> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wolverine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wolverine. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Kroniki X-Men. Wolverine/Gambit: Ofiary - recenzja

Mucha Comics startuje z nowym cyklem. Na pierwszy ogień “Korniki X-Men” prezentują historię “Wolverine/Gambit: Ofiary”, które pokolenie TM-Semic zna z #15 numeru “Mega Marvel” z 1997 roku. Kultową opowieść stworzyli legendarni Jeph Loeb (scenariusz) i Tim Sale (rysunki) - duet odpowiedzialny za takie komiksy jak “Daredevil: Żółty” czy “Batman: Długie Halloween”.



sobota, 14 marca 2026

Przeznaczenie X. X-Men, tom 2 – recenzja

Drugi tom „Przeznaczenia X. X-Men” to kolejne przygody głównej drużyny mutantów Marvela, mającej zapewnić dobry PR Krakoi na świecie. Jej skład uległ niedawno zmianie, a do Cyclopsa, Jean Gray i Syncha dołączyli Firestar, Forge, Iceman i Magik. W końcu niektórzy z mniej znanych członków ekipy dostało swoje pięć minut.


wtorek, 16 grudnia 2025

Przeznaczenie X. Nieśmiertelni X-Men - recenzja

Seria „Nieśmiertelni X-Men” według scenariusza Kierona Gillena opowiada o działaniach Cichej Rady, czyli dwunastki mutantów należących do kierującej wyspą Krakoa Cichej Rady. Fabuła rozpoczyna się, gdy z grupy postanawia odejść Magneto. Zmusza to pozostałych członków do wybrania jego następcy lub następczyni. Z kolei należący do Rady Mister Sinister zamierza wcielić w życie swój demoniczny plan.


poniedziałek, 17 listopada 2025

Przeznaczenie X. X-Men i Wolverine – recenzja

Wydane w listopadzie 2025 roku tomy „X-Men” i „Wolverine’a” rozpoczynają nowy okres w krakoańskich dziejach Dzieci Atomu. Intryga Moiry MacTaggert wyszła na jaw, a Jonathan Hickman odszedł z tytułów o mutantach Marvela. Po jego odejściu pozostał głownie chaos.


środa, 4 czerwca 2025

Majowy Marvel od Egmontu - Inferno, Wolverine, Daredevil

W maju na księgarskie półki trafił kolejny pakiet komiksów z linii Marvel Fresh od wydawnictwa Egmont Polska. Wśród twórców między innymi uznani scenarzyści jak Jonathan Hickman czy Chip Zdarsky. Czy warto sięgnąć po kolejne tomy superbohaterskich serii w miękookładkowych wydaniach o mutantach i niewidomym prawniku broniącym Hell's Kitchen? Nasze opinie na temat tych trzech komiksów znajdziecie poniżej - serdecznie zapraszamy do zapoznania się z tekstem!



niedziela, 6 kwietnia 2025

Rządy X. Wolverine. Tom 2 - wrażenia

W drugim tomie przygód Rosomaka autorstwa Benjamina Percy'ego Wolverine stara się rozwikłać tajemnicę spalenia statku "Marauder", do którego doszło podczas Hellfire Gali. Wpadnie także na trop urządzenia, które śledzi sytuację na Krakoi. We wszystko będą wplątani zarówno starzy znajomi z przeszłości Logana, jak i ci nowi — z Arakko.


wtorek, 8 listopada 2022

Elektra i Wolverine. Odkupienie - recenzja

"Elektra i Wolverine: Odkupienie" to nie komiks, a bogato ilustrowane opowiadanie. Fragmenty literackie ozdobione są często całostronicowymi ilustracjami. I o ile historia jest całkiem wciągająca, tak rysunki zupełnie do niej nie pasują.


piątek, 10 września 2021

Wolverine. Czerń, biel i krew - recenzja

Wolverine jest najlepszy w tym, co robi, a to, co robi, nie jest za ładne. Co poza tym można powiedzieć o człowieku znanym jako James Howlett, Logan, Broń X lub Patch? Nie boi się niczego i ma pokiereszowaną przeszłość. Zawsze stara się wszystkich uratować, a gdy mu się nie uda, na pewno pomści poległych. Jest oddanym kompanem, kiepskim ojcem, dobrym mentorem nastoletnich mutantek. Zwykle nie odmówi dobrej bitki. Lubi wypić piwo ze starym kumplem (lub jego alternatywną wersją z przyszłości).


O wszystkim powyżej traktuje „Wolverine: Czerń, biel i krew” – zbiór dwunastu niezobowiązujących historyjek utrzymanych w trzech barwach wskazanych w tytule. Każda z nich została opracowana przez inny zespół twórców i rozgrywa się w różnych momentach życia Rosomaka. Jak nietrudno się domyślić, ich poziom jest bardzo nierówny.

czwartek, 17 grudnia 2015

Wolverine: Origins II (Kieron Gillen, Adam Kubert)

Kontynuacja kultowej genezy Wolverine’a rozgrywa się jakiś czas po miniserii Paula Jenkinsa i Andy’ego Kuberta. Logan żyje wśród wilków. Gdy jednak jego nowa rodzina ginie rozszarpana przez śnieżnego niedźwiedzia, samotnik musi udać się w stronę cywilizacji. Ludzie zniewolą go, będą pokazywać w klatce i eksperymentować. Oczywiście tylko do czasu, gdy ludzka natura Wolverine'a zostanie zepchnięta w cień przez zwierzęcą furię.





poniedziałek, 30 marca 2015

Najlepsze komiksy 2014 roku

W 2014 roku czytałem głównie wydania zagraniczne, dużo superhero i nadrabiałem zaległości. Stąd też dość trudno było mi wybrać 10 najlepszych komiksów, jakie ukazały się po polsku w minionym roku - przeglądając podobne listy zdałem sobie po prostu sprawę, że większości tytułów zwyczajnie nie znam. Mimo wszystko niżej znajdziecie moją dyszkę, mam nadzieję, że wybaczycie ogromne opóźnienie. Gdybym miał więcej czasu i mógł nadrobić zaległości lista wyglądałaby zupełnie inaczej. Czyli standard.


wtorek, 1 lipca 2014

430 - Wolverine: Logan, czyli Hiroshima, mon amour z mutantami

Wolverine kolejny raz zwiedza Kraj Kwitnącej Wiśni. Wraz z powrotem do Japonii i próbą zamknięcia pewnej sprawy sprzed wielu lat wracają wspomnienia. Przenosimy się w czasie do ostatnich dni II wojny światowej. Logan i porucznik Warren uciekają z jenieckiego obozu i poznają pewną tajemniczą kobietę. Tu sprawy się komplikują, a ich reperkusje będą ciągnęły się za mutantem przez kilkadziesiąt kolejnych lat.


poniedziałek, 23 czerwca 2014

429 - X-Men: Days of Future Past - dwugłos, który nadszedł

Po bohaterskiej obronie Attyki, powstrzymaniu Zimowego żołnierza i przebujaniu się na pajęczynie, przyszedł czas na podróże w czasie u boku mutantów. Na ekranach kin gości właśnie kolejny film z serii X-Men, o podtytule Przeszłość, która nadejdzie. Czy przygody Wolverine'a i spółki utrzymują zaskakująco wysoki w tym roku poziom komiksowych adaptacji? Rozmawiają Jan Sławiński i Mateusz Piesowicz.



J(an): Pierwsza część X-Men z 2000 roku była jedną z pierwszych poważnych adaptacji komiksowych jakie widziałem. Do dziś pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie początkowa scena z Wolverinem w klatce i jak katowałem taśmę na domowym odtwarzaczu VHS oglądając film niemalże w kółko. Potem przyszedł czas na X-Men 2, który był filmem jeszcze lepszym, a video znów nie miało chwili wytchnienia. X-Men: Ostatni Bastion był pierwszą częścią serii, którą zobaczyłem w kinie i... byłem zawiedziony. Podobało się, ale nie tak, jak w dwóch poprzednich odsłonach, czegoś brakowało, czegoś było za dużo. Dopiero później, przy powtórnym seansie w zaciszu domowego ogniska, będąc już bardziej świadomym widzem, Ostatni Bastion obnażył przede mną wszystkie swe wady. Dlatego cieszę się, że w przypadku Przeszłości, która nadejdzie na stanowisko reżysera powrócił Bryan Singer i odkręcił to, co Ratner zepsuł.

M(ateusz): Widzę, że podzielamy "miłość" do Ostatniego bastionu... Również pamiętam jak wielkim rozczarowaniem był dla mnie ten film, zwłaszcza, że po nim powstała jeszcze gorsza X-Men Geneza: Wolverine i cykl o mutantach wpadł w dołek, z którego wyciągać go musiał Matthew Vaughn ze swoją świetną Pierwszą klasą. Po tym nowym otwarciu wydawało się, że seria wróci na właściwe tory, tym bardziej, że ponownie zabrać miał się za nią Singer. Niepokoiło mnie tylko trochę nazwisko scenarzysty - Simona Kinberga, który był przecież współodpowiedzialny za skrypt do filmu Ratnera, a tutaj dostał nie lada trudniejsze zadanie, czyli w jaki sposób połączyć starą i nową ekipę, z zachowaniem chociaż podstaw logiki. Muszę przyznać, że wyszło mu to całkiem zgrabnie, choć trochę zastrzeżeń mam...

piątek, 18 października 2013

369 - Wolverine śpiewającym Muppetem i fabularyzowana recenzja

Coś pięknego:


A na deser niewątpliwie wątpliwej jakości tekst, czyli recenzja fabularyzowana Tajemnic Dag Fabrik 2:

Hełm ciśnie mnie w uszy. W jednej dłoni trzymam karabin, drugą ocieram pot z czoła.

Za moimi plecami Maciej opowiada drugą część swojej historii. Słucham, jednocześnie obserwując świat za oknem. Noc jest chłodna i ciemna, chmury przysłoniły gwiazdy. W oddali słychać pohukującą sowę. Wiatr smutno świszcze w ruinach opuszczonych budynków. Mimo chłodu okropnie się pocę. Zwyczajnie się boję.

Maciej opowiada o akcji dywersyjnej „KREM”. O poważnym ciosie w nazistowskie Niemcy, które utraciły wskutek akcji wiele materiałów do produkcji broni. O śmierci ich naukowców i sukcesie Armii Krajowej. Temat niewątpliwie ciekawy, widać też, że Maciej wie, o czym mówi. Szkoda jednak, że robi to tak nieporadnie. Jego opowieść jest chaotyczna, złożona z urwanych epizodów. Bez napięcia, bez emocji. Trudno mi utożsamić się z bohaterami. Opowieść w ogóle do mnie nie przemawia.

Zmieniam trochę swoje nastawienie do całej sytuacji, gdy siedzący dotąd w kącie Jacek wyciąga swoje rysunki. Te z chęcią oglądam. Są na naprawdę wysokim poziomie, jeśli ja, prosty żołnierz, w ogóle mogę to ocenić. Jacek kapitalnie radzi sobie z estetyką czarno-białą, robiąc wielki użytek z cieniowania. Jego prace są szczegółowe i świetnie rozplanowane.

Ostatnim, co słyszę jest przeciągły świst i ogłuszający huk. Potem wszystko się kończy, równie nagle, co historia Maćka.

Budzę się w szpitalu. W sąsiednich łóżkach leżą Maciek i Jacek. Maciek opowiada, Jacek szkicuje. Cóż, niektórzy to mają zdrowie. Trzecia część historii o Dag Fabrik Bromberg nadciąga. Rzucam jeszcze okiem na zdjęcie fabryki, które leży u Maćka na nocnej szafce i odwracam się plecami. Nie chcę słuchać, próbuję zasnąć. Zapomnieć o bólu. 

Ocena: 5/10

piątek, 5 sierpnia 2011

214 - W obronie Logana (gościnnie: Gombie Zoblin)

-->
"Staruszek Logan, czyli Tam i z Powrotem"
Nie będę ukrywał, że choć uniwersum Marvela nie należy do moich ulubionych, a team-upy przekraczają zazwyczaj moją tolerancję dla ilości superbohaterów na ekranie, mimo to album "Old Man Logan" polecam każdemu, kto nie jest zaprzysiężonym wrogiem historyjek obrazkowych. Do tego komiksu przyciąga oczywiście nazwisko Marka Millara, ogłoszonego mniej lub bardziej słusznie "cudownym dzieckiem" branży. Jego wcześniejsze dzieło - mowa tu o "Superman: Red Son" doczekało się nieuzasadnionych przykładów czołobitności. Millar w swym - według niektórych - "sztandarowym" dziele poległ sromotnie w warstwie historycznej, politycznej i zdroworozsądkowej (obrońców "SRS" proszę o ponowne przeczytanie tego albumu i przypatrzenie się m.in. "strategicznej" mapce przy postaci Bizarro). Jednak w "SRS" można było zobaczyć wyjątkowo udanego twórcę komiksowych historii o bohaterach - te bowiem wątki Millar przeprowadził spójnie i sprawnie. Dobrze więc, że wrócił on do matecznika, w którym czuje się dobrze, i w którym może prawdziwie rozwinąć skrzydła - do stricte fikcyjnego świata superbohaterów. Z niewyjaśnionych, a co najmniej niezrozumiałych przyczyn "Old Man Logan" doczekał się wśród recenzentów nieuzasadnionego potoku żalu. Spóźniona krytyczna reakcja wobec wcześniejszej twórczości Millara?
Po tym przydługim wstępie, przejdźmy do właściwej sprawy.
Mark Millar, jak to ma w zwyczaju, swoją historię wysnuł z jednego szczególnego pomysłu. Tym razem jego uwaga skupiła się na fakcie, iż w długich żywotach komiksowych serii jeden lub najwyżej kilku bohaterów staje przez lata naprzeciw rosnącej armii szwarccharakterów. Wrogowie mniej lub bardziej groteskowi przewijają się przez strony rozwijanych przez dziesięciolecia serii, znikając w pomroce dziejów lub powracając raz po raz z kolejnymi planami osiągnięcia swych niecnych celów. Millar postanowił pomóc nieszczęśnikom i dostarczył im w formie scenariusza plan, na jaki ograniczone do pojedynczych serii lub najwyżej kolaży w rodzaju "The Avengers" niecnoty nigdy by nie wpadły. Wzorem B.L. Montgomery'ego, Millar wskazuje na oczywiste źródło siły, jakim dla jego nowych podopiecznych jest gigantyczna przewaga liczebna. Wystawiając do jednej bitwy wszystkie swoje siły, antybohaterowie uniwersum Marvela zdobywają USA i zmiatają z powierzchni Ziemi-90210 swoich przeciwników. Na dobry początek - wszyscy giną. Lub prawie wszyscy. Wolverine został wyeliminowany z walki na samym jej początku i od tej pory nikt o nim nie słyszał. 

Po przeszło pół wieku od pamiętnej bitwy, w Sacramento na pustkowiu dawnej Kalifornii Czytelnik poznaje zwykłego rolnika, a przy tym zatwardziałego pacyfistę - Logana. Wraz z żoną i dziećmi wiedzie proste i niełatwe życie pod butem rodu Bannerów, władców ziemi Hulkland. Od lat nie ma bowiem Stanów w ich dawnej formie. Podzielone zostały między zwycięzców na szereg mniejszych państw - patrząc z zachodu na wschód: Hulkland, Królestwo Kingpina (dawniejsza Domena Magneto), Szaniec Doom'a, Osborn County i Dzielnica Prezydencka, formalnie nadrzędna (pragnę uprzedzić, iż choć wszyscy znamy jedynie słuszną polityczną linię wydawnictwa Marvel, władcą absolutnym Dzielnicy Prezydenckiej NIE jest George W. Bush). Każde z nowopowstałych państw jest poletkiem dla eksperymentów nareszcie zwycięskich "Złych" lub po prostu krwawym placem zabaw. Części dawnych Stanów, które nie znalazły się pod bezpośrednią kontrolą antybohaterskiej elity nawiedzane są przez wszelkiego rodzaju mniejsze plugastwo. Właśnie w podróż przez blisko trzy tysiące mil spustoszonych USA los rzuci Logana. Towarzyszyć mu będzie stary i ślepy łucznik - Hawkeye (nawiązanie do Green Arrow z "Dark Knight Returns" Millera?), zleceniodawca podróży z Zachodniego Wybrzeża w kierunku, w którym musi być jakaś cywilizacja.
Mark Millar dobrze rozumie realia komiksu o superbohaterach. Potrafi precyzyjnie znaleźć punkty, które można wykorzystać do ponownego określenia się bohaterów - wydawałoby się - znanych na wylot. Nowe spojrzenie, jakie Millar przedstawia w swoich historiach, zapewnia sporą dozę ciekawej rozrywki, nie ograniczającej się tylko do zwykłego porównywania między wizją starą a nową, jak to bywa w niektórych niedoszlifowanych historiach alternatywnych. Choć oczywiście i takie spojrzenie na wypaczoną wersję uniwersum Marvela jest samo w sobie interesujące. Millar zadbał w "Old Man Logan" o sporą ilość zwrotów akcji, zwykle niespodziewanych - choć o to nietrudno, w momencie, w którym udało mu się skreślić świat Marvela do potrzeb swojej historii. Millar dba o to, by nie znudzić Czytelnika zwykłym oglądaniem zdewastowanego krajobrazu i robi to wyjątkowo finezyjnie. Niektórzy narzekali, na starą teatralną prawdę, że strzelba, którą ktoś zawiesił na ścianie w drugim akcie, w ostatnim zawsze wystrzeli. Nie jest to jednak wada historii Millara - jego strzelba wystrzeliła celnie, i ani o moment za wcześnie.
Rysunki Steve McNivena wykonane są bez zarzutu. McNiven dynamicznie przedstawia Czytelnikowi perypetie duetu bohaterów w drodze. Jego dobór kadrów dzielnie sekunduje mu w tym zadaniu. Można by powiedzieć, że rysownik płynnie wykonuje także bardziej statyczne ujęcia, i pewnie byłoby to zgodne z prawdą - ale nie w tej historii. Nie jest to w żadnym wypadku zarzut - gdzie jak gdzie, ale w postapokaliptycznych klimatach trudno o sielskie sceny. Na bezludnym pustkowiu w każdym momencie bohater może stać się uczestnikiem krwawej jatki, z tym czy innym paskudztwem w udziale. W "OML" niemal każdy kadr zdaje się być zwarty i gotowy, wyczekując na moment, w którym scenarzysta pozwoli obrazowi na przejście do akcji. Wspominałem już o tej strzelbie na ścianie, tak?
Ach, warto zaznaczyć, że koloryści zadbali o to, by barwy albumu nie przypominały festyniarskiego stylu, znanego niestety z dużej ilości współczesnych komiksów (jak np. pstrokacizna i dyskotekowe efekty świetlne z "Batman: Hush" wg. Jima Lee i jego zespołu). Nie jest to oczywiście tonacja barw na miarę historii wg. Tima Sale'a, ale wystarcza z nawiązką do ukazania nędzy i rozpaczy pozostałych po minionej epoce świetności.
Trudno mi powiedzieć, czy "OML" zauroczył mnie ze względu na klimat utrzymany w duchu post-atomowej klasyki, czy też za bohatera żywcem wyjętego z "Gran Torino". Jedno jest pewne - to komiks wart przeczytania, szczególnie wart przeczytania na tle wielu "dzikich" nowości wielkich wydawnictw. Czy jest to komiks wybitny, o którym pamiętać się będzie za lat dwadzieścia? Trudno mówić o wybitności w przypadku popularnych obrazowych historyjek, których głównym celem było i będzie zapewnienie rozrywki na niewygórowanym poziomie. Bo to jest komiks. Ale za to nie można powiedzieć, by "OML" dostarczał rozrywki na niskim poziomie. Bo to jest bardzo dobry komiks.
Gombie Zoblin
http://zoblinkurier.blogspot.com/

TUTAJ tekst o komiksie Wolverine: Logan.

wtorek, 5 maja 2009

Post 91 - Trzeba mieć jaja jak Super Saiyan


Gjallar. Marek daje radę.

Niedługo coś o filmowym Wolverinie, może o filmowym DB i nowej serii Dragon Balla, a mianowicie Dragon Ball Kai (remake Zetki). I może o nowej serii anime Fullmetal Alchemist: Brotherhood. Ale to wszystko może i kiedyś. Jak się rok szkolny skończy pewnie...

sobota, 7 lutego 2009

Post 75- Ołowiany Wolvie na półce


Fajna sprawa te figurki Marvela. O ile do pierwszego numeru podchodziłem sceptycznie (bo infantylne, bo beznadziejnie malowane, bo ona-hulk, bo żałosna poza). O Spider-manie bardzo dużo było napisane: na blogu kamila i wszechwspaniałym motywie i ja postanowiłem coś napisać.
Otóż drugą figurką okazał się być Wolverine, jeden z moich marvelowskich faworytów (na równi z DD i Punisherem).
Co do samej statuetki- zaskoczyła mnie. Pozytywnie. Długo przegrzebywałem półkę sklepową, żeby znaleźć Rosomaka bez wygiętych ostrz, czy z namalowanym okiem ale dostałem całkiem dobrze pomalowanego (oczywiście nie porównuje do figurek Warhammera czy Hord podejrzanych w szczecinśkiej cytadeli), ciężkiego (tak, czuć go w łapie, to ważne).
Jak na masową figurkę dodawaną go gazet zaskakująco nieźle.
Co do gazetki, oprócz mnóstwa błędów rzeczowych, infantylnych i głupiutkich komentarzy jest to naprawdę dobry sposób do wkręcenia się w komiksy marvela. Mamy tu podstawowe informacje, niezłe kalendarium (niestety tylko do '05), ciekawostki. Co do kadrów w gazetce- trochę irytuje mnie brak odniesień do poszczególnych komiksów, same nazwiska rysownika nie wystarczą.
Na końcu znajduje się cennik paru pozycji z Wolverinem. Teraz będziecie wiedzieć, żeby nikomu nie pożyczać swojego Wolverine'a Franka Millera z roku '82!

Raczej kupował figurki. Ale na pewno nie co 2 tygodnie. Mam w planach Thinga, Surfera, może Amerykę, pewnie Iron Mana.