> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MFK. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MFK. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 września 2022

Program 33. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier

24-25 września w Atlas Arenie uczestnicy festiwalu spotkają się z twórcami komiksów i gier, wezmą udział w panelach dyskusyjnych, prelekcjach i warsztatach.

Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier, jak co roku zaprasza do udziału w wydarzeniu najbardziej znane nazwiska twórców z Polski i ze świata, wydawnictwa rozpoznawalne na rynku międzynarodowym i te niszowe, trafiające do wyselekcjonowanej grupy czytelników. Głównym celem programu jest zapewnienie różnorodności, udostępnienie gościom możliwości poznania tajników tworzenia komiksów i gier, uczestniczenie w rozmowach z autorami, szkolenie się podczas warsztatów, a także… zdobywanie autografów ulubionych twórców.


środa, 22 września 2021

32. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi - info prasowe

EC1 Łódź – Miasto Kultury i Stowarzyszenie Twórców „Contur” zapraszają na 32. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi, który w tym roku odbędzie się w dniach 2-3 października. Najważniejsze wydarzenia - jak niegdyś - odbędą się w Atlas Arenie, a wystawę konkursową będzie można oglądać w EC1 Łódź.


niedziela, 6 października 2019

Relacja: 30. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi (2019)


Za nami jubileuszowa, już trzydziesta edycja Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi (i moja dziewiąta wizyta tamże). Oczekiwania były spore, nie wszystkie zostały spełnione. Mimo to, weekend w Łodzi znów będę wspominał jako jeden z najlepszych weekendów w roku. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak komiksy doprowadziły do tego, że John Higgins stracił żonę i dom, z jakim zwierzęciem imprezował John Layman oraz czego jeszcze ciekawego dowiedziałem się od komiksiarzy z kraju i ze świata, to zapraszam do przeczytania kilku słów o tegorocznej emefce.


wtorek, 18 września 2018

Relacja: 29. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier - Łódź 2018

Za nami 29. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi. Jak zwykle bawiłem się pierwszorzędnie, spotkałem mnóstwo znajomych i przyjaciół oraz przywiozłem do domu stertę komiksów i dobrych wspomnień. Mimo wszystko jakoś nie mogę pozbyć się wrażenia, że tegoroczna edycja była nieco „przejściowa”, a organizatorzy zbierają siły na przyszły rok, gdy festiwal będzie obchodził okrągły jubileusz. Takie wnioski nasuwają zarówno dobór zaproszonych gości, jak i mniejsza niż rok temu frekwencja. Z poniższej relacji dowiecie się który komiks Benedykta Szneidera zostanie zaadaptowany na rapową audycję, co Peterowi Milliganowi ukradł Ray Liotta, czy Brian Azzarello od ostatniej wizyty w Polsce stał się bardziej gadatliwy (spoiler: nie) oraz kilku innych ciekawostek. Zapraszam do lektury.


poniedziałek, 18 września 2017

Relacja: 28. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi (2017)

28. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi już za nami. Trzy intensywne dni, dziesiątki komiksowych premier, głośne nazwiska, znajomi i przyjaciele, wydawcy, scenarzyści, rysownicy. Z poniższego tekstu dowiecie się dlaczego wyszedłem ze spotkania z Davidem Lloydem, ile albumów komiksowych wyda jeszcze w tym roku Maciej Pałka, do czego używał linijki Jan Mazur, ile powstawało Kwaśne jabłko, nad czym pracuje autor Maniaka miłości i jakie pytanie Jim Lee zadawał zwiedzającym wystawę Mydła w Poleskim Ośrodku Sztuki. Będzie też trochę o kolejkach po autografy, w telegraficznym skrócie przybliżę zwycięzców kilku konkursów, których rozstrzygnięcie przypadło na miniony weekend i podzielę się z Wami najciekawszymi (moim zdaniem) planami wydawniczymi po spotkaniu z Egmontem. Zapraszam do lektury.




piątek, 1 września 2017

28. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi [Materiały prasowe]

28. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi organizowany przez EC1 Łódź – Miasto Kultury i Stowarzyszenie Twórców „Contur” odbędzie się w dniach 15-17 września. Najważniejsze wydarzenia jak co roku odbędą się w Atlas Arenie i w salach konferencyjnych Stadionu Miejskiego, a wystawy będzie można oglądać m.in. w EC1 Łódź – Miasto Kultury.


poniedziałek, 3 października 2016

Relacja: 27. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier - Łódź 2016

Kolejne MFKiG za nami. Był ogień i było pięknie. By zbytnio nie przedłużać, zapraszam do przeczytania relacji ze spotkań z Milo Manarą, Scottem McCloudem, Markiem Lachowiczem i Grupą Smacznego, Szawłem Płóciennikiem, Karolem "KRLem" Kalinowskim, Bédu oraz kilku słów podsumowania o ogólnej kondycji największego w tej części Europy komiksowego festiwalu. Uwaga! Literków jak mrówków!



czwartek, 15 października 2015

"Nie mógłbym pisać Supermana" - wywiad z Alanem Grantem (MFKiG 2015)

Podczas tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi miałem okazję wraz z Kubą Oleksakiem porozmawiać z legendarnym Alanem Grantem, scenarzystą m.in. Lobo i Batmana. O współpracy z hiszpańskimi rysownikami, historii o Lobo niedopuszczonej do druku, a także dziecięcych fascynacjach komiksami Marvela przeczytacie w poniższym wywiadzie.



poniedziałek, 5 października 2015

Relacja: 26. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier - Łódź 2015

Piąte MFK za mną. Jak zawsze bawiłem się przynajmniej dobrze i w telegraficznym skrócie postaram się przybliżyć kilka spotkań, na które udało mi się dotrzeć. Serwisy komiksowe podały już pewnie inne ważne informacje - Egmont zapowiada mnóstwo nowości (Scalped!), a przygodowy Ivan Kotowicz został ogłoszony najlepszym albumem roku. Formalności spełnione, przejdźmy do spotkań z zaproszonymi gośćmi.


poniedziałek, 6 października 2014

455 - Międzynarodowy Festiwal Komiksu (i Gier) w Łodzi 2014

I kolejny Międzynarodowy Festiwal Komiksu w Łodzi za nami. Jak zawsze było pięknie. Nauczony doświadczeniem i wrażliwy na głosy Czytelników, postaram się tym razem więcej napisać o spotkaniach, autorach i zapowiedziach, aniżeli o kolegach i piwie. Siedzicie wygodnie? No to jedziemy - to najbardziej profesjonalna relacja z festiwalu komiksowego, jaką kiedykolwiek napisałem.



piątek, 5 września 2014

447 - Kiwi Kid na MFKiG 2014

Dziki Zachód, toster-rewolwerowiec i latające krowy!

Niestety nie w formie albumu ani shorta w jednym z poważanych periodyków, a jako praca zgłoszona do konkursu. Jeśli dobrze liczę to już siódmy shorciak z tym bohaterem (a licząc cameo w Goldenie nawet ósmy). Po Norbercie Rybarczyku (który również zaprojektował główne postaci), Pawle Grześkowie, Bartku Kuczyńskim i Annie Helenie Szymborskiej stroną graficzną zajęła się, debiutująca w takiej formie, Gosia Stępień.


poniedziałek, 7 października 2013

366 - Najgorsze MFK na jakim byłem - MFK 2013

Co nie znaczy, że było źle. Po prostu rok temu podobało mi się bardziej. Atlas Arena wypadła w moim odczuciu dość bezpłciowo, zabrakło specyficznego, kameralnego klimatu znanego z ŁDKu.


Może i było więcej miejsca, może zawsze znalazło się miejsce by odpocząć (te dwa argumenty pojawiają się dość często), ale sporą część festiwalu spędziłem na chodzeniu pomiędzy oddalonymi od siebie salami czy podróży w poszukiwaniu centrum i czegoś do zjedzenia (bo w festiwalowej restauracji było drogo, mało, niesmacznie i bez sałatki o którą prosiłem).

Zahaczyłem tylko o kilka spotkań, bo jak zawsze wolałem spędzać czas na giełdzie szukając znajomych i komiksów. Tych pierwszych było jak zawsze dużo, tych drugich trochę mniej (z nowości przywiozłem tylko Fugazi i ziny). Miło było wszystkich zobaczyć i pogadać, działo się sporo, więc może nie za długo, ale zawsze. Wracając do spotkań - bardzo podobało mi się to o Marvelu, Don Rosa okazał się narzekającym starszym człowiekiem (myślałem, że będzie bardziej luźny i zabawny - dziwne, bo w bezpośredniej rozmowie przy rysografach był świetny), Marcin Podolec odpowiadał na pytania jakoś lakonicznie i skrótowo, natomiast najfajniej słuchało mi się Szawła Płóciennika. Czekam na komiks o Pinkim z niecierpliwością, bo zapowiada się genialna rzecz. W przeciwieństwie do Michała Jankowskiego ("Jak będziesz pisał relację, to napisz coś o mnie") nie przywiozłem w tym roku do domu żadnego autografu, jak zawsze nie chciało mi się stać w kolejkach, a z dwóch interesujących mnie artystów, Śledzia nie było, a Anny Heleny Szymborskiej nie znalazłem. Muszę jednak przyznać, że to co wyprawiał w albumach Gradimir Smudja było zachwycające - rysował, malował, wycinał, full serwis.

Oficjalną część sobotniej imprezy kończył żenujący pokaz cosplayu (drący ryja Deadpool - wtf?! Sprawdźcie sami, od 7 do 10 minuty) i równie nieudana gala. Na scenie wymieniano po kolei nagradzanych we wszelakich konkursach i robiono to w sposób mało zajmujący, tak że nikogo z publiczności (bardzo skromnej należy dodać) to nie interesowało. A przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Na pytanie dyrektora festiwalu, czy chcemy, by za rok też było w AA, większość zgodnie zabuczała przecząco, na co pytający odparł "no to będzie". Jedynym udanym akcentem gali było przemówienie przygotowane przez Jana Mazura. Przy okazji gratuluję wszystkim nagrodzonym.

Brak oficjalnego afterparty to dla mnie największy minus. Tak jak podejrzewałem, towarzystwo się podzieliło i każdy poszedł w swoją stronę. Nie można było bawić się ze wszystkimi. Najpierw posiedziałem z krakowską ekipą, a potem - stwierdziwszy, że przecież i tak często się widujemy, więc może warto by poszukać kogoś, z kim widuję się rzadziej - uderzyłem do ekipy "jesteśmy naćpani jak bobry" (kto ma wiedzieć, ten wie). Było grubo, najpierw browary, potem wjechała wóda. Drogi powrotnej taksówką nie pamiętam - dziękuję więc współtowarzyszom noclegu za ogarnięcie mnie i skierowanie w stronę właściwego łóżka. W międzyczasie dostałem jeszcze mandat za picie w miejscu publicznym w wysokości stu polskich złotych. Zdarza się, choć w niedzielę nie mogłem z tym żyć. Przepraszam wszystkich, którzy słyszeli tę historię zbyt wiele razy.

Niedzielny poranek był zaskakująco dobry, biorąc pod uwagę ilość spożytego poprzedniego dnia alkoholu. W ogóle niedziela upłynęła bardzo szybko (głównie na opowiadaniu o mandacie każdej spotkanej osobie) i zanim się obejrzałem już byłem w domu (dzięki Rafał!). 

Nie wiem czy widać to w powyższym tekście, ale choć była to najsłabsza eMeFKa na jakiej byłem, to i tak bawiłem się dobrze i prawdę mówiąc nie wiem, co do końca mi nie pasowało. Może zabrakło gości, może kilka wpadek organizacyjno-technicznych mnie zawiodło, może sama Atlas Arena nie do końca mi pasuje. Może za rok będzie lepiej, taką mam nadzieję. Jeszcze raz dziękuję wszystkim, z którymi się widziałem, zwłaszcza tym, którzy chcieli spędzić ze mną więcej czasu i tym, których dopiero poznałem. Bo dla mnie MFKi to nie tylko kupowanie komiksów, zdobywanie rysunków i słuchanie zagranicznych gości, a przede wszystkim spotkania ze znajomymi. I w tej kwestii było świetnie jak zawsze.

piątek, 4 października 2013

365 - Gdzie bieganie psom szkodzi

W Łodzi oczywiście.

Będę jutro przed południem. Moja trzecia eMeFKa zapowiada się trochę niepokojąco. Oczywiście jak zawsze jestem podekscytowany, jednak czuję, że będzie mi brakowało klimatu ŁDKu zastąpionego Atlas Areną. Najważniejsze, żeby wszyscy dotarli i dopisał after. A nie, zaraz - nie będzie Davida B. ani Śledzia,

Trzy okładki, do wyboru do koloru!

poniedziałek, 8 października 2012

293 - Najlepszy weekend w roku, jak co roku - MFK 2012

Był ogień.



Zaczęło się bardzo dobrze - od przyjemnej i bezproblemowej jazdy. Trafiliśmy do Łodzi od razu i (robiąc jeden postój na kawę i drożdżówki) dotarliśmy tam w jakieś 3,5 h. Potem było tylko lepiej. Zostawiliśmy Tomka i dziewczyny pod ŁDKiem, zabraliśmy bagaże Jerzego i ruszyliśmy z Kubą do naszej kwatery.

Zostawiwszy bety i auto tamże wróciliśmy autobusem. Jako że do pierwszego ciekawego spotkania było trochę czasu, to uderzyliśmy na giełdę. Ale wcześniej musieliśmy odebrać wejściówki. I tu pojawił się pierwszy (i na szczęście jedyny) zgrzyt. Nie było mnie na liście uczestników konkursu na krótką formę komiksową. Dziwne, bo przecież w konkursie udział brałem. Przejrzeliśmy listę nazwisk trzy razy jednak nie znaleźliśmy mojego. Ale nic to! Pan uwierzył na ładne oczy i dostałem smycz z plakietką upoważniającą do buszowania po festiwalu bez ograniczeń. Inna sprawa, że moja praca wisiała na wystawie pokonkursowej, ale była podpisana tylko nazwiskiem rysownika. Smuteczek.

Wszelkie smuty zeszły na bok, gdy tylko znalazłem się w budynku eMeFKowej giełdy! O ja cie! Ale fajnie, ile ludzi, ile komiksów! Banan na ryju mode: on! Pierwsze kilkanaście minut po prostu chodziłem i patrzyłem. Witałem się ze znajomymi, poznawałem nowych ludzi i nie mogłem się zdecydować co kupić najpierw. Padło na Zeszyty Komiksowe i Szkicownik Śledzia, bo akurat Mistrz podpisywał, więc nie mogłem sobie odpuścić kolejnych rysunków i dedykacji, a także zamienienia kilku słów. Zresztą - co niektórych może przerazić - to jedyne dwa autografy jakie przywiozłem z Łodzi.

Bo wiecie, niektórzy to jadą na MFK tylko po to, by ktoś im pobazgrał komiksy. Całkiem tego nie rozumiem. Znaczy - potrafię zrozumieć i uszanować zajawkę (bo każda zajawka jest fajna, niezależnie czy jest nią szydełkowanie czy wróżenie z genitaliów), ale nie potrafię ogarnąć co jest szczególnego w pobazgranym komiksie. Nie można rozumieć wszystkiego. Wracając jednak do tego, co chciałem napisać, a co zeszło na dalszy plan - jednym z takich łowców autografów jest Michał Jankowski. Gość, który dopiero niedawno zapamiętał jak się nazywam, jest szalonym szaleńcem - przywiózł z Łodzi 22 rysunki. Świetna sprawa, jednak gdy pomyślę, że pewnie jakieś 3/4 czasu spędził w kolejkach (lub stawiając w nich żonę) to jednak dochodzę do wniosku, że mi byłoby szkoda. Ale co kto lubi, jest zajawka, jest dobrze. Poza tym Michał, działając jako wysłannik Małopolskiego Studia Komiksu, pozyskał do zbiorów bibliotecznych kilka nowych albumów. Wkrótce będzie je można wypożyczyć na Rajskiej, gdzie Was serdecznie zapraszam. Duża piona dla Michała i Doritki, dzięki!

Potem znaleźliśmy się z Rybbem. Muszę przyznać, że to spotkanie było dla mnie największą atrakcją całego festiwalu (sorry McKean, Melinda and the rest), bo z Norbertem współpracujemy od kilku lat, a nie było jeszcze okazji się spotkać. Na szczęście okazało się, że jest on dokładnie takim wariatem, za jakiego go uważałem. Dobry chłopak, znaczy. Powłóczyliśmy się po giełdzie, zobaczyliśmy wystawę, poprzybijaliśmy piony i razem z szanowną narzeczoną i Harrym (który nie lubi komiksów) poszliśmy coś wszamać. Zahaczyliśmy oczywiście o Warzywa i Owoce, pękło kilka browarów, więc było coraz weselej. Po zjedzeniu naprawdę dobrego kebaba (nie to, co ten syf w kfc), rozstaliśmy się - oni poszli grupowo wyprowadzić psa Harry'ego (nie wnikam), ja wróciłem do ŁDKu.

Reszta dnia minęła szybko, nawet nie wiem kiedy zaczęto gasić światła na giełdzie i podjechały autobusy mające zabrać wszystkich na after do Wytwórni. W autobusie dosiadłem się do Gosi, która - jak się okazało - ciska komiksy. Są plany, żeby coś wspólnie zrobić - najpierw szorta na przyszłoroczny konkurs, a w międzyczasie/później coś dłuższego. Mam nadzieję, że się uda. Na afterze pojawił się również Rybb, więc mieliśmy jeszcze chwilę by wymienić się pomysłami i ponarzekać na rysowników Immortala. Niestety dość szybko się zebrał, ale i tak było zajebiście. Resztę wieczoru spędziłem lawirując pomiędzy grupkami, a po pierwszej zebraliśmy się do hotelu. Czas najwyższy, bo jeszcze kilka piw i skończyłbym jak co poniektórzy leżąc na stole i zgonując (nie będę pokazywał palcem, ale wiedźcie, że zrobiłem kompromitujące zdjęcia! Zostaliście ostrzeżeni!).

Niedzielny poranek nie był najszczęśliwszym (wypite poprzedniego dnia piwa w ilości dużej zaczęły o sobie przypominać). Narzekać jednak nie miałem zamiaru. Najpierw do sklepu, a potem do ŁDKowej kawiarni na bułkę z pasztetem i na giełdę, po ostatnie zakupy. Potem spotkanie z Rafałem Szłapą, Maćkiem Pałką (naprawdę świetne!), fragment tego z żoną Moore'a i ze Śledziem (słabo poprowadzone). Następnie pizza z GiPem i jego lubą, pożegnania i znowu na giełdę (po tym razem na serio, serio ostatnie zakupy za ostatnie pieniądze), potem spotkanie z Michałem Klimczykiem (bardzo fajnym, niezwykle pozytywnym i trochę zakręconym ludziem), Minkiewiczami i do domu.

W przyrodzie musi panować równowaga, więc droga powrotna nie była już tak łatwa, jak ta do Łodzi. Pogubiliśmy się trochę i natrafiliśmy na porządny korek. Na szczęście, atmosfera w aucie była świetna, więc nawet te drobne trudności można było przełknąć z uśmiechem na twarzy. Właśnie współtowarzyszom podróży chciałbym najbardziej podziękować, bo jak zawsze było bardzo miło, no i praktycznie bez nich nie dotarłbym do Łodzi.

Pobiłem też swój zeszłoroczny rekord i przywiozłem do Krk 34 (słownie: trzydzieści cztery) komiksy. Duża piona dla wszystkich, z którymi się spotkałem. Mam nadzieję, że wszyscy bawili się równie dobrze. Dzięki i do zobaczenia za rok! Pamiętajcie:
Komiksiarzy było wielu, żaden jednak nie miał helu!

Moje! I bezdomne, bo regał stanowczo odmówił przyjmowania pod swój dach kolejnych komiksów :(

piątek, 5 października 2012

292 - Przed MFK

Dwudziesty trzeci Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier już jutro. O siódmej rano wsiadam do auta i wraz z Kubą, Kasią, Tomkiem i Justyną kierujemy się w stronę Łodzi. Na miejscu ma być jeszcze m.in. GiP i Rybb, więc zapowiada się mocarna ekipa. Do tego ciekawe spotkania i mnóstwo komiksów. Będzie ogień!

Jadłem ostatnio kebaba w KFC. Nowość, "jedyny taki kebab". Jako koneser tego dania (o ile mogę tak o sobie powiedzieć) nie mogłem przejść obok obojętnie. Wstąpiłem, kupiłem, odpakowałem. I tu zaczęło być zabawnie, bo mówiąc krótko - nie wiedziałem jak to ugryźć - dosłownie i w przenośni. Kebabson w KFC jest spory, to trzeba uczciwie przyznać. I to niejako stanowi problem, bo w przeciwieństwie do normalnych kebabowni, gdzie do mięsa w bułce dostajemy widelec, tu nie. Wiecie, w jednej ręce trzymamy kebaba, najpierw wyjadamy pyszności ze środka widelcem, a potem składamy bułkę z resztą mięsa/warzyw/sosu i normalnie gryziemy. KFC spieprzyło sprawę - bez widelca ani rusz. Znaczy - niby się da, małymi gryzkami, brudząc sobie twarz po samo czoło, z sosem cieknącym do rękawa i tak powoli, że "fastfood" nabiera całkowicie nowego znaczenia. Kebab w połowie się rozpada, gdyż jest zwyczajnie źle złożony. Dużo w nim niedobrej kapusty, trochę ogórków, pomidora i kurczaka, a buła jest ok. Niby spoko smakowo, no ale jednak nie ma to jak klasyka - mieszane mięso i średnio-ostry sos. Z przykrością stwierdzam, że ta cząstka mnie, która odpowiada za uwielbienie dla kebabów jest ogromnie zniesmaczona tym, co serwuje KFC.

Z innych mało interesujących rzeczy - trzeci sezon Boardwalk Empire, jednego z moich ulubionych seriali, po trzech odcinkach naprawdę daje radę. Trzyma świetny poziom poprzednich sezonów, akcja się zagęszcza, klimat wciąż jest genialny, a aktorstwo bardzo dobre. Polecam równie mocno, co poprzednie sezony. Zabrałem się za długo odkładanego Doctora Who, jestem oczarowany po kilku pierwszych epizodach, zobaczymy jak to się rozwinie. Ale czuję, że będzie dobrze.

To tyle, trzeba się jeszcze spakować, jeszcze raz przejrzeć - wydającą się nie mieć końca - listę zakupów i dokończyć referat o Conradzie na Wiedzę o Literaturze. Bo przecież wróciłem na studia i skończyło się radosne leniuchowanie. Przynajmniej to, które przez wakacje było w pełni usprawiedliwione.

wtorek, 20 września 2011

221 - O Prozie Życia i po prostu prozie

To mój pierwszy w pełni ukończony komiks mający kolory i więcej niż sześć stron. W dodatku posłany na MFK-owy konkurs.

Po wielu perypetiach, podczas których wysłałem kilkanaście maili, a kilkunastu rysowników odmówiło mi z powodu braku czasu, scenariuszem postanowił zająć się Bartek "Graphicus" Kuczyński. O lepszego rysownika nie mogłem prosić, nie dość, że okazał się bardzo miłym człowiekiem, z którym momentalnie złapałem dobry kontakt, to jeszcze skończył to co zaczął (w przeciwieństwie do rysowników, zajmujących się moimi 32427482376923 pozostałymi projektami). Osiem plansz powstało w ekspresowym tempie. Sprawnie narysowane i pokolorowane, wg. mnie prezentują się świetnie.

Sam komiks jest drugim odcinkiem serii o Kiwi Kidzie. Co zabawne, pierwszy odcinek rysowany przez Rybba jeszcze nie powstał. Spokojnie, nie trzeba znać części pierwszej, by zrozumieć część drugą.

Pierwotnie pierwsze trzy odcinki (z czego trzeci rysowany przez Birama) miały trafić na konkurs, jednak rysownikom nie udało się ukończyć ani pierwszego ani trzeciego. Mam nadzieję, że kiedy już powstaną, znajdzie się dla nich miejsce w jakimś zinie.

Żałuję również, że żaden z moich dwóch scenarków nie został ukończony i nie trafił do nowego Kolektywu. Next time, I hope.

Na apel ekipy Immortal Suicide odpowiedział Tomek Kleszcz i tym samym dołączył do zespołu. Narysuje kilka stron pełnych akcji. Jeśli uda mi się go namówić, to może sam coś o tym opowie w kolejnym kibicowaniu.

Powoli kończą się wakacje i trzeba będzie iść na studia (Kulturoznawstwo, kierunek filmoznawstwo, Uniwersytet Jagielloński, Kraków). Zostało jednak jeszcze trochę czasu, więc nadrabiam zaległości serialowe (skończyłem Entourage, czekam na dwa ostatnie epizody Trawki (siódmy sezon wymiata), powtarzam sobie Boardwalke Empire (za pierwszym razem podobało się bardziej) i po raz kolejny oglądnąłem wszystkie odcinki Fullmetal Alchemist: Brotherhood i tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że to najlepsze MiA ever) i książkowo-komiksowe (recenzje już wkrótce, przynajmniej dwie powinny być jeszcze we wrześniu). Oglądam trochę filmów, o których nie chce mi się pisać i trochę gram (głównie Gears of War (PC) i Jakub Wędrowycz FKGK, w której to grze jestem 10. w ogólnopolskim rankingu Jesiennej Ligi Egzorcystów, nieźle).

Mam nadzieję, że czteromiesięczne wakacje skończą się mocnym akcentem w postaci pobytu w Łodzi na 22. MFKiG. Transport załatwiony, nocleg też, więc raczej będę. Tym razem na serio.

Z końcem września, a początkiem października upływa termin na nadsyłanie prac na tegoroczne Horyzonty Wyobraźni. Nie zostało już wiele czasu, a ja ledwo skończyłem pisać prolog mojego nowego opowiadania. Nie wiem, czy ten copywriting mnie tak wypalił, czy może trzaskanie tylu recenzji, ale nie mogę się zebrać w sobie i przysiąść do worda. Najgorsze jest to, że wymyśliłem w swoim mniemaniu całkiem niezłą Opowieść. Szkoda by było by nie została przelana na papier.

Zobaczymy, może jeszcze się uda.

Ostatnim wielkim sukcesem było zdanie przeze mnie (bo kogóż by innego) egzaminu na prawo jazdy przy ósmym podejściu. Masakra. Przy tych egzaminach matura to pikuś.

Na koniec zajawka MFK-owego komiksu, oczywiście, by Graphicus:


Projekt postaci: Rybb.

wtorek, 12 października 2010

175 - Mfk, mfk... znowu nie byłem na mfk

Mimo, że nie byłem na MFK, moja kolekcja komiksów została uzupełniona o 14 nowych tytułów.
Ale o tym zaraz, bo wcześniej o czym innym chciałem. Jeśli kiedykolwiek ktoś pokusi się o sporządzenie mojej bibliografii, to przy dacie październik 2010 będzie musiał postawić dwa tytuły:

Lody: gościnny pasek z Marcinem Podolcem (fakjeee!) wyglądający tak:


i
Album Odrzuconych ( w którym znalazło się sporo rzeczy, które popełnili takie ziomki jak: DeBe, Grim, czy Kuba Grochola)
Jako i Tako – w hołdzie J. Chriście.
Txt: Anonimowy Grzybiarz
Gfx: Rybb

K1. Narracja: „Woje Mirmiła”
Widzimy siedzącego Mirmiła w garniturze z białym kotem na kolanach (którego głaszcze). Za nim po obu stronach stoi Kajko (ma wygląd cwaniaka, bawi się nożem) i wielki Kokosz (ogromny, gruby; strzela kostkami, jakby komuś groził, albo rozgrzewał się przed walką).
K2. Narracja: „Szkoła Latania”
Kokosz stoi na skraju dachu, w wyciągniętych ramionach trzyma przerażonego człowieka, który jest już poza dachem (gdyby Kokosz go puścił, ten spadłby na ziemię i się zabił).
Kajko (stoi za Kokoszem na dachu): „To jak będzie z tą kasą, którą nam wisisz?”
Kokosz: „ „Wisisz” hehe…”
K3. Narracja: „Szranki i konkury”
Naprzeciw siebie stoją dwie armie uzbrojone po zęby. Z jednej strony bohaterowie z grodu, z którego pochodzą KiK, po drugiej stronie Zbójcerze. Wygląda to jak klasyczna ustawka.
K4. Narracja: „Zamach na Milusia”
Widzimy jakiegoś dzieciaka (ma koszulkę z wizerunkiem smoka Milusia), nad którym stoi wielki Łamignat i grozi mu maczugą.
Łamignat: „Dawaj kasę!”
K5. Narracja: „Mirmił w opałach”
Na krześle siedzi Mirmił (związany, przywiązany do krzesła). Na pierwszym planie widzimy dwie postacie. Jedna to przywódca Zbójcerzy (Hegemon ), ma w ręce zapalniczkę. Druga to Kapral (prawa ręka Hegemona), trzyma kanister pełen benzyny.
Hegemon: „To twój koniec, Mirmił”
Kapral: „Końcowy koniec! Tak! Na plasterki!”
K6. Narracja: „Cudowny Lek”
Widzimy Jagę (Zieluchę) palącą skręta.
Jaga: „Dobry na wszystko!”


Komiks nigdy nie został narysowany i nie trafił do festiwalowej antologii. Norbert popełnił dwa kadry:

i na tym zakończył. Jakby ktoś chciał to pocisnąć to zachęcam.

Teraz trochę o przeczytanych rzeczach:

Na początek wyglądający na mocarny BICEPS. Potwierdza się tu zasada, że wielkość mięśnia nie zawsze jest proporcjonalna do siły. Żaden z komiksów zaprezentowanych w numerze pierwszym mnie nie powalił. Właściwie mało który pamiętam. Ale ogólnie podoba mi się kilka rzeczy: okładka rządzi, seria "Na chłopski rozum/babskie gadanie" zapowiada się ciekawie, gotuj z Bicepsem może być fajne, krzyżówka mnie ucieszyła. Najmocniejszą częścią pierwszego Bicepsu jest na pewno publicystyka. Brawa do Gonza przede wszystkim, bo popełnił świetny i chyba najciekawszy tekst w numerze. Trzymam kciuki za następne numery. Może nie jest zajebiście, ale solidnie na pewno! Wszak, nie wystarczy raz iść na siłkę, by stać się koxem. Kolejne numery na pewno wspomogę (jeśli nie będzie innej możliwości to na pewno kupnem, a może uda się puścić jakiś tekst gościnny, albo komiks... pasek może... pół paska? Kadr chociaż?! No, chłopaki!).

Och!, ale ten Och! jest super! Niewątpliwie to jeden z lepszych komiksów jakie ostatnio czytałem. Musicie go sami sprawdzić.
(przewracając kolejne strony ciągle miałem dziwne wrażenie, że czytam spin-off Rycerza Janka... ale nic to!)

Piąty Karton trzyma dobry poziom poprzednich numerów. Znowu jak dla mnie najlepsze są Ćmy, Jednorożec i paski. Powiew świeżości wnoszą jednoplanszówki magistra Łazowskiego.

Na dziś tyle. Pozdro!

piątek, 10 października 2008

Post 23 - Nazywam się Jasiek. Nie Jackek ;)


Oto wspomniane w poprzednim poście wiekopomne dzieło komiksiarskiego kolektywu pizzernianego, o które już biją się czołowi wydawcy. Kolejno rysowali, zagryzając pizzą i wydłubując oliwki z sera:
koko,skarza,cietrzew,koko,skarza,cietrzew,koko,canty,grim, igor, spellcaster.

From Hell w SC tez jest wykozaczone. A co.

W nowej Hardkorporacji ukazała się Babcia Chrzestna. Komiks mojego i NemoFisha autorstwa. Aha. I Jasiek jestem. Nie Jacek jak widnieje w spisie treści :)

Hell Hotel - nowy komiks autorów Bug City. Do poczytania w necie. Dobrze się zaczyna i oczekuje drugiego hitu na miarę BC.

Pozdrawiamy

niedziela, 5 października 2008

Post 22 - Słów kilka o MFK od Grima

MFK 2008
Po burzliwej, wypełnionej zmuszaniem się do snu na przemian z faszerowaniem kofeiną nocy, wypełniwszy żołądek jakże wymowną bułką z jogurtem, poznawaniu uroków warszawskiego metra o poranku i walce ze złowrogim zapaleniem tchawicy stawiłem się punkt 8.30 na mrocznym i monumentalnym Dworcu Centralnym, gdzie, po zakupie biletu od równie sympatycznej, jak te z pasków Unki pani w okienku zwarłem się w iście niedźwiedzim uścisku z Belem (bez sławnej bródki) i Mc. Owcem (bez jakiejkolwiek bródki), którzy na całe szczęście przybyli grubo przed umówionym czasem. Po zwyczajowej wymianie grzeczności, psuciu automatu z rogalikami i narzekaniu na nieobecność kilku osób, odebraliśmy od godai’ego (nadal z bródką a’la Ra’s al Ghul) jeszcze ciepłe i pachnące świeżym atramentem paczki z „Rycerzem Jankiem: W kanałach szaleństwa” i „Kwaziem”- dwoma gorącymi premierami Dolnej Półki. Tak objuczeni wsiedliśmy do pociągu. Gdy tylko zajęliśmy miejsca, konduktor wyprosił nas z wagonu pierwszej klasy, wykazując zdolności dedukcyjne godne mistrza Holmesa , bo nawet nie spojrzał na nasze bilety (co z tego, że byliśmy jedynymi osobami bez krawatów w wagonie?). Bele, przewidziawszy taki obrót rzeczy, na chwilę przed przyjściem mundurowego na znak dezaprobaty zachlapał całe siedzenie piwem. Po zmianie miejsc dosiedli się do nas w Warszawie Zachodniej khm z Agnieszką i, całkiem niespodziewanie, Igor i Spellcaster (z kozią bródką). Podróż zleciała szybko, wypełniona dyskursami o środkowej, aluminiowej warstwie w pelerynie Batmana, narzekaniami na TDK (ja i godai), narzekaniami na mnie i godai’ego, że się czepiamy (Spellcaster), narzekaniami na wydawców i tłumaczy (wszyscy), ponownymi narzekaniami na nieobecności (wszyscy), dzwonieniu do Dema (Bele), milczeniu (Agnieszka), przebieraniu się (ja), narzekaniu na grafików, raczeniu się chmielowym nektarem i wielu innych, a wszystko przy muzyce z telefonu Belego, która skutecznie wypłaszała z naszej części wagonu wszystkich postronnych nieszczęśników.
W tak pięknych okolicznościach przyrody dojechaliśmy na miejsce.
Stolik już na nas czekał. Szybko okazało się, że jest za mały, co zaowocowało obietnicą powiększenia stoiska w przyszłości. Niemniej udało nam się odpowiednio wyeksponować przywiezione komiksy. Giełda ruszyła. I, jak co roku, trochę straszno, trochę śmieszno. Znów powtórzyła się sytuacja z zeszłego roku, że na jednym stoisku za dwie dyszki możesz dostać to samo, co na stoisku o dwa metry dalej za dwa złote (serio!), a w dodatku ze zniszczoną okładką. Niemniej z zakupów jestem zadowolony, bo kilka albumów udało się kupić naprawdę tanio i w znakomitym stanie. Wróciłem obładowany do domu jak juczny osioł ( z ciekawości zważyłem zakupione komiksy- w sumie 7.8 kg!).
Na giełdzie spędziłem niemal cały dzień. Sprzedając komiksy Dolnej Półki, popędzając Igora do szybszego rysowania dedykacji (ten gość jest niesamowity), zaznajamiając się z kilkoma nowymi dla mnie twarzami komiksiarzy i odnawiając stare kontakty. Po raz pierwszy też zobaczyłem na własne oczy fanki Koko. Nieco później wybraliśmy się na pizzę (nieco dziwną w smaku, w nieco dziwnej knajpie, z nieco dziwnymi kelnerkami), przy okazji rysując epicki i dramatyczny komiks (chłopaki obiecali wrzucić do sieci), pełen miłości, odważnej erotyki i morderczych bakłażanów.
W budynku Domu Kultury wraz ze Spellcasterem odkryliśmy niesłychanie zabawną wystawę prac, które napłynęły na konkurs rysunkowy dla dzieci „Stop dyskryminacji”. Perełek było tyle, że nie sposób wszystkich spamiętać, jak chociażby tekst „Natychmiast przeproście naszego Murzyna!”, manifest przeciwko śmianiu się z emo czy przerysowany żywcem (z fragmentami oryginalnych dialogów!) odcinek Bug City (konkretnie ten: ), z tą różnicą, że w ostatnim kadrze Motyl upomina „Pana Biedronę” (sic!), że nie może bić „pana Muszki” (sic 2!), tylko dlatego, że jest mniejszy i słabszy. Przewracaliśmy się ze śmiechu co krok.
Podsumowując: chyba najbardziej udany dzień w roku zaraz po moich urodzinach! Żałuję tylko, że nie wszyscy mogli przyjechać... Zdarza się. Poniżej zdjęcia z krótkim komentarzem.
Grim prezentuje: wesołe stoisko Dolnej Półki. Tak, ten za stołem to Skarża. Ja też nie poznałem. Obok Lewa Ręka Zniszczenia. Godai też miał podobną, tyle że prawą (to dlatego, że kiedyś Batman złamał sobie rękę, ale nie pamiętali którą)
Grim i zin – sąsiednie stoisko uginało się od komiksowego undergroundu, w tym także mojego swojskiego- radomskiego.
Fotka niczym z folderu reklamującego MFKę, he he.
Wspomniany komiks konkursowy. Niestety nie uchowało się zdjęcie z komiksem „-Cześć, jestem Zosia, pochodzę z Polski i lubię jeść słodycze.- A ja jestem Bambo, mieszkam w Afryce i lubię jeść banany.”
W trakcie wykonywania zdjęcia nikt nie ucierpiał. Tajemniczy szturmowiec, oprócz tego, że był najlepiej przebraną osobą na Festiwalu (wybacz Jerzy, wybaczcie diabełki), był równocześnie jedyną osobą, która rozpoznała mnie z pewnego programu nadawanego na Polonii po „Wiedźminie” w niedzielę. To nie fair- u Clarka Kenta okulary działały, gdy nie chciał, aby ktoś się dowiedział o jego alter-ego!
Coby nie było, że tak tylko sam siebie zamieszczam, tutaj widzimy Igora (czyt. Iżora) Wolsky’ego, człowieka-robota rysującego 26 godzin na dobę, jeden z największych młodocianych talentów i wschodzącą gwiazdę na komiksowym firmamencie, zaś obok niego Cietrzew, autorka zdjęć, dzięki uprzejmości której możecie oglądać te fotki.
To tyle.
Z poważaniem,
wasz dzielny (niczym DD) reporter
GRIM
PS. I czemu nikt piwa mi nie postawił, cholera jasna?

piątek, 3 października 2008

Post 21 - MFK i takie różne

Jak już pewnie wszyscy wiedzą, nie jadę na MFK...
Ale spoko. Będę tam z Wami duchowo...
Grim będzie. A oto co napisał:
"Międzynarodowy Festiwal Komiksu (nie mylić z Międzynarodowym Forum Kobiet) zbliża się wielkimi krokami. Co prawda ekipa naszego bloga (Grzybu: to to jest NASZ blog? Dobrze wiedzieć...) nie stawi się w całości, ale przy stoliku Dolnej Półki na pewno uda Wam się znaleźć, we wczesnych godzinach popołudniowych, Grima (jeśli godai pozwoli, będzie komiksy rzeczonego wydawnictwa sprzedawał). Można podejść, zagadać, piwko postawić, tudzież zdjęcie dla dzieciaka/rodzeństwa młodszego/wyimaginowanych przyjaciół cyknąć.
Fotka, dla ułatwienia identyfikacji owego mrocznego osobnika."

(proszę, nie pytajcie...)

Dzisiejszy post specjalnie dla DeBe. Wisisz mi komiks kolego :)


Dobra, co ja to miałem...





A. Powyżej szkice ze wspólnego mojego i Debe (jak to się odmienia?) projektu nad którym cały czas męczę umysł. Bo scenar jakiś próbuję wymyślić na planszę. I idzie mi tak jakoś nie bardzo. Tzn. mam luźne pomysły i żarty sytuacyjne, ale jakoś nie mogę znaleźć fabuły by to połączyć i jeszcze, żeby śmiesznie wyszło. Całość rozchodzi się o pewnego sympatyka broni zwanej "Kamień na sznurku" i jego głupiego pomocnika (Kloc). Są też oczywiście badgaje, którzy nachalnie urozmaicają życie głównemu bohaterowi, wbrew jego woli.
Buhahaha!