> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hellblazer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hellblazer. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 stycznia 2022

Hellblazer. Delano, tom 1 - recenzja

W “Hellblazerze” Jamie’ego Delano wracamy do początków postaci Johna Constantine’a. W pierwszym z trzech zbiorczych albumów otrzymujemy w sumie 15 zeszytów (w tym dwa z serii “Swamp Thing”, w której zresztą brytyjski mag debiutował), czyli razem 420 stron mocnego, niewygodnego horroru.


piątek, 31 grudnia 2021

John Constantine, Hellblazer, tom 1. Znak cierpienia - recenzja

Ojoj, ciężko z tymi początkami Johna Constantine’a w świecie Sandmana. Tom składa się z ośmiu zeszytów, z czego dwa pierwsze, teoretycznie stanowiące wstęp, raczej robią więcej bałaganu, niż cokolwiek wyjaśniają. Dowiadujemy się, jak mag z niewyparzoną gębą i skłonnością do palenia trzech paczek fajek dziennie trafił do świata wykreowanego przez Neila Gaimana oraz jesteśmy świadkami jego spotkania z Timem Hunterem, bohaterem „Ksiąg magii”, innej serii firmowanej szyldem „Sandman Uniwersum”. Jeśli jej nie czytaliście, tak jak ja, to może być ciężko. Na szczęście przedstawione na przestrzeni kolejnych sześciu zeszytów dwie właściwe historie skupiają się już na Johnie, a ich przyswojenie jest o wiele łatwiejsze, nawet z minimalną wiedzą na temat postaci.


środa, 23 grudnia 2020

"Hellblazer" Warrena Ellisa - recenzja

„Hellblazer” Warrena Ellisa to w sumie jedenaście zeszytów – jedna dłuższa historia (zaprezentowany w sześciu częściach „Nawiedzony”), pięć krótkich historii („Pod kluczem”, „Kołyska”, „Zachodzące słońce”, „Kolejna pieśń o miłości”, „Opowieści”) oraz pierwotnie odrzucony w procesie wydawniczym, kontrowersyjny one-shot „Strzelaj”. 


sobota, 26 września 2020

Dni pośród nocy [Neil Gaiman, Dave McKean, Mike Mignola] - recenzja

Po 10 latach wróciłem do Amerykańskich Bogów i odkryłem tę książkę na nowo. Zakochałem się w gawędziarskim stylu Neila Gaimana i tym, jak wydobywa magię ze zwykłych przedmiotów, jak potrafi pisać o codzienności, wplatając w nią nuty realizmu magicznego. Po skończonej lekturze chciałem więcej, a na sklepowe półki zawitał album Dni pośród nocy – zbiór krótkich komiksów z początków kariery Brytyjczyka. Nie zastanawiając się długo, zamówiłem egzemplarz recenzencki. 



wtorek, 2 lipca 2019

Hellblazer, tom 1 [Azzarello, Corben, Dillon] - recenzja

John Constantine, mag z zawodu i dupek z zamiłowania, powraca na polski rynek po prawie 10 latach nieobecności. Po kilku tomach napisanych przez Gartha Ennisa i gościnnych występach np. w „Sadze o Potworze z Bagien” Alana Moore'a czy „Dniach pośród nocy” Neila Gaimana, przyszedł czas na wersję Briana Azzarello.


sobota, 15 marca 2014

405 - Porno w "16mm" i drugi blog

Za wstępniakiem:

W tym miesiącu proponujemy Wam odważny przeskok od kojarzonego z dzieciństwem świata baśni wprost do branży porno. Czego by bowiem nie powiedzieć o seksie, trzeba przyznać, że od setek tysięcy lat wciąż w równym stopniu rozpala umysły. Pozwala sprawować władzę, może złamać karierę (albo pomóc ją zrobić!), być źródłem rozkoszy, ale i cierpienia, a nawet wpłynąć na losy świata. Nic więc dziwnego, że człowiek od zawsze usiłował go przedstawić, czy to za pomocą malarstwa, czy rzeźby. I nie zawsze były to przedstawienia mające na celu wzbudzenie czysto estetycznego zachwytu! Często ich główną funkcją było po prostu wywołanie u widza podniecenia.



Zupełnie nowe możliwości przed pornografią otworzyła fotografia – oto człowiek mógł w końcu przyjrzeć się rejestracji, dokumentalnemu zapisowi cudzego ciała, a mało tego, mógł też nosić je zawsze przy sobie, bądź ukryć na dnie szafy. Jednak bez wątpienia, to filmowi należy się w tej kwestii miano rewolucjonisty – utrwalone na taśmie ciała nie tylko ożyły, ale niedługo potem także przemówiły.

Jak co miesiąc żarliwie zapraszam do czytania. Tym razem obrodziło w artykuły, jest z czego wybierać! W dziale "recenzje" znajdziecie mój tekst o drugiej odsłonie 300.

Jeśli zaś chodzi o drugi blog, to powstał na potrzeby zajęć z Teorii Telewizji i będę go prowadził z Natalią i Michałem. Mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić i uda się opublikować coś wartościowego. Nowe teksty w poniedziałki.

Na sam koniec pierwsze zdjęcia Johna Constantine z serialowego Hellblazera. To może być jedna z najlepszych rzeczy na świecie. Jaram się niemożebnie!



niedziela, 7 grudnia 2008

Post 47 - "Hellblazer: Strach i wstręt"

Jak to jest być jednym z najpotężniejszych magów na Ziemi? Ile możliwości daje znajomość pradawnych okultystycznych rytuałów i technik magicznych? Jak czuje się jedyny człowiek w dziejach, który oszukał Szatana w trzech osobach i wykaraskał się z nieuleczalnej choroby nowotworowej? Jak to jest być zgorzkniałym, uzależnionym od alkoholu Anglikiem w średnim wieku, który zostawia za sobą szlak pełen trupów przyjaciół i towarzyszy, nie potrafi związać się z żadną kobietą i pali jak smok? 

O tym właśnie stara się opowiedzieć Garth Ennis w drugim tomie „Hellblazera”, który trafił w ręce polskiego czytelnika. Jako że nastąpił roczny przeskok w fabule (Egmont i jego polityka wydawnicza nadal pozostaje nieprzeniknioną zagadką ), spotykamy Johna Constantine’a, współczesnego maga po przejściach, gdy wraz ze swoją dziewczyną Kit przyjeżdża do kochającej siostry na gwiazdkę. Szybko się okazuje, że zaproszenie okultysty nie jest wyłącznie przejawem siostrzanej miłości, ale ma określony cel – otóż siostrzenica Johna zaczyna, śladami wujka, zajmować się magią... „Ostatni z rodu”, bo tak nazywa się historyjka, w zasadzie niewiele przedstawia- ot, jakie to przekleństwo być Constantinem, jak to źle zajmować się magią, bo psuje się innym życie, jak to każdy z rodziny Constantinów stoczył się na dno piekielnych Otchłani przez czarnoksięskie sztuczki i „Och, już nie będę, wujku Johnie”. Ogólnie rzecz biorąc – prosto, miło, nieskomplikowanie. Constantine przyjeżdża, mści się na złym młodym sataniście, robi trochę dobrego dla nieumarłego przodka, a Kit opowiada sprawczyni całego zamieszania, jak to spieprzył sobie i innym egzystencję wujaszek. Niewiele. 

Kolejna opowiastka, „Czterdziestka”, to w sumie ciepła i miła wariacja na temat, niż pełnoprawny zeszyt – John ma urodziny. Czterdzieste. Nie ma przyjaciół, a dziewczyna poza miastem. Gdy wraca do domu z postanowieniem upicia się do nieprzytomności w towarzystwie lustra, nagle okazuje się, że starzy kumple postanowili zrobić przyjęcie- niespodziankę. Wielkie zaskoczenie, wzajemne poklepywanie się po plecach, śmiechy, przelewający się alkohol, marihuana i inne używki – szampańskiej zabawy nie może zepsuć nawet przybycie niepożądanego znajomego... I wszystko fajnie, szkoda tylko, że polski czytelnik skojarzy trzy, góra cztery postaci na przyjęciu, bo przecież Egmont nie musi robić przypisów, nawet najbardziej elementarnych, choćby na poziomie tych z „Azylu Arkham”. Bo po co? 

Po tym miłym, aczkolwiek nieszczególnie skomplikowanym epizodzie następuje właściwa historia, czyli „Strach i wstręt”. I tutaj jest już dobrze, a nawet bardzo – Ennis udowadnia, że jego domeną są nie tylko fajnie brzmiące gadki pomiędzy barowymi cwaniakami i łojenie skóry dewiantom i złym gościom przez przedstawicieli tzw. „jasnej strony mocy”, ale przede wszystkim stosunki międzyludzkie – także subtelne zauroczenia, gorejący gniew, niechęć i nienawiść, ale też zwykła bezsilność. Nie jest to może jakiś narracyjny majstersztyk, ale czyta się przyjemnie- bez dłużyzn, kilka zwrotów akcji, kilka ciekawych tekstów Johna – smakowity, pełnokrwisty komiks. Bez żylastych kawałków, ale też bez szczególnej pikaterii- mimo to nada się na treściwy posiłek dla każdego czytelnika. I potem czas na smakowity deser- „Drogi Johnie”. Tutaj nie ma już ani krzty magii (z jednym, maleńkim wyjątkiem) , niesamowitości, wysłanników nieba czy sług piekła. Jest bolesna proza życia, w której widać dokładnie, że Constantine jest tylko i wyłącznie człowiekiem. Żałosnym i słabym , pozbawionym tego, co mu było najdroższe- ze swojej własnej winy. „Pan bez fletu”, jak napisał Schulz. Smutne.

Słówko o szacie graficznej- kto czytał jakikolwiek komiks Dillona, ten czytał wszystkie jego komiksy, jak to mówią. Kreska jeszcze niewyrobiona, nieco „brudniejsza” niż w „Kaznodziei”, momentami niektóre kadry aż proszą się o szczegóły. W melinie dwóch nastolatków tylko kilka gazet, pudło i dwie puszki po piwie w kącie? Okładki Fabry’ego- jak zwykle miód. Chociaż też jeszcze to nie to, co można obejrzeć przy jego pracy nad „Preacherem”. Kolory, jak to kolory w komiksach sprzed kilkunastu lat- położone paskudnie i momentami od czapy, skutecznie burząc nastrój. No cóż.

piątek, 26 września 2008

Post 19 - różne takie


Hej po długim nie byciu. Widzicie to zdjęcie powyżej? Widzicie 27 tomów Hellblazera? Tak? No to po części widzicie moje sny...

Co tam u mnie? A, dziękuję, dobrze.
Ostatnio możecie mnie znaleźć na portalu pisarskim, gdzie zostałem zaproszony i się wszystkim chwalę. Choć tak na serio nie ma czym.
Jutro odbiorę sobie Kroniki Miłosne to pewnie coś napiszę (a może dwugłos ze Scarrem pociśniemy. Wiem, wiem. Hellboya mamy zaległego, ale to mea culpa że czasu i chęci nie miałem na pisanie takie ostatnio).
W niedzielę na Rynku Gł. w Krakowie fajna akcja. Komiksy będą darmowe rozdawać. I to przy szczytnym celu. Szczegóły tu.
Wyrwałem robotę. Krótkotrwałą i darmową ale cieszącą. Robie scenarki gościnne do Hrabiego i Igora Nitka. Dobrze czasem powymyślać jakieś głupoty od czapy. I jeszcze śmiesznie jest.
Skończyłem Studium we Mgle.
Fajna sprawa na Motywie Drogi. A mianowicie spis premier Festiwalowych.
Tyle.
Cu.