Po lekturze dwóch komiksów Timothego La Bouchera mogę ze smutkiem stwierdzić, że mam problem z tym autorem. Po jego „Dni, których nie znamy” sięgnąłem zachęcony pozytywnymi opiniami. Opowieść o Lubinie, który dosłownie traci coraz więcej czasu swojego życia, okazała się emocjonalnym kopniakiem… ale tylko do połowy komiksu. W środku lektury autor tłumaczył, skąd wzięły się problemy protagonisty – i robił to w sposób najgorszy z możliwych, który dystansował mnie od dramatu bohatera. Wystarczy powiedzieć, że sporą rolę odgrywał tam demoniczny psycholog, wyjęty jakby z innej bajki. Niestety, historia powtarza się przy okazji nowego komiksu La Bouchera.