Długo mnie namawialiście i w końcu uległem. Wraz z nastaniem marcowego lockdownu zacząłem oglądać „The Office”. Pierwsze wrażenia nie były najbardziej optymistyczne – obcując z kolejnymi epizodami, zastanawiałem się „czym tu się zachwycać?”. Brnąłem jednak dalej, bo słyszałem, że serial potrzebuje chwili na rozbieg, a mój ukochany „Parks and Recreation” był podobnym przypadkiem. Na szczęście moja cierpliwość została szybko nagrodzona, bo już drugi sezon diametralnie zmienił podejście do postaci Michaela Scotta (doskonały Steve Carell), a tym samym bardziej trafił w moje gusta. Wciągnęła mnie rozgrywająca się gdzieś na drugim planie relacja między Pam (Jenna Fisher) a Jimem (John Krasinski), kolejne dziwactwa Dwighta (Rainn Wilson) i bogata galeria drugoplanowych postaci.
