Tym razem zdjęcia kolekcji otwierają kolejny rok blogowania, choć dotychczas trafiały tu na sam koniec. Zdjęć jest mniej niż w latach ubiegłych, darowałem sobie fotografowanie zeszytów, niepełnej panoramy WKKM czy tytułów, które musiałem spakować i wynieść do innego pokoju z powodu braku miejsca. 2016 rok był rokiem robienia zapasów - regularnie dostawałem komiksy do recenzji i kupowałem to, czego nie przysłali Wydawcy, jednak przeczytałem zdecydowanie mniej komiksów niż w ubiegłych latach. Z tego też powodu ciągle się zastanawiam, czy jest sens robić zestawienie najlepszych tytułów, skoro mam spore zaległości. Prawdopodobnie nadrobię co ważniejsze publikacje w swoim tempie, a topka trafi tu w momencie, gdy moda na podsumowywanie roku już przeminie. Tymczasem cieszcie oczęta półeczkami.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Komiksowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Komiksowe. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 2 stycznia 2017
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
poniedziałek, 21 września 2015
Recenzja mangi "Życie. Powieść Graficzna" Yoshihiro Tatsumiego
W Zrozumieć komiks Scott McCloud wykładał teorię komiksu w formie
historii obrazkowej, a w Życiu. Powieści graficznej Yoshihiro Tatsumi
przybliża czytelnikowi historię mangi na ponad 830 stronach… mangi.
Akcja tej „cegły” rozgrywa się od zakończenia II wojny światowej w
sierpniu 1945 do japońskiej premiery W pełnym słońcu Rene Clemonta z
Alainem Delonem w 1960 roku. Centralnym punktem epilogu jest śmierć
Osamu Tezukiego w 1995, którego twórczość towarzyszy głównemu bohaterowi
przez całe życie (komiks).
środa, 12 lutego 2014
398 - Najlepsze komiksy 2013 roku
Wiem, że dycha mocno spóźniona (podobnie, jak rok i dwa lata temu), ale musiałem doczytać kilka pozycji, zaś potem czekałem, aż zestawienie ukaże się na Alei, gdzie dorzuciłem trzy grosze. Potem były inne teksty, wymagające bieżącego opublikowania, potem sesja (która wciąż się ciągnie), ale w końcu jest. Zeszły rok był dla mnie bardzo dobry, zarówno pod względem osobistym, filmowym, jak i komiksowym, choć jak zawsze nie przeczytałem wszystkiego i kilka pozycji leży jeszcze na półce i czeka. Część na mojej, część na sklepowej.
Moja dycha - lecimy z tematem:
10. Czerwony Pingwin musi umrzeć
Przez wielu niedoceniony, dla mnie absolutnie ociekający zajebistością. Fabularna jazda bez trzymanki i najlepszy graficznie komiks ubiegłego roku. Sporo akcji, humoru i różnych dziwnych odpałów w stylu tych, jakie Grzybiarze lubią najbardziej. Śledziu potrzebował takiego oddechu, od "Osiedla", od lekkich, ale wciąż jednak poważnych na swój sposób projektów. Widać, jak dobrze się tutaj bawił, gdy mógł popuścić (za przeproszeniem) wodze wyobraźni i zachłysnąć się zajawką. A ja bawiłem się równie dobrze, bo łapię klimat, czuję zajawkę i bardzo szanuję.
9. Wojna Domowa
„Wojna Domowa” to komiks niezwykle ważny dla uniwersum Marvela.
Przełomowy, medialny, mający na koncie ogromny sukces finansowy i
wyznaczający nową drogę dla przyszłych komiksów tego wydawnictwa. Nie
jest to event w stylu tych, które nie mają żadnego znaczenia - „Wojna
Domowa” odcisnęła ogromne piętno na praktycznie wszystkich
superbohaterach, a często kontrowersyjne reperkusje na długi czas
zmieniły niektóre serie Domu Pomysłów. Dodatkowo jest to po prostu
świetnie napisany i zilustrowany tytuł, który do dziś pozostaje świeży,
mimo kilku lat, które minęły od jego premiery i wielu innych komiksowych
wydarzeń o podobnej skali. „Wojna Domowa” to nie tylko świetny komiks
superbohaterski, ale bardzo dobry komiks w ogóle. Rozrywka na najwyższym
poziomie. Przeczytaj recenzję!
8. Batman: Długie Halloween
Jedna z moich ulubionych opowieści o Mrocznym Rycerzu, jeden z pierwszych komiksów, jakie kupiłem i przeczytałem po angielsku, jeszcze w czasach, gdy taki album dało się bez promocji wyrwać za pięć dyszek. I jeden z dwóch komiksów w tym zestawieniu, których ponoć nie dało się wydać. Świetna, kryminalna historia. Napisana, kiedy Jeph Loeb jeszcze umiał tworzyć wciągające opowieści, może i przeładowane postaciami, ale potrafiące czytelnika pozytywnie zaskoczyć (co w "Hushu" już mu nie wyszło, nie wspominając nawet o "B/S: Public Enemies"). Klimatyczne i nawiązujące do estetyki noir rysunki Tima Sale'a doskonale uzupełniają kryminalny scenariusz.
7. Fugazi Music Club
Choć Marcin Podolec na spotkaniu podczas ostatniego MFK zapowiadał rychły koniec komiksowej kariery, najnowsze wieści z komiksowa zdają się temu przeczyć. Kolejny album Kolec stworzy z Danielem Chmielewskim i zapowiada się ów bardziej niż zachęcająco (BREAKING NEWS: premiera podczas MFK 2014 ;)). Cieszę się, że Daniel da Marcinowi scenariusz, bo o ile Kolec doskonale rozwija się pod względem graficznym, co potwierdza niezwykle lekkie "Fugazi", tak wolę, gdy pracuje przy cudzych scenariuszach, choć do jego ostatniego komiksu nie mogę się zbytnio przyczepić.
6. 566 kadrów
Krótko: piękna i bardzo ciepła saga rodzinna, okraszona cudowną pierwszoosobową narracją. Pierwotnie publikowana w necie przez 566 dni, każdego dnia pojawiał się więc kadr. Eksperymentalna i ryzykowna forma pracy, ponoć scenariusz powstawał na bieżąco a Wojda nie rysował wcześniej własnych komiksów. Tym lepiej, że wyszło doskonale. Dla nieprzekonanych, polecam kliknąć i zacząć czytać, a jak się spodoba, to może warto kupić, bo WAB wydało Wojdę bardzo przyzwoicie.
5. Liga Niezwykłych Dżentelmenów: Czarne Akta
W żadnym zestawieniu Alana Moore'a zabraknąć nie może, nawet jeśli to zestawienie 10 najlepszych kebabów w mieście. Tym bardziej nie może brakować maga, szaleńca i geniusza w zestawieniu najlepszych komiksów 2013 roku, ponadto ta "Liga" to drugi z tych komiksów, których przez wiele lat się wydać nie dało, a tu proszę - niespodzianka! Może i "Czarne akta" nie są tak dobre, jak pierwsze dwa tomy oryginalnej "Ligi", ale historia schodzi tu nieco na drugi plan, bo ważne są tu wszelakie dodatki. Nie wiem, jak wypada pod względem edytorskim edycja rodzima, ale oryginał jest mistrzowski. Jak zwykle u Moore'a pełno tu smaczków, a od intertekstualnych nawiązań
komiks wręcz pęka (większości pewnie i tak nie wyłapałem). To miejscami
trudna i wymagająca lektura (zwłaszcza stylizowane dodatki stanowią
wyzwanie), potwierdzająca geniusz Brytyjczyka. Wnętrze tytułowych akt są właśnie najciekawsze - notatki na temat
poprzednich Lig, zapisy spotkań, niedokończona sztuka Szekspira,
fragmenty pamiętników Miny i wiele wiele więcej. Na koniec zostaje
zabawa z 3D.
4. Strefa bezpieczeństwa Gorazde
Podobnie jak "Fotograf", którego SPOILER znajdziecie w tym zestawieniu kilka oczek niżej KONIEC SPOILERA najcenniejsza w "Strefie..." jest dla mnie wartość poznawcza. Nigdy specjalnie nie interesowałem się historią bośniackich konfliktów i komiks Joe Sacco znacząco pogłębił moją wiedzę na ten temat. To prosty pod względem wyrazu i mocny reportaż, wątpię by kogokolwiek po lekturze pozostawił obojętnym. Mną wstrząsnął (fragment o butach zaserwował mi liczenie na macie), nie dałem rady łyknąć całości na raz.
3. Na własny koszt
Drugi z najważniejszych "debiutów" na komiksowym rynku w 2013 roku
(obok "Strefy Bezpieczeństwa Goražde" Joe Sacco). Chester Brown porusza
niełatwy temat w bardzo przystępny sposób. Minimalistyczna kreska
dopełnia wciągającej opowieści i daje czytelnikowi do myślenia nad
rzeczami pozornie oczywistymi. Dokumentalny charakter całości tylko dodaje wszystkiemu smaku.
2. Portugalia
Po baśniowych "Trzech Cieniach" przyszedł czas na równie baśniową, choć
osadzoną w rzeczywistości historię o poszukiwaniu własnej tożsamości.
Cudownie leniwy klimat, rodzinne anegdoty, podróż po świecie i moc
wspomnień - to wszystko w mającej znamiona autobiografizmu opowieści
Pedrosy sprawia potężne wrażenie. Przepiękne malarskie rysunki i
oszczędna, tworząca niezwykłą atmosferę, paleta barw doskonale
współgrają z tą ciepłą opowieścią.
1. Fotograf
Najważniejsza w "Fotografie" jest jednak wartość
poznawcza, którą album z sobą niesie. Czytelnik utożsamia się z
tytułowym bohaterem, obchodzi go jego los, przeżywa historię tak, jakby
opowiadał ją ktoś znajomy. Czytelnik wraz z głównym bohaterem jest z
początku zagubiony w całkiem nowym świecie, tak dalekim od znanych nam
europejskich standardów kulturowych. Wraz z poznaniem reguł w nim
panujących, zaczyna fascynować się całkiem odmienną tradycją oraz
podziwiać odwagę Lekarzy Bez Granic i samego fotografa. To cudowna,
poruszająca historia, doskonale wydana i świetnie zrealizowana
formalnie. Przeczytaj recenzję!
Nie czytałem Zaduszek, Najlepszych wrogów, Maczużnika, Noir ani Ludzi, którzy nie brudzą sobie rąk. Tesla mnie nie powalił, a komiksów dziecięcych (Miś Zbyś, Hilda itd.) nie uwzględniałem w zestawieniu. Kota Rabina znam li tylko w wersji filmowej, więc również się nie załapał.
Większość tagów z tego posta odsyła na razie tylko do niego, jak znajdę chwilę to postaram się uzupełnić wcześniejsze posty o tagi wydawnictw.
Etykiety:
Alan Moore,
Batman,
Centrala,
DC Comics,
Egmont,
komiks,
Kultura Gniewu,
Marvel,
Mucha Comics,
Śledziu,
Timof,
WAB,
Wojna Domowa,
Wydawnictwo Komiksowe
piątek, 29 listopada 2013
382 - Fotograf - najlepszy komiks roku 2013?
Fotograf opowiada o misji humanitarnej Lekarzy
Bez Granic – lekarzy, którzy niosąc pomoc docierają wszędzie tam, gdzie
inni nie odważą się zapuścić. Wraz z nimi wyrusza tytułowy bohater, Didier Lefèvre,
dla którego będzie to pierwsza poważna wyprawa fotograficzna. W
pogrążonym w wojnie Afganistanie i Pakistanie lat 80. XX wieku bohater
niejednokrotnie otrze się o śmierć, będzie cierpiał niewygody o jakich
mu się nigdy nie śniło, pozna prawdziwe ludzkie okrucieństwo i przeżyje
niezapomnianą przygodę.
Fotograf to album niezwykły z kilku powodów. Po
pierwsze, to misterne połączenie relacji fotograficznej, komiksu i
reportażu. Historia opowiedziana jest w pierwszej osobie przez
fotografa, dla którego tego typu wyprawa jest czymś całkowicie nowym.
Nie zna zwyczajów panujących w środkowo i południowo-zachodniej Azji,
wszystkiego musi się uczyć. Czytelnik wraz z nim powoli poznaje kulturę,
religię i zwyczaje tam panujące. Przez trzy miesiące bohater podróżował
po górach i wioskach odciętych od świata. Poznał wiele szlachetnych,
pomocnych osób i równie wielu okrutników, gotowych go oszukać i zostawić
na pastwę losu. Zrobił cztery tysiące zdjęć, z czego po powrocie
opublikował tylko sześć. Zdjęć, na których uwieczniał wszystko – od
rannych i konających w wyniku sowiecko-afgańskiego konfliktu, po niemal
pustynne pejzaże i portrety zwierząt. Dopiero po latach, na potrzeby
wydania Fotografa, pokazuje wiele z nich i opowiada swoją historię od początku do końca.
Fotograf to historia bardzo osobista, pełna emocji, pisana prostym, zwięzłym językiem. Choć Didier Lefèvre w kolejnych dwudziestu latach działalności fotograficznej bywał na podobnych wyprawach jeszcze osiem razy, jego pierwsza podróż do Afganistanu była tą najważniejszą. Swoje – często traumatyczne – doświadczenia opowiedział scenarzyście Emmanuelowi Guibert, który na ich podstawie napisał skrypt opisywanego albumu i stworzył klasyczne rysunki. Proste, pozbawione wielu szczegółów, w połączeniu z oszczędnym tłem i stonowaną paletą barw stanowią doskonałe uzupełnienie pozostałej części albumu. Fotograf to niezwykły kolaż, łączący rysunki i zdjęcia. Te drugie są podstawą historii, nadają jej dodatkowy wydźwięk i świadczą o autentyczności samej opowieści, grafiki zaś dopowiadają wszystko, czego nie można wywnioskować z samych fotografii. Rysunki i pierwszoosobowa narracja łączą pojedyncze fotografie i ich całe sekwencje w zwięzłą opowieść.
Wszystko to – słowo pisane, zdjęcia i rysunki – jest połączone z zaskakującym wyczuciem, przez co czytelnik ani przez chwilę nie czuje się zagubiony w tej wielopłaszczyznowej narracji. Fabuła jest boleśnie prawdziwa, historia wciąga od pierwszych stron, a niektóre zdjęcia wywołują nieme zdumienie. Zwłaszcza wielkie, całostronicowe reprodukcje, połączone z dramatyczną narracją, gdy bohater ociera się o śmierć, robią kolosalne wrażenie. Choć nie znajdziemy tu spektakularnych potyczek, wybuchów ani strzelanin, nad całą historią unosi się straszliwe widmo wojny, sportretowane przez wielu rannych, niepełnosprawnych – których na swej drodze spotyka fotograf - oraz osierocone dzieci i tych, których lekarze, mimo wysiłków, nie zdołali uratować. Również sama jakość wydania imponuje – wielki format, prawie trzysta stron, twarda, tłoczona oprawa i obwoluta.
Najważniejsza w Fotografie jest jednak wartość poznawcza, którą album z sobą niesie. Czytelnik utożsamia się z tytułowym bohaterem, obchodzi go jego los, przeżywa historię tak, jakby opowiadał ją ktoś znajomy. Czytelnik wraz z głównym bohaterem jest z początku zagubiony w całkiem nowym świecie, tak dalekim od znanych nam europejskich standardów kulturowych. Wraz z poznaniem reguł w nim panujących, zaczyna fascynować się całkiem odmienną tradycją oraz podziwiać odwagę Lekarzy Bez Granic i samego fotografa. To cudowna, poruszająca historia, doskonale wydana i świetnie zrealizowana formalnie. Czarny koń w wyścigu o tytuł komiksu roku.
Fotograf to historia bardzo osobista, pełna emocji, pisana prostym, zwięzłym językiem. Choć Didier Lefèvre w kolejnych dwudziestu latach działalności fotograficznej bywał na podobnych wyprawach jeszcze osiem razy, jego pierwsza podróż do Afganistanu była tą najważniejszą. Swoje – często traumatyczne – doświadczenia opowiedział scenarzyście Emmanuelowi Guibert, który na ich podstawie napisał skrypt opisywanego albumu i stworzył klasyczne rysunki. Proste, pozbawione wielu szczegółów, w połączeniu z oszczędnym tłem i stonowaną paletą barw stanowią doskonałe uzupełnienie pozostałej części albumu. Fotograf to niezwykły kolaż, łączący rysunki i zdjęcia. Te drugie są podstawą historii, nadają jej dodatkowy wydźwięk i świadczą o autentyczności samej opowieści, grafiki zaś dopowiadają wszystko, czego nie można wywnioskować z samych fotografii. Rysunki i pierwszoosobowa narracja łączą pojedyncze fotografie i ich całe sekwencje w zwięzłą opowieść.
Wszystko to – słowo pisane, zdjęcia i rysunki – jest połączone z zaskakującym wyczuciem, przez co czytelnik ani przez chwilę nie czuje się zagubiony w tej wielopłaszczyznowej narracji. Fabuła jest boleśnie prawdziwa, historia wciąga od pierwszych stron, a niektóre zdjęcia wywołują nieme zdumienie. Zwłaszcza wielkie, całostronicowe reprodukcje, połączone z dramatyczną narracją, gdy bohater ociera się o śmierć, robią kolosalne wrażenie. Choć nie znajdziemy tu spektakularnych potyczek, wybuchów ani strzelanin, nad całą historią unosi się straszliwe widmo wojny, sportretowane przez wielu rannych, niepełnosprawnych – których na swej drodze spotyka fotograf - oraz osierocone dzieci i tych, których lekarze, mimo wysiłków, nie zdołali uratować. Również sama jakość wydania imponuje – wielki format, prawie trzysta stron, twarda, tłoczona oprawa i obwoluta.
Najważniejsza w Fotografie jest jednak wartość poznawcza, którą album z sobą niesie. Czytelnik utożsamia się z tytułowym bohaterem, obchodzi go jego los, przeżywa historię tak, jakby opowiadał ją ktoś znajomy. Czytelnik wraz z głównym bohaterem jest z początku zagubiony w całkiem nowym świecie, tak dalekim od znanych nam europejskich standardów kulturowych. Wraz z poznaniem reguł w nim panujących, zaczyna fascynować się całkiem odmienną tradycją oraz podziwiać odwagę Lekarzy Bez Granic i samego fotografa. To cudowna, poruszająca historia, doskonale wydana i świetnie zrealizowana formalnie. Czarny koń w wyścigu o tytuł komiksu roku.
czwartek, 7 listopada 2013
376 - Psychopoland
Psychopoland
duetu Chmielu & Piotr Białczak to pesymistyczna, dołująca wizja naszej
codziennej rzeczywistości. Jak się wydaje – zrodzona z frustracji i
bezsilnej złości. To rzeczywistość, gdzie sprawdzają się nierealne
teorie spiskowe, gdzie w każdym gotują się negatywne emocje, a kipiąc,
prowadzą do tragedii. Wszystko jest tu przerysowane i wyolbrzymione,
jednak efekt jest dołujący i trafia czytelnika prosto w twarz z ogromną
siłą.
Fabuła – miejscami złożona z tanich chwytów - jest efektowna, a
nielinearne rozłożenie fabuły, choć z początku wprowadza nieco chaosu i
utrudnia lekturę, finalnie daje doskonały efekt, jeszcze dosadniej
oddając zamysł scenarzysty (czytelnik czuje się tak samo zagubiony jak
główny bohater). To opowieść o zemście, o mieście, gdzie każdy ma coś na
sumieniu i by przetrwać, musi walczyć, łamiąc wszystkie zasady. Gdzie
nie ma współczucia, a przemoc to jedyny zrozumiały język. Gdzie uczciwy
urzędnik staje się ofiarą nie tylko skrzywdzonego nieumyślnie
prześladowcy, ale całego gnijącego systemu i rozpadającej się
rzeczywistości. To mocna historia, gdzie wątki społeczne dopełniają
sensacyjną intrygę, a całość doprawiona przez świetne dialogi smakuje
doskonale – o ile ktoś lubi gorzki smak.
Narracyjna i fabularna strona albumu jest jego najmocniejszą częścią. Jeśli zaś chodzi o rysunki Piotra Białczaka, to są one realistyczne i bardzo poprawne. Czasami jednak da się zauważyć niekonsekwencję w szczegółach, drugi plan wydaje się przepełniony, a bohaterów trudno miejscami rozpoznać. Jest nierówno, zwłaszcza pod koniec postaci nabierają karykaturalnych kształtów – choć może się to wydawać celowym zabiegiem, nieco psuje płynność lektury.
Psychopoland prawym prostym posłało mnie na deski. To był szybki i mocny cios, całkowicie niespodziewany. Wciąż jestem oszołomiony. To świetny komiks obyczajowy, mocny i brutalny w wymowie, jakiego na polskim rynku jeszcze nie było. Dołujący i obnażający mroczne aspekty codzienności. Najgorsza jest natomiast świadomość, że niektóre z przedstawionych sytuacji naprawdę mogą mieć miejsce. Gdzieś obok nas.
Narracyjna i fabularna strona albumu jest jego najmocniejszą częścią. Jeśli zaś chodzi o rysunki Piotra Białczaka, to są one realistyczne i bardzo poprawne. Czasami jednak da się zauważyć niekonsekwencję w szczegółach, drugi plan wydaje się przepełniony, a bohaterów trudno miejscami rozpoznać. Jest nierówno, zwłaszcza pod koniec postaci nabierają karykaturalnych kształtów – choć może się to wydawać celowym zabiegiem, nieco psuje płynność lektury.
Psychopoland prawym prostym posłało mnie na deski. To był szybki i mocny cios, całkowicie niespodziewany. Wciąż jestem oszołomiony. To świetny komiks obyczajowy, mocny i brutalny w wymowie, jakiego na polskim rynku jeszcze nie było. Dołujący i obnażający mroczne aspekty codzienności. Najgorsza jest natomiast świadomość, że niektóre z przedstawionych sytuacji naprawdę mogą mieć miejsce. Gdzieś obok nas.
Ocena: 8/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)













