> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Centrala. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Centrala. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Krzyżem i toporem - recenzja komiksu Eryk Rudy. Opowieść zimowa

Eryk Rudy. Opowieść zimowa Sørena Mosdala nie jest przyjemnym komiksem. Osadzona na odludnej Grenlandii, rozgrywająca się u schyłku X wieku historia jest ciężka i przygnębiająca. Wojna dwóch religii, polityczne intrygi i rodzinne niesnaski (których celem jest utrzymanie władzy) – oto główne tematy poruszane przez duńskiego twórcę.



poniedziałek, 7 lipca 2014

431 - Hilda i ptasia parada

Hilda wraz z mamą przeprowadza się do miasta. Całkowicie zmienia się więc sceneria komiksu – z malowniczych gór i pagórków przenosimy się w urbanistyczne pejzaże. Samej Hildzie ciężko przyzwyczaić się do tej zmiany, zwłaszcza że troskliwa mama zabrania jej całymi dniami włóczyć się bez celu po okolicy, co Hilda ma niejako we krwi. Niebieskowłosa dziewczynka szuka więc pomocy u szkolnych kolegów – ci jednak okazują się zgrają dzieciaków pozbawionych wyobraźni, mieszczuchów, dla których szczytem zabawy jest obrzucenie kamieniami niewinnego ptactwa. Tak Hilda poznaje ptaka, który zapomniał, jak się lata, i wtedy zaczyna się Przygoda.

środa, 12 lutego 2014

398 - Najlepsze komiksy 2013 roku

Wiem, że dycha mocno spóźniona (podobnie, jak rok i dwa lata temu), ale musiałem doczytać kilka pozycji, zaś potem czekałem, aż zestawienie ukaże się na Alei, gdzie dorzuciłem trzy grosze. Potem były inne teksty, wymagające bieżącego opublikowania, potem sesja (która wciąż się ciągnie), ale w końcu jest. Zeszły rok był dla mnie bardzo dobry, zarówno pod względem osobistym, filmowym, jak i komiksowym, choć jak zawsze nie przeczytałem wszystkiego i kilka pozycji leży jeszcze na półce i czeka. Część na mojej, część na sklepowej.

Moja dycha - lecimy z tematem:


10. Czerwony Pingwin musi umrzeć


Przez wielu niedoceniony, dla mnie absolutnie ociekający zajebistością. Fabularna jazda bez trzymanki i najlepszy graficznie komiks ubiegłego roku. Sporo akcji, humoru i różnych dziwnych odpałów w stylu tych, jakie Grzybiarze lubią najbardziej. Śledziu potrzebował takiego oddechu, od "Osiedla", od lekkich, ale wciąż jednak poważnych na swój sposób projektów. Widać, jak dobrze się tutaj bawił, gdy mógł popuścić (za przeproszeniem) wodze wyobraźni i zachłysnąć się zajawką. A ja bawiłem się równie dobrze, bo łapię klimat, czuję zajawkę i bardzo szanuję.

9. Wojna Domowa


„Wojna Domowa” to komiks niezwykle ważny dla uniwersum Marvela. Przełomowy, medialny, mający na koncie ogromny sukces finansowy i wyznaczający nową drogę dla przyszłych komiksów tego wydawnictwa. Nie jest to event w stylu tych, które nie mają żadnego znaczenia - „Wojna Domowa” odcisnęła ogromne piętno na praktycznie wszystkich superbohaterach, a często kontrowersyjne reperkusje na długi czas zmieniły niektóre serie Domu Pomysłów. Dodatkowo jest to po prostu świetnie napisany i zilustrowany tytuł, który do dziś pozostaje świeży, mimo kilku lat, które minęły od jego premiery i wielu innych komiksowych wydarzeń o podobnej skali. „Wojna Domowa” to nie tylko świetny komiks superbohaterski, ale bardzo dobry komiks w ogóle. Rozrywka na najwyższym poziomie. Przeczytaj recenzję!

8. Batman: Długie Halloween


Jedna z moich ulubionych opowieści o Mrocznym Rycerzu, jeden z pierwszych komiksów, jakie kupiłem i przeczytałem po angielsku, jeszcze w czasach, gdy taki album dało się bez promocji wyrwać za pięć dyszek. I jeden z dwóch komiksów w tym zestawieniu, których ponoć nie dało się wydać. Świetna, kryminalna historia. Napisana, kiedy Jeph Loeb jeszcze umiał tworzyć wciągające opowieści, może i przeładowane postaciami, ale potrafiące czytelnika pozytywnie zaskoczyć (co w "Hushu" już mu nie wyszło, nie wspominając nawet o "B/S: Public Enemies"). Klimatyczne i nawiązujące do estetyki noir rysunki Tima Sale'a doskonale uzupełniają kryminalny scenariusz.

7. Fugazi Music Club


Choć Marcin Podolec na spotkaniu podczas ostatniego MFK zapowiadał rychły koniec komiksowej kariery, najnowsze wieści z komiksowa zdają się temu przeczyć. Kolejny album Kolec stworzy z Danielem Chmielewskim i zapowiada się ów bardziej niż zachęcająco (BREAKING NEWS: premiera podczas MFK 2014 ;)). Cieszę się, że Daniel da Marcinowi scenariusz, bo o ile Kolec doskonale rozwija się pod względem graficznym, co potwierdza niezwykle lekkie "Fugazi", tak wolę, gdy pracuje przy cudzych scenariuszach, choć do jego ostatniego komiksu nie mogę się zbytnio przyczepić.

6. 566 kadrów


Krótko: piękna i bardzo ciepła saga rodzinna, okraszona cudowną pierwszoosobową narracją. Pierwotnie publikowana w necie przez 566 dni, każdego dnia pojawiał się więc kadr. Eksperymentalna i ryzykowna forma pracy, ponoć scenariusz powstawał na bieżąco a Wojda nie rysował wcześniej własnych komiksów. Tym lepiej, że wyszło doskonale. Dla nieprzekonanych, polecam kliknąć i zacząć czytać, a jak się spodoba, to może warto kupić, bo WAB wydało Wojdę bardzo przyzwoicie.

5. Liga Niezwykłych Dżentelmenów: Czarne Akta


W żadnym zestawieniu Alana Moore'a zabraknąć nie może, nawet jeśli to zestawienie 10 najlepszych kebabów w mieście. Tym bardziej nie może brakować maga, szaleńca i geniusza w zestawieniu najlepszych komiksów 2013 roku, ponadto ta "Liga" to drugi z tych komiksów, których przez wiele lat się wydać nie dało, a tu proszę - niespodzianka! Może i "Czarne akta" nie są tak dobre, jak pierwsze dwa tomy oryginalnej "Ligi", ale historia schodzi tu nieco na drugi plan, bo ważne są tu wszelakie dodatki. Nie wiem, jak wypada pod względem edytorskim edycja rodzima, ale oryginał jest mistrzowski. Jak zwykle u Moore'a pełno tu smaczków, a od intertekstualnych nawiązań komiks wręcz pęka (większości pewnie i tak nie wyłapałem). To miejscami trudna i wymagająca lektura (zwłaszcza stylizowane dodatki stanowią wyzwanie), potwierdzająca geniusz Brytyjczyka. Wnętrze tytułowych akt są właśnie najciekawsze - notatki na temat poprzednich Lig, zapisy spotkań, niedokończona sztuka Szekspira, fragmenty pamiętników Miny i wiele wiele więcej. Na koniec zostaje zabawa z 3D.

4. Strefa bezpieczeństwa Gorazde


Podobnie jak "Fotograf", którego SPOILER znajdziecie w tym zestawieniu kilka oczek niżej KONIEC SPOILERA najcenniejsza w "Strefie..." jest dla mnie wartość poznawcza. Nigdy specjalnie nie interesowałem się historią bośniackich konfliktów i komiks Joe Sacco znacząco pogłębił moją wiedzę na ten temat. To prosty pod względem wyrazu i mocny reportaż, wątpię by kogokolwiek po lekturze pozostawił obojętnym. Mną wstrząsnął (fragment o butach zaserwował mi liczenie na macie), nie dałem rady łyknąć całości na raz.

3. Na własny koszt


Drugi z najważniejszych "debiutów" na komiksowym rynku w 2013 roku (obok "Strefy Bezpieczeństwa Goražde" Joe Sacco). Chester Brown porusza niełatwy temat w bardzo przystępny sposób. Minimalistyczna kreska dopełnia wciągającej opowieści i daje czytelnikowi do myślenia nad rzeczami pozornie oczywistymi. Dokumentalny charakter całości tylko dodaje wszystkiemu smaku.

2. Portugalia


Po baśniowych "Trzech Cieniach" przyszedł czas na równie baśniową, choć osadzoną w rzeczywistości historię o poszukiwaniu własnej tożsamości. Cudownie leniwy klimat, rodzinne anegdoty, podróż po świecie i moc wspomnień - to wszystko w mającej znamiona autobiografizmu opowieści Pedrosy sprawia potężne wrażenie. Przepiękne malarskie rysunki i oszczędna, tworząca niezwykłą atmosferę, paleta barw doskonale współgrają z tą ciepłą opowieścią.

1. Fotograf  


Najważniejsza w "Fotografie" jest jednak wartość poznawcza, którą album z sobą niesie. Czytelnik utożsamia się z tytułowym bohaterem, obchodzi go jego los, przeżywa historię tak, jakby opowiadał ją ktoś znajomy. Czytelnik wraz z głównym bohaterem jest z początku zagubiony w całkiem nowym świecie, tak dalekim od znanych nam europejskich standardów kulturowych. Wraz z poznaniem reguł w nim panujących, zaczyna fascynować się całkiem odmienną tradycją oraz podziwiać odwagę Lekarzy Bez Granic i samego fotografa. To cudowna, poruszająca historia, doskonale wydana i świetnie zrealizowana formalnie. Przeczytaj recenzję!



Nie czytałem Zaduszek, Najlepszych wrogów, Maczużnika, Noir ani Ludzi, którzy nie brudzą sobie rąk. Tesla mnie nie powalił, a komiksów dziecięcych (Miś Zbyś, Hilda itd.) nie uwzględniałem w zestawieniu. Kota Rabina znam li tylko w wersji filmowej, więc również się nie załapał.
Większość tagów z tego posta odsyła na razie tylko do niego, jak znajdę chwilę to postaram się uzupełnić wcześniejsze posty o tagi wydawnictw.

środa, 29 stycznia 2014

395 - Hilda i Nocny Olbrzym

Hilda, niebieskowłosa poszukiwaczka przygód powraca! Po odnalezieniu skalnego trolla niesforna dziewczynka pragnie rozwiązać zagadkę nocnego olbrzyma. To jednak nie wszystko, gdyż bohaterka będzie musiała również zmierzyć się z eksmitującymi ją z własnego domu niewidzialnymi krasnoludkami. W tle historia nieszczęśliwej miłości i cały inwentarz magicznych stworzeń, ze znanym z pierwszej części Drewniakiem na czele.


Po raz drugi Luke Pearson serwuje nam historię napisaną wedle klasycznych schematów opowieści dla dzieci. Bohaterka znów wzbudza naszą sympatię, wraz z nią poznajemy kolejnych niezwykłych mieszkańców doliny. Historia toczy się niejako dwutorowo - z jednej strony mamy do czynienia z Hildą, która chce poznać tytułowego olbrzyma, z drugiej - dziewczynka stara się zrobić wszystko, bo zjednać sobie sympatię krasnoludków (oba wątki ładnie się przeplatają, pokazując różne sposoby patrzenia na świat). W przeciwnym wypadku, małe rozrabiaki wciąż będą nękać ją i jej mamę, a mama - jak zapowiada na początku - zdecyduje się na przeprowadzkę do miasta. Zakończenie całej historii okaże się zaskakująco przewrotne.

Choć historia miejscami jest nieco przegadana (głównie za sprawą pertraktacji z krasnoludkami), to rysunkom Pearsona absolutnie nic nie można zarzucić. Mimika postaci po raz kolejny wywołuje na twarzy uśmiech, podobnie zresztą jak anatomiczne ekstrawagancje - projekty postaci (zwłaszcza tych magicznych) i niektóre wprowadzone w życie pomysły są wprost cudowne. Skojarzenia z kreską Tove Jansson jak najbardziej na miejscu. Nieregularne ułożenie kadrów zapewnia odpowiednią dynamikę, zwłaszcza w początkowej sekwencji "starcia" Hildy z krasnoludkami. Stonowana paleta barw dopełnia wielce udanego obrazu.

Choć Hilda i nocny olbrzym nie podobał mi się tak jak Hilda i troll, to dobrze się bawiłem podczas lektury. Pearson w ciekawy sposób rozwija świat, dodaje do niego kolejne elementy zaczerpnięte ze skandynawskiego folkloru, które składają się na magiczną całość. Kolejny raz Centralka (imprint Centrali zajmujący się komiksem dla młodszych czytelników) oddaje w ręce czytelnika album przepięknie wydany (choć dziwi nieco większy format niż w przypadku pierwszej części). Każdemu, komu podobała się przygoda z trollem, i ten tom powinien przypaść do gustu, zaś ci, którym jedynka nie przypadła do gustu raczej nie znajdą w Nocnym Olbrzymie niczego, co przekona ich do cyklu Pearsona. Osobiście czekam na trzeci (i jak na razie ostatni*) tom z przygodami Hildy, bo jestem ciekaw, jak autor wybrnie z zakończenia, którym nas uraczył w przypadku opisywanego komiksu i co przytrafi się małej Hildzie. Również komiks Luke'a Pearsona dla dorosłego czytelnika pod tytułem Everything we miss wydaje się interesujący - Centralo do dzieła! 

Ocena: 7/10

Recenzja została napisana dla serwisu AlejaKomiksu.com i tam pierwotnie opublikowana.

*EDIT: Pomiędzy publikacją tekstu na Alei, a opublikowaniem go tutaj, zapowiedziano czwarty tom serii zatytułowany Hilda and the Black Hound. Natomiast Centarala pokazała polską okładkę tomu trzeciego (premiera już za miesiąc):

piątek, 22 listopada 2013

380 - Pamięci żałobny rapsod

Książka Łukasza Kowalczuka TM-Semic. Największe komiksowe wydawnictwo lat dziewięćdziesiątych w Polsce to głównie historia legendarnego już wydawnictwa, ale także krótkie wprowadzenie w dzieje komiksu w Polsce sprzed czasów TM-Semic i rzut oka na dzisiejszą kondycję superbohaterskich opowieści. W ośmiu rozdziałach dostajemy garść anegdot i ciekawostek, dowiadujemy się, jak narodziło się to wydawnictwo i co przyczyniło się do jego upadku. Autor sporo miejsca poświęca popularnym w swoim czasie „stronom klubowym” oraz tworzy listę najważniejszych serii wydanych w latach 90. XX wieku przez tytułowe wydawnictwo (od przygód Spider-Mana i Batmana po wydania specjalne w stylu Mega Marvel). Wszystko to okraszone jest sporą liczbą ilustracji, okładek i przykładowych stron.

Książkę czyta się bardzo szybko. Styl, jakim operuje Kowalczuk, jest bardzo przystępny, a wszystko, o czym pisze, ciekawe. Choć sporo informacji zawartych w książce było mi już wcześniej znanych (pamiętajmy, że książka powstała jako praca magisterska, opiera się na ogólnodostępnych źródłach), nie przeszkadzało to w lekturze ani trochę. Dzięki książce Kowalczuka z przyjemnością wróciłem do lat dzieciństwa i choć moje pierwsze kroki z komiksem przypadły już na schyłek TM-Semic i drugą połowę lat 90. to z łezką w oku przypomniałem sobie niektóre tytuły, które czytane wiele lat temu wciąż doskonale pamiętam (jednym z pierwszych zeszytów, jaki dostałem, był ten opowiadający o finałowym pojedynku Bruce'a Wayne'a z Azraelem – pamiętacie finał z wyjściem z jaskini? Ja doskonale!). Choć autor nie jest obiektywny w swych opiniach, nie stara się oceniać wydawnictwa – to zadanie pozostawia czytelnikowi.

TM-Semic. Największe komiksowe wydawnictwo lat dziewięćdziesiątych w Polsce to pozycja ciekawa, choć nie odkrywcza. To lektura na jeden wieczór. Z pewnością stanowi gratkę dla młodych czytelników, którzy TM-Semic znają jedynie z opowieści, ale i starsi czytelnicy, którzy wychowali się na ofercie superbohaterskiej (i nie tylko, jak kilkukrotnie zaznacza autor) Semica powinni być zadowoleni, bo dzięki książce Kowalczuka będą mogli przeżyć sentymentalną podróż w przeszłość, gdy komiksowe zeszyty wydawane były w tysiącach egzemplarzy i kosztowały tysiące złotych. 

Ocena: 7/10

poniedziałek, 18 listopada 2013

379 - Hilda i troll

Hilda i troll to najnowszy komiks dla młodszych czytelników wydany przez Centralę. Tytułowa bohaterka to niebieskowłosa dziewczynka, nieco strachliwa poszukiwaczka przygód. Towarzyszy jej osobliwe stworzenie, którego rasę nie do końca da się zdefiniować, z wyglądu najbliżej mu do połączenia lisa i renifera o niebieskim umaszczeniu, z zachowania zaś przypomina psa. Wraz ze swoim najlepszym przyjacielem (nawet jeśli zmokniętym) Hilda przeżyje niezapomniane przygody, których centralnym punktem będzie poszukiwanie skalistego trolla.


Luke Pearson tworzy swój komiks wedle najlepszych schematów klasycznych opowieści dla dzieci. Kreuje sympatyczną główną bohaterkę, z jednej strony przeżywającą niesamowite przygody, które fascynują czytelnika, z drugiej nieco strachliwą i uczącą się na popełnianych błędach, dzięki czemu jest zaskakująco bliska docelowej grupie odbiorców swoich przygód. U jej boku pojawia się stworzenie, które w razie potrzeby może jej pomóc. Dorośli pojawiają się w tle, a świat tętni życiem, wypełniony przez magiczne stworzenia: zgubione olbrzymy, wodne duchy, drewniaki, które wygrzewają się przed cudzymi kominkami. Mieszanina magii i absurdu jest tu na porządku dziennym. Dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, jeśli napiszę, że większość niebezpieczeństw pojawia się tu przez zwykłe nieporozumienie i kończy się szczęśliwie.

Mówiąc szczerze, to rysunki, ujrzane na przykładowych planszach, skłoniły mnie do sięgnięcia po album. Pearson operuje prostym i przejrzystym, ale jednocześnie bardzo przyjemnym dla oka stylem. Jego nieproporcjonalnie rysowane postacie (ogromne głowy i oczy, patyczkowate nogi) mają w sobie sporo uroku. Mimika postaci niejednokrotnie wywołuje na twarzy szeroki uśmiech. Sam artysta za pomocą kilku prostych ruchów ołówka potrafi świetnie oddać zmieniające się emocje na twarzach bohaterów, a w razie potrzeby jego kreska staje się dynamiczna (co również sygnalizuje przy pomocy kadrowania). Paleta barw jest stonowana, oparta głównie na odcieniach brązu i zieleni, na których tle włosy głównej bohaterki żywo się wyróżniają.

Hilda i troll to świetny tytuł, ośmielę się nawet sądzić, że jeden z najlepszych dla dzieci z tych, wydanych przez Centralę i Kulturę Gniewu (które tego typu komiksy wydają odpowiednio pod szyldem Centralka i Krótkie Gatki). Luke Pearson tworzy cudowną atmosferę, wyrazistą bohaterkę, z którą dziecko powinno łatwo się zidentyfikować i która powinna dziecku zaimponować. Świat jest niewątpliwie magiczny i ma do odkrycia przed czytelnikiem jeszcze wiele tajemnic i niezwykłych stworzeń, które poznamy w kolejnych tomach (druga część ma ukazać się jeszcze w tym roku). Komiks jest przepięknie wydany, a jedynym znaczącym minusem, jaki przychodzi mi do głowy jest jego długość – kończy się zdecydowanie za szybko. 
 
Ocena: 8/10

niedziela, 30 września 2012

291 - Zrulowany zeszyt w tylnej kieszeni spodni

Często narzekamy na polski rynek komiksowy, nazywamy go „ryneczkiem” bądź „gettem” i marzymy po cichu, by był równie dobrze rozwinięty co rynek frankoński bądź amerykański. Nie wszyscy jednak pamiętają, że ten ostatni zanim osiągnął dzisiejszy status, również przechodził mniejsze lub większe kryzysy. Tą właśnie burzliwą historię amerykańskiego komiksu możemy prześledzić w filmie „Comic Book Confidential” Rona Manna.



Film ukazuje ewolucję komiksu amerykańskiego – jesteśmy świadkami wydarzeń, które wpłynęły na jego dzisiejszy kształt. Zaczynamy od opowieści o superbohaterach, które w latach trzydziestych zastępowały nieobecną wtedy ogółowi telewizję, a na początku czterdziestych podnosiły na duchu żołnierzy walczących na frontach II Wojny Światowej, by chwilę później przejść do lat pięćdziesiątych i historii pełnych pulpy i brutalności, mieszających niejednokrotnie horror z kryminałem. Historii, które z zapałem czytały dzieci, a których odbiorcą raczej powinni być dojrzalsi czytelnicy. Sytuacja zaowocowała wprowadzeniem słynnej ustawy Comics Code Authority – ustawy działającej podobnie do znanego ze świata filmowego Kodeksu Haysa zabraniającego pokazywania pewnych treści na ekranie - cenzurującej komiksy i decydującej o puszczeniu ich do druku. Konsekwencją działań ludzi związanych z Comics Code był ogromny wzrost popularności komiksów dla dzieci i historii humorystycznych. Następnie do łask powracają superbohaterowie w odświeżonej formie za sprawą m.in. Stana Lee. Na krótko pojawia się Robert Crumb, by poopowiadać o tym, jak tworzyć kontrowersyjne historie obrazkowe pod wpływem LSD i uciec cenzurze. Przed kamerą przewijają się prawdziwe legendy i opowiadają ciekawe historie aż do spektakularnego finału, czyli lat osiemdziesiątych, które przyniosły kolejną, jeszcze większą rewolucję i utożsamiane są z najlepszy okresem w historii amerykańskich komiksów. Na scenę wchodzą nowe, z dzisiejszej perspektywy również legendarne, postacie, które, jak wiemy, sporo namieszają. Komiks za sprawą Arta Spiegelmana czy Franka Millera przestaje być tylko rozrywką, a zaczyna poruszać poważne i ciężkie tematy. Powstają ponadczasowe dzieła sztuki, które trafiają do innych odbiorców i całkowicie zmieniają definicję medium.

Dla komiksowego wyjadacza, większość materiału zebranego na płycie nie będzie niczym nowym. Myślę jednak, że warto poświęcić te dziewięćdziesiąt minut i oglądnąć dokument Manna – chociażby po to, by zobaczyć i usłyszeć, jak o komiksie mówią mistrzowie, których już nie ma wśród nas, twórcy tacy jak Will Eisner czy Jack Kirby. Znajdziemy tu na ich temat kilka ciekawostek i anegdot. Również forma wywiadów jest ciekawa, na ekranie niejednokrotnie pojawiają się animowane kadry z komiksów z podłożonym dźwiękiem bądź materiały archiwalne. Wszystko to bardzo uatrakcyjnia odbiór, jednocześnie pokazując ogrom i różnorodność komiksowego przemysłu. Nieprzerwanie aktualny u nas temat komiksu kobiecego również jest poruszany, choć w innym, niż można by przypuszczać, kontekście. Być może film uświadomi wielu, że Ameryka nie zawsze była dla komiksu idylliczną krainą, jak się teraz powszechnie uważa.

Film Rona Manna „Comic Book Confidential” z 1988 roku jest dziś uznawany za klasyk dokumentu o komiksie. Od jego premiery minęło trochę lat, trudno więc mówić o jego aktualności, jednak należy pamiętać, że epokę, do której się odnosi, charakteryzuje w sposób nienaganny. Dodając do tego interesującą formę i wiele ciekawostek, dostajemy film wypełniony doskonałą treścią i bardzo dobry. A dla komiksowego laika - chcącego poznać wzloty i upadki amerykańskiego komiksu – wręcz świetny. Mało jest na naszym rynku dzieł odnoszących się do tego okresu w dziejach historii komiksu, zwłaszcza w formie filmowej, więc warto w „Comic Book Confidential” zainwestować – szczególnie, że cena proponowana przez Centralę nie jest wygórowana.


Powyższy tekst pierwotnie został opublikowany na Alei Komiksu.
Sprawdźcie też (nie)oficjalny hymn MFKiG 2012 by Rybb&Szaw: LITERATURA KOMIKSOWA.