to iście bondowskie przygody Kopciuszka. Willingham w sensacyjnym stylu tworzy intrygę szpiegowską z kilkoma niezłymi zwrotami akcji, której jedynym mankamentem jest nieco toporna narracja i zbędne komentarze samej Kopciuszek.

Tytułowa Wojna i pokój to ostatnia i najdłuższa historia z całego albumu. Finał, na który czekali wszyscy czytelnicy, którzy dotrwali do tego momentu, przedstawia działania wojenne. Choć nie brak tu kilku naprawdę ciekawych pomysłów (świetne wykorzystanie pewnej królewny), odpowiedniego budowania napięcia i epickich potyczek, całość nieco mnie rozczarowała. Nie zrozumcie mnie źle - Wojna o pokój to dobrze pomyślana i sprawnie napisana historia. Jednak jak na zakończenie opowieści liczącej ponad 70 zeszytów i ciągnącej się od około sześciu lat zabrakło mi czegoś bardziej spektakularnego, czegoś, co by mnie zupełnie powaliło. Co prawda trudno się przyczepić do zakończenia, jednak wydaje mi się, że scenarzysta mógłby się bardziej postarać i zafundować czytelnikom coś bardziej wybuchowego i wzbudzającego większe emocje.

Za większą część tomu odpowiada w warstwie graficznej znany i kochany Mark Buckingham. Etatowy rysownik Baśni może nie zaskakuje, ale utrzymuje swój stały i wysoki poziom. Jak zwykle świetnie wychodzi mu zabawa z kadrowaniem. Odpowiadający za otwierającą tom historię Niko Henrichon wypada dużo gorzej w porównaniu z Brytyjczykiem. Jego szkicowa kreska jest nierówna i obok kadrów narysowanych bardzo poprawnie i z wyczuciem znajdziemy kilka boleśnie niedopracowanych. Na deser dostajemy garść szkiców, okładki Jamesa Jeana, galerię tributów m.in. Erica Powella i Darwyna Cooke'a oraz posłowie scenarzysty.

W serii Willinghama od kilku tomów coś mi wyraźnie zgrzyta. Poza kilkoma przebłyskami trudno szukać w niej doskonałych pomysłów rodem z pierwszych albumów. Zdecydowanie bardziej wolałem Baśnie, gdy opisywały perypetie Baśniowców we współczesnym nam świecie. Jednak wraz z kolejnymi tomami seria ewoluowała i kierunek, w którym podążyła, nie do końca mi odpowiada. Chętnie jednak sięgnę po dwunasty tom będący początkiem zupełnie nowej historii – być może po rozwiązaniu wątku Adwersarza Willingham znowu mnie czymś zaskoczy i dam się porwać opowieści.
 6/10

Recenzja ukazała się na Alei Komiksu.

Recenzje poprzednich tomów:
Baśnie #9. Synowie Imperium.
Baśnie #10. Dobry Książę.

czwartek, 17 stycznia 2013

316 - Dobry książę nie jest zły ale mógłby być lepszy

W dziesiątym tomie Baśni Willinghama na pierwszy plan wychodzi postać, która dotychczas stała gdzieś z tyłu i zmywała podłogę. Muchołap, bo o nim mowa, dotychczas zwyczajny woźny, przemienia się w tytułowego księcia. Zyskując magiczną zbroję i dobywając Excalibura, przemierza Studnię Czarownic, by w Stronach Rodzinnych założyć nowe, autonomiczne królestwo niewrażliwe na niszczycielskie wpływy Cesarza.


Z pozoru mająca niewiele wspólnego z głównymi wydarzeniami w Baśniogrodzie historia całkowicie zmieni układ sił między żyjącymi w naszym świecie Baśniowcami a okupującym Strony Rodzinne Adwersarzem. Łącząc elementy z legend arturiańskich oraz widoczne nawiązania do Starego Testamentu, scenarzysta tworzy dziwnie znajomą, acz wciągającą opowieść, która niejednokrotnie potrafi zaskoczyć. Czy to ciekawym rozwiązaniem samej opowieści, czy smaczkami, jak magiczne zwierciadło, dzięki któremu Baśniowcy mogą śledzić poczynania Muchy niczym widzowie realityshow. Cieszy powrót dawno niewidzianych bohaterów (zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych) oraz rozwiązanie kilku wątków, które były zapoczątkowane w serii kilka tomów wcześniej. Nie można zapomnieć również o wojnie, która wciąż wisi w powietrzu. Podczas gdy Muchołap prowadzi swą bohaterską krucjatę, inni bohaterowie z Wilkiem na czele starają się zrobić co w ich mocy, by – gdy w końcu wojna nadejdzie – szala zwycięstwa przechyliła się na ich stronę.

Przez serię przewinęła się pokaźna liczba rysowników. Za dziesiąty tom odpowiada jak zawsze świetny Mark Buckingham, który maczał palce niemal w każdej z wydanych już części Baśni. Gdy myślę o serii, to właśnie jego rysunki stają mi przed oczami, nie muszę więc chyba mówić, że Dobrego Księcia bardzo przyjemnie mi się oglądało. Jeden zeszyt – przenoszący nas na Farmę i odbijający nieco od głównego wątku – zilustrował Aaron Alexovich. Styl rysownika nie przypadł mi zbytnio do gustu, gdyż zmierza w stronę karykatury bądź cartoonu i mocno odstaje od tego, co robi Buckingham. Na deser zostaje jak zawsze genialny zbiór okładek zeszytowych autorstwa Jamesa Jeana.

Jedna z najdłuższych opowieści (aż dziewięć zeszytów) w historii serii wprowadza wiele świeżości, głównie dzięki nowemu bohaterowi, który wkracza z przytupem na scenę. Po kilku mniej udanych tomach, Dobry książę jest tomem przyjemnym, wciągającym, acz wciąż niesięgającym poziomu i oryginalności pierwszych czterech tomów. Za dużo ostatnio w serii opery mydlanej, a za mało kombinowania z konwencją, która była głównym atutem pierwszych tomów i zabawy z baśniowymi motywami. Bywały tomy lepsze, jak i gorsze - warto Dobremu Księciu dać szansę, bo nie jest to komiks zły, a mimo pewnych niedoskonałości, to z pewnością ciekawy tytuł. 

Recenzja pierwotnie ukazała się na Alei Komiksu.

niedziela, 1 lipca 2012

272 - Fantastyczna komiksowa telenowela


"Baśnie" to taka seria, która nie schodzi poniżej dobrego poziomu. Nawet gdy wydarzenia mające miejsce w poszczególnych tomach w ogóle nie popychają fabuły do przodu, nie można odmówić serii pewnego gawędziarskiego klimatu, tak urokliwego w kontekście bohaterów występujących w komiksie. Tak jest z "Synami imperium", najnowszym na polskim rynku, dziewiątym już tomie tej fantastycznej komiksowej telenoweli.

W ogóle najnowszy tom, który wyszedł spod pióra Billa Willinghama, jest ciekawie skonstruowany. Mamy tu trzy dłuższe historie (z których najdłuższa jest tytułowa, po niej następuje jednozeszytowa "Opowieść Wigilijna" w wersji Baśniogrodzkiej, a na deser pozostaje dwuczęściowa opowieść "Ojciec i syn") i aż szesnaście krótszych - te najbardziej obszerne z nich mieszczą się na trzech stronach, inne zajmują zaledwie jedną.

Tytułowi "Synowie imperium" przedstawiają kolejne plany Adwersarza i spółki mające na celu pozbycie się baśniowców żyjących w naszym świecie. Mimo że ta fabuła zajmuje aż cztery zeszyty regularnej serii, nie popycha ona zbytnio zdarzeń do przodu. Wszystko przez zaskakujące i w sumie dość zabawne zakończenie. Możemy być jednak pewni, że istoty zamieszkujące Strony Rodzinne jeszcze dadzą o sobie znać w przyszłości, a wojna, której widmo wisi nad oboma światami, jest nieunikniona. Wspominałem o świetnym klimacie serii, w tej opowieści nie można go odmówić historii Jasia, brata Małgosi, który zostaje bezwzględnym łowcą czarownic.

Kolejna historia, to "Święta, święta" czyli Boże Narodzenie w Baśniogrodzie. Miło zobaczyć Baśniowców ubierających choinkę i dających sobie prezenty. Również występ Świętego Mikołaja należy uznać za udany debiut w serii. To ciepła i spokojna historia, genialnie oddająca świąteczną atmosferę. Dodatkowo, tak jak pierwsza historia, jest świetnie zilustrowana przez niezastąpionego Marka Buckinghama, chyba najlepszego rysownika w całej serii.

"Ojciec i syn" to dość przewidywalna opowiastka o odwiedzinach Wilka, Królewny Śnieżki i ich dzieci u Pana Północy. Małe wilczki wpadają w spore tarapaty, więc Bigby, przybierając postać dużego i złego wilka, musi im pomóc. W tle przewija się historia nieszczęśliwego dzieciństwa naszego bohatera i jego trudnych relacji z ojcem. Całość jest schematyczna i mało zaskakująca. Historii nie ratują rysunki, są toporne i specyficznie pokolorowane, zdecydowanie nie jest to styl, który według mnie pasowałby do "Baśni".

Na koniec zostają wspomniane shorty. Prezentują najróżniejszy poziom, najczęściej jednak dość mierny. Willingham lepiej sprawdza się w dłuższych historiach, niejednokrotnie paląc w shortach puenty i zwyczajnie nie mając pomysłu na tak krótkie opowieści. Również trudno mówić o warstwie graficznej tychże, gdyż każdym z shortów zajął się inny artysta, jedni są lepsi w swoim fachu, inni gorsi. Moją uwagę zwróciły dwie z tych krótkich historyjek - "Jeżozwierz i placek" i "Droga do raju", zapewne przez ładne rysunki oraz obecny i trafiony humor. Reszta spełnia funkcję zwyczajnych zapychaczy i sprawia wrażenie zupełnie zbędnych.

Może i nowe "Baśnie" nie zachwycają tak jak niektóre z poprzednich tomów (z pewnością nie są najwybitniejszym tomem serii - ten zaszczytny tytuł wciąż należy do tomu czwartego - "Marszu drewnianych żołnierzyków" w moim odczuciu), ale "Synowie imperium" udowadniają, że to wciąż porządna i bardzo wciągająca seria. Mimo że nie ma tu dużo akcji, a wątki znów skręcają w stronę opowieści rodzinnych i nie wpływają na ogólny kształt uniwersum, fani serii znajdą tu wszystko, za co lubią poprzednie tomy. Wierzę, że ten spokojny tom to tylko preludium do spektakularnych wydarzeń, jakie czekają nas w przyszłości. Zresztą długo przyszło nam czekać na ten tom ("Wilki" ukazały się rok wcześniej), więc miło spotkać znowu lubianych bohaterów, zwłaszcza, że są w całkiem niezłej formie. Krążą plotki, że w tym roku ma się ukazać jeszcze jeden tom "Baśni", jeśli to prawda, to już się cieszę, bo mimo że tempo w "Synach imperium" jest wyraźnie wolniejsze, to nie zmienia to faktu, że to wciąż bardzo dobry komiks.

Recenzja komiksu "Baśnie: Synowie Imperium", tradycyjnie, ukazała się najpierw na Alei Komiksu.

piątek, 17 października 2008

Post 25 - Rozmowy bez głowy - Baśnie 3


I oto, po pokonaniu pewnych problemów z czasem i przestrzenią, zgłębieniu obsługi internetowych komunikatorów i wielu, wielu trudach prezentujemy kolejny odcinek „Rozmów”, jednak na TRZY GŁOWY!!!

Legenda: A- anonimowy grzybiarz, G- grim, D-debe.

G: Rozpoczynamy kolejne "Rozmowy", tym razem na Trzy głowy! Dzisiaj zajmiemy się trzecim tomem Baśni!
D: Komu się podobały, bo mi bardzo. Jak wam stoi ten tom wśród reszty baśni?
G: Jak dla mnie, do tej pory najsłabszy
A: Mi stoi na końcu bo 3 jest- tj. mam chronologicznie na półce. a Wy nie?

D:A ja wam powiem, że wszyscy się zachwycali tak folwarkiem (który IMHO być najsłabszy z wydanych w Polsce), a ten jest całkiem, całkiem