Po kilku miesiącach oczekiwania dostajemy drugą część historii, która brutalnie urwała się w pierwszym tomie komiksu "W głowie Sherlocka Holmesa: Sprawa skandalicznego biletu". Otrzymujemy finał zagmatwanego śledztwa i ponownie mamy okazję podziwiać kunszt autorów w błyskotliwym obrazowaniu procesów myślowych najsłynniejszego detektywa wszech czasów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sherlock holmes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sherlock holmes. Pokaż wszystkie posty
piątek, 9 czerwca 2023
wtorek, 13 grudnia 2022
W głowie Sherlocka Holmesa, tom 1: Sprawa skandalicznego biletu - recenzja
Komiksowe wariacje na temat przygód detektywa z Baker Street nie należą najczęściej do najbardziej udanych. Ani pod względem wykorzystania medium ani pod względem opowiadanej historii nie są czymś więcej niż tylko “fanfikami”, tworzonymi bez większej inwencji. Jednak Cyryl Liéron i Benoit Dahan, twórcy komiksu “W głowie Sherlocka Holmesa. Sprawa skandalicznego biletu” mają swój własny pomysł na wyjątkowe ukazanie śledztwa legendarnego detektywa.
środa, 9 czerwca 2021
Historie prawdopodobne [Neil Gaiman, Egmont Polska] - recenzja
„Historie prawdopodobne” Neila Gaimana to zbiór komiksowych shortów, które bazują na opowiadaniach pisarza. Polska edycja zbiera do kupy kilka mniejszych wydań, a czytelnik dostaje w swoje ręce oprócz tytułowych „Historii prawdopodobnych” również „Studium w szmaragdzie” (wariację na temat świata Sherlocka Holmesa z dodatkiem mitologii Cthulhu), opowieść o wilkołaku zatytułowaną „Tylko koniec świata, nic więcej” oraz „Problem Zuzanny i inne opowiadania”.
środa, 1 października 2014
453 - Historia zbrodni cz. 2 - Sherlock Holmes i Arthur Conan Doyle [cdp.pl]
Arthur Conan Doyle w 1887 roku powołał do życia detektywa wszech czasów. Sherlock Holmes zadebiutował w powieści Studium w szkarłacie – pierwszej otwierającej cały cykl o genialnym, acz ekscentrycznym śledczym. W sumie, Holmes pojawił się w 60 utworach:
czterech powieściach i pięćdziesięciu sześciu opowiadaniach, które
wyszły spod pióra Conan Doyle’a. Należy oczywiście do tego dodać całą
masę historii stworzonych przez naśladowców Doyle’a, w których pojawia
się Holmes, a które nie są kanoniczną wizją tej postaci.
czwartek, 16 stycznia 2014
393 - Sherlock BBC 03x03 - His Last Vow i podsumowanie sezonu
Doooobry odcinek! Oglądnięty tradycyjnie z drobnym opóźnieniem BO SESJA.
Tak jak ostatnio - szybko i chaotycznie, na gorąco, bo niedawno skończyłem oglądać. Poniższe kilka zdań to nie recenzja ani analiza, a raczej zbiór luźnych myśli, które nawiedziły mnie w trakcie seansu i tuż po nim. Może mało merytorycznie, ale od serca.
SPOILERY!!!
Watson to badass! Nieźle się rozprawił z ćpunem na początku odcinka, jednak i tak najlepszy był otumaniony Holmes leżący w kącie. Akcja, że wszyscy pakują się nagle do samochodu Mary znowu byłą elementem komicznym - na szczęście tych w odcinku było zdecydowanie mniej niż w dwóch ostatnich (o których pisałem tu i tu). Nie ogarniam natomiast motywu "ćpuna-pomocnika".
Janine wychodząca z sypialni Sherlocka nieco mnie zaskoczyła. Spodziewałem się, że detektyw ją wykorzystuje by dotrzeć do CAM, ale raczej myślałem, że poprzez relację z nią stworzy sobie sztuczny słaby punkt, który mógłby zaatakować mistrz szantażu i przez to sam wystawiłby się na atak. Myliłem się, ale w jakimś tam stopniu byłem blisko. Natomiast reakcja Watsona na związek przyjaciela, choć spodziewana i zabawna, to przeciągnięta za bardzo, z dopytywaniem się o obiad już przesadzili.
Kolejne informacje, podsuwane nam przez twórców, o pani Hudson tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że chętnie zobaczyłbym spinoff opowiadający o szalonych latach jej młodości.
CAM - Charles Augustus Magnussen, główny przeciwnik naszego detektywa w tym odcinku robi wrażenie. Może nie jest tak szalony i ciekawy jak Moriarty, ale jego zimna osobowość, opanowanie, poczucie bezkarności i inteligencja budzą pewną fascynację. Fizycznie też prezentuje się świetnie, wysoki, chudy, elegancko ubrany... no i kaman - nasikał Holmesowi do kominka, kto inny odważyłby się na zrobienie czegoś takiego?
Holmes i Watson jako włamywacze - spoko wątek. Sprawdziły się moje przypuszczenia co do Janine (u Doyle'a detektyw oświadczał się gospodyni CAM, by dostać się do jego domu), natomiast pojawienie się Mary mocno mnie zaskoczyło. Tak samo jak postrzelenie Holmesa i wszystko co nastąpiło potem - z szalonym Moriartym siedzącym w głowie detektywa na czele. Doskonała rola, doskonała sekwencja. Mały detektyw też uroczy.
Janine w szpitalu - wspomnienie o Sussex od razu skojarzyło mi się z opowiadaniem Wampirzyca z Hrabstwa Sussex i emeryturą Holmesa (opowiadanie Lwia grzywa), bo właśnie tam się udał, gdy zawiesił detektywistyczną działalność.
Zrobienie z Mary tajnej agentki było zaskakujące. Z początku mi się to nie podobało, ale już po chwili łyknąłem twist bez popity. Bo przecież scenarzyści serialu, jako twórcy mają wręcz obowiązek podchodzić oryginalnie do adaptowanych dzieł. A że odważnie sobie poczynają? Dopóki wiedzą co robią, niech fani mają ich w opiece. Świetna scena w kryjówce Holmesa, z Holmsem, który niby jest Holmesem-kukłą, a tak na serio to Watson udający Holmesa-kukłę, która ma udawać prawdziwego Holmesa. Uf. Ładnie i fabularnie gęsto, tylko doktora żal.
Fajnie, że znów pojawili się rodzice Holmesa/Cumberbatcha. Świąteczny fragment nieco rozluźnił atmosferę. Prawie się wzruszyłem, gdy Mary pogodziła się z Johnem, a scena z papierosami mnie rozbawiła.
Na koniec świetny finał - domyślałem się, że Mangnussen trzyma wszystkie informacje we własnej głowie (podobnie chyba było u Doyle'a?), jednak cała sekwencja w białym pokoju była świetnie pokazana i zagrana. CAM dołącza do zacnej garstki osób, którym udało się wykiwać Holmesa, (m.in. obok Irene). Kolejne pstryczki wymierzane w twarz (a przede wszystkim dumę) Watsona fajnie stopniowały napięcie, zastanawiałem się, kiedy doktor nie wytrzyma i zdzieli Mangussena po ryju. Cóż, nie zdzielił, a szkoda.
Natomiast spodziewałem się, że Holmes zastrzeli CAM - było to jedyne wyjście z sytuacji, wiedziałem że detektyw też o tym wie i zrobi co trzeba.
Zakończenie: dobre pożegnanie przyjaciół (bez niepotrzebnych łez, wielkich słów i uścisków, obaj są w końcu dorośli, rozumieją się bez słów) i Holmes na wygnaniu całe cztery minuty! No i powrót Moriarty'ego, ewidentne zagranie pod widzów, by przyciągnąć ich do ekranów w przyszłym sezonie. Jestem na nie, wyciśnięto już z Moriarty'ego ile wlezie, uważam, że niektóre postaci powinny pozostać martwe. Oczywiście jestem ciekaw, co też będzie się działo, ale uważam to zakończenie za sztuczne, naciągane i niepotrzebne. Moriarty odegrał swoją rolę, odszedł z klasą i tak powinien zostać zapamiętany. Wiem, że to prawdopodobnie najbardziej kochany obecnie serialowy antagonista obok Joffreya z Gry o Tron, ale bez przesady. Był największym przeciwnikiem Holmesa i trudno będzie go kimkolwiek zastąpić, ale warto by chociaż spróbować, a nie iść po najmniejszej linii oporu wykorzystując go bo jest bardzo popularny i właściwie niewiele trzeba do jego postaci dodawać. Mam szczerą nadzieję, że Jim pozostanie martwy, nie wróci zza grobu w jakiś magiczny sposób, nie został sklonowany, ani nie miał złego brata bliźniaka. Oby za jego "powrotem" stał ktoś inny i tylko nielegalnie wykorzystywał jego wizerunek by zwrócić uwagę Sherlocka. Czy coś.
Małe podsumowanie (z pozdrowieniami dla Trixie):
Sezon trzeci uważam za udany, pierwsze dwa komediowe odcinki mi nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie - dały mi dużo radości. Dodatkowo uważam slapstickowe wstawki za usprawiedliwione w kontekście powrotu Holmesa, który się znacząco zmienił podczas swej nieobecności. Jednocześnie odcinek finałowy, balansujący niejako między tym co znaliśmy z poprzednich sezonów, a "nową" formą, uważam za najlepszy z trzeciej serii.
Mam nadzieję, że czwarty sezon powróci do spraw kryminalnych i będzie poważniejszy, bo choć trzeci bardzo mi się podobał, tak zatęskniłem za morderstwami, kradzieżami, porwaniami i klientami, którym Holmes pomaga w rozwikłaniu innych dziwnych przypadków.
Największym problemem sezonu było dla mnie to, że powoli przyzwyczaiłem się do rodzaju zaskoczeń, jakie szykują twórcy. Wszystko, co ma być zaskakujące, tak na prawdę takie nie jest, bo spodziewamy się niespodziewanego, a uważnie wszystko oglądając, możemy, huhuhu, to i owo wydedukować.
No i tak pisząc o Sherlocku od kilku tygodni wychodzę chyba na jakiegoś psychofana - nic bardziej mylnego, fandom mnie szczerze przeraża, a ja po prostu lubię ten serial. Nadmierna ekscytacja i zauważanie niemal samych plusów to efekt oglądania i pisania "na gorąco". Przejdzie mi przy powtórkach na DVD. Bo daleki jestem od uznawania Sherlocka najlepszym serialem ever, czy nawet najlepszym serialem kryminalnym ever - w tej drugiej kategorii wciąż rządzi Luther, a i Detektyw może namieszać już niedługo.
Sezon trzeci uważam za udany, pierwsze dwa komediowe odcinki mi nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie - dały mi dużo radości. Dodatkowo uważam slapstickowe wstawki za usprawiedliwione w kontekście powrotu Holmesa, który się znacząco zmienił podczas swej nieobecności. Jednocześnie odcinek finałowy, balansujący niejako między tym co znaliśmy z poprzednich sezonów, a "nową" formą, uważam za najlepszy z trzeciej serii.
Mam nadzieję, że czwarty sezon powróci do spraw kryminalnych i będzie poważniejszy, bo choć trzeci bardzo mi się podobał, tak zatęskniłem za morderstwami, kradzieżami, porwaniami i klientami, którym Holmes pomaga w rozwikłaniu innych dziwnych przypadków.
Największym problemem sezonu było dla mnie to, że powoli przyzwyczaiłem się do rodzaju zaskoczeń, jakie szykują twórcy. Wszystko, co ma być zaskakujące, tak na prawdę takie nie jest, bo spodziewamy się niespodziewanego, a uważnie wszystko oglądając, możemy, huhuhu, to i owo wydedukować.
No i tak pisząc o Sherlocku od kilku tygodni wychodzę chyba na jakiegoś psychofana - nic bardziej mylnego, fandom mnie szczerze przeraża, a ja po prostu lubię ten serial. Nadmierna ekscytacja i zauważanie niemal samych plusów to efekt oglądania i pisania "na gorąco". Przejdzie mi przy powtórkach na DVD. Bo daleki jestem od uznawania Sherlocka najlepszym serialem ever, czy nawet najlepszym serialem kryminalnym ever - w tej drugiej kategorii wciąż rządzi Luther, a i Detektyw może namieszać już niedługo.
Trzeci Sherlock się skończył, czas najwyższy by powrócić do normalnej aktywności blogowej. Nowe recenzje, kolejne podsumowania 2013 roku oraz kilka gorących newsów już wkrótce! Bo rok 2014 zaczął się zaskakująco dobrze.
niedziela, 12 stycznia 2014
392 - Sherlock BBC 03x02 - The Sign of Three
Kolejny zabawny odcinek dla fanów. Oglądnięty z dużym opóźnieniem i z dużą radością. Będzie szybko i chaotycznie, na gorąco, bo dosłownie przed chwilą skończyłem oglądać. Poniższe kilka zdań to nie recenzja ani analiza, a raczej zbiór luźnych myśli, które nawiedziły mnie w trakcie seansu i tuż po nim. Może mało merytorycznie, ale od serca.
SPOILERY
Podobała mi się forma - całość dzieje się na weselu Watsona i jest przeplatana wspomnieniami Holmesa. Bardzo fajny pomysł, nadał odcinkowi specyficznego klimatu, odpowiedniej dynamiki i posłużył do wprowadzenia kilku śmiesznych scen, do których Sherlock zazdrosny o Sholto to tylko preludium. Zresztą chyba po raz pierwszy tytułowy bohater wreszcie pokazał jak bardzo Watson jest dla niego ważny. Podobnie jak u Doyle'a (acz w nieco innym tonie i nasileniu) nieobecność na Baker Street 221b zmieniła wiele w życiu detektywa, jest on zupełnie innym wysoce dostosowanym socjopatą niż wcześniej.
Ogólnie wszystko o czym wspomina Holmes podczas swojej przemowy świadka jest świetne. Z chęcią poznałbym sprawę pustego klienta, pudełek po zapałkach i - najbardziej ze wszystkich - Olbrzyma Truciciela. Choć słoń to przegięcie. Twórcy postanowili przybliżyć nam dwie ze wspomnianych przez detektywa spraw: krwawego gwardzisty i dziewczyny, która umówiła się z duchem.
Obie były bardzo ciekawe, z czego ta pierwsza oczywiście o wiele bardziej - zagadki "zamkniętych pokoi" zawsze są najbardziej intrygujące. Cieszę się, że twórcy wplątali obie sprawy z główny wątek odcinka, czyli wesele Mary i Johna i udało im się to w wielce przekonujący i zgrabny sposób.
Wieczorowi kawalerskiemu należy się osobny akapit. Krótki i treściwy: pijany Holmes. Nic więcej nie trzeba dodawać, poza tym, że nic nie trzeba dodawać.
Podobało mi się również wniknięcie w głowę Holmesa, ukazanie dedukcji, procesu jego myślenia, zwiedzenie pałacu umysłu - eliminowanie kolejnych kobiet ze sprawy "ducha podrywacza", przesłuchiwanie pozostałych, podpowiedzi Mycrofta, cameo Irene Adler. To kolejny, w moim mniemaniu bardzo udany pomysł i zrealizowany wyśmienicie.
Samo zakończenie i wyjaśnienie enigmatycznego tytułu wywołało na mej twarzy szeroki uśmiech. Odważnie sobie twórcy pogrywają. Na deser warto też wspomnieć o historii miłosnej pani Hudson, która po raz kolejny pokazała, że Una Stubbs dotrzymuje kroku głównym bohaterom jeśli chodzi o dobre aktorstwo. Formalnie jak zawsze było bardzo porządnie, choć nadużywanie tzw. roletek było w pewnym momencie nieco irytujące (odwracało uwagę od tego co dzieje się na ekranie, zwłaszcza podczas rozmowy telefonicznej Sherlocka i Mycrofta).
Spekuluje się również głośno o powiązaniach Mary z mistrzem szantażu. Czy domysły okażą się słuszne i nowa doktorowa ma coś do ukrycia? CAM przysyła jej liścik ze słowami "Chciałbym, żeby Twoja rodzina to widziała", a wcześniej dostajemy informację, że ze strony Mary na weselu pojawią się głównie przyjaciele. Przekonamy się już wkrótce.
Sporo osób uważa, że skoro dostaliśmy dwa lekkie odcinki, finał sezonu będzie mroczny i przygnębiający (sam tytuł, The Last Vov, nawiązujący do ostatniego występu Holmesa na papierze też nie napawa optymizmem). Jeśli tylko dostaniemy w końcu porządną intrygę kryminalną to nie mam nic przeciwko. Bo choć dobrze oglądało się ostatnie dwa komediowe odcinki, to szkoda, że twórcy odeszli do pierwotnej formuły porządnego serialu kryminalnego.
Sporo osób uważa, że skoro dostaliśmy dwa lekkie odcinki, finał sezonu będzie mroczny i przygnębiający (sam tytuł, The Last Vov, nawiązujący do ostatniego występu Holmesa na papierze też nie napawa optymizmem). Jeśli tylko dostaniemy w końcu porządną intrygę kryminalną to nie mam nic przeciwko. Bo choć dobrze oglądało się ostatnie dwa komediowe odcinki, to szkoda, że twórcy odeszli do pierwotnej formuły porządnego serialu kryminalnego.
Tym razem wyłapałem mniej nawiązań niż zazwyczaj, chyba najmniej w ogóle (generał Sholto, Rudobrody, kilka cytatów, nie wiem już teraz co jeszcze) ale to może dlatego, że Znak Czterech czytałem sto lat temu. Jak zauważyliście coś fajnego to dajcie znać!
niedziela, 5 stycznia 2014
391 - Sherlock BBC 03x01 - wielki powrót Mr. Holmesa
Przekładali tę premierę i przekładali, a jak odcinek już się ukazał to zwlekałem z oglądaniem. Bo oczekiwania duże, równie duże, co szansa na ewentualny zawód. Obawy okazały się jednak płonne, a detektyw z Baker Street 221b powrócił, jak to on ma w zwyczaju, w wielkim stylu.
Będzie szybko i chaotycznie, na gorąco, bo dosłownie kilka minut temu skończyłem oglądać. Poniższe kilka zdań to nie recenzja ani analiza, a raczej zbiór luźnych myśli, które nawiedziły mnie w trakcie seansu i tuż po nim. Często mało merytorycznie, ale od serca.
SPOILERY
Najpierw początek - wytłumaczenie śmierci Holmesa w iście bondowskim stylu. Podobało mi się, ale już przy wskakiwaniu przez okno uśmiech rozjaśnił mą twarz od ucha do ucha, bo wiedziałem, że wcale tak nie było. I proszę, chwilę później dowiadujemy się, że to tylko jedna z wielu teorii. Jeden zero dla Janka.
Akcja w Serbii nie wzbudziła większych emocji, a jedynie kolejne skojarzenie z Bondem - pamiętacie sekwencję otwierającą Śmierć nadejdzie jutro z Brosnanem? Długie włosy, broda, tortury? Delikatne skojarzenie, naciągane, ale zawsze.
Watson na Baker Street - świetna wymiana zdań z panią Hudson - Una Stubbs świetnie zagrała starszą panią, która mimo zapewnień innych i tak wie swoje, nie ma nic przeciwko oczywiście, ale chętnie oplotkuje z sąsiadką. Praktycznie bezsilny Watson, po raz zapewne kolejny odpierający zarzuty posiadania homoerotycznych skłonności świetnie dopełnił sceny, czyniąc ją w mojej opinii bardzo zabawną.
Holmes na dachu, bardzo ładne ujęcie. W dodatku mamy kolejne powiązanie z Bondem - Benedict stoi na tym samym dachu, na którym stał Daniel Craig pod koniec Skyfall. Piszę to dla formalności, bo wszyscy pewnie już to zauważyli w zwiastunach, a poza tym lubię ostatniego Bonda.
Cała sekwencja w restauracji również bardzo mi się podobała - najpierw przebieranki Holmesa, a później zaaferowany Watson, który nie zwraca na niego uwagi, mimo jasnych aluzji ze strony tego pierwszego. No i sam finał, kiedy wreszcie doktor poznaje - do niedawna uznawanego za zmarłego - przyjaciela i jego gwałtowna reakcja, ha!
Jedyne co mi się nie podobało to Mary - w tej scenie, ze spiętymi/zaczesanymi/przylizanymi włosami wyglądała okropnie, jak stara kwoka. Na szczęście w kolejnych scenach jej włosy zaznały trochę luzu, dzięki czemu później wyglądała o wiele korzystniej.
Pierwsza rozmowa Holmesa z Watsonem znów dostarcza widzom wiele radości, najpierw za sprawą wyliczania osób maczających palce w spisku tego pierwszego, a potem uwag Sherlocka na temat wąsów przyjaciela i reakcji tego drugiego. Jeśli się zastanowić, to nowy odcinek Sherlocka opiera się w dużej mierze na scenach pełnych humoru i przyznam, że mnie to w ogóle nie przeszkadza.
Jeśli już jesteśmy przy temacie humoru - absolutnie cudownym mrugnięciem do fanów, odpowiedzią na wszystkie fanfiki i domysły była kolejna teoria "Jak Holmes to zrobił". Jestem absolutnie pewny, że w tym miejscu uśmiechnął się każdy, każdy widz serialu, a fandom piszczał z radości. Cóż, nie dziwię się ani trochę.
Rozmowa Holmesa z... no, Holmesem, czyli Sherlocka z Mycroftem, przekomarzanki kto jest mądrzejszy i tekst w stylu:
"Sherlock: Myślałeś, że jestem idiotą.
Mycroft: Obaj tak myśleliśmy, dopóki nie poznaliśmy innych dzieci". Coś pięknego.
Jednak i tak najbardziej chyba podobało mi się to, co następuje później, gdy pani Hudson namawia detektywa by porozmawiał z doktorem. Genialny montaż równoległy i przeskoki między scenami z Holmesem i Watsonem! Strona formalna serialu zawsze stała na diabelnie wysokim poziomie, ale tutaj twórcy przeszli samych siebie. Kłaniam się nisko i całuje nóżki!
Akcja z porwaniem Johna - tym razem nie jestem zachwycony, nie wzbudziła większych emocji.
Scena z rodzicami - przyjemna i zaskakująca. Tak samo wrócenie do głównego wątku, czyli domniemanego planowania ataku terrorystycznego. I choć bieganie po metrze i rozbrajanie bomby mnie nie ruszyło, to wybuch był ładny, niczym z Doctora Who (a jak już jesteśmy przy Doktorze, przyznać się - kto skojarzył Lazarusa i dojrzał Tardis u Andersona?). W ogóle było sporo nawiązań, czy to odnoszących się do opowiadań Doyle'a czy nowszych produkcji (jak drugi Star Trek), będę musiał oglądnąć jeszcze raz, by wyłapać więcej.
Sam koniec odcinka intrygujący, pozostawiający widza w samotnym i niecierpliwym oczekiwaniu na kolejny epizod, elegancko jednym słowem. Kim był mężczyzna przed ekranem? Najpierw myślałem, że to Sebastian Moran, ale on przecież odpowiadał za akcję z bombą, siedział w hotelu z walizką, a potem go capnęli. Nawiasem mówiąc, trochę zmarnowano potencjał tej postaci. EDIT: Mężczyzna na końcu to Charles Augustus Magnussen, czytelnikom Doyle'a znany bardziej jako mistrz szantażu Charles August Milverton, z opowiadania o takim samym tytule. Czyżby zastawiał sidła na Mary?
Ostatnia zaprezentowana w odcinku teoria na temat wiadomych zdarzeń, niby ta prawdziwa, była mało spektakularna, więc można ją chyba z czystym sumieniem wyeliminować, podobnie jak dwie poprzednie.
A kiedy wyeliminuje się wszystko, co niemożliwe, cokolwiek pozostanie, choćby nie wiadomo jak nieprawdopodobne, musi być prawdą...
czwartek, 20 czerwca 2013
347 - Holmes Ritchiego - twórcza zdrada?
Kreacja postaci
Sherlocka Holmesa w filmach Guya Ritchiego – twórcza zdrada czy
przykładne odwzorowanie?
Stereotypowy
wizerunek Sherlocka Holmesa – prawdopodobnie najpopularniejszego
detektywa wszech czasów, a z pewnością najchętniej pokazywanego
na ekranie – kojarzy nam się z czapką z dwoma daszkami, kraciastą
peleryną i zakrzywioną fajką. Za ową wizję, która na stałe
zagościła w świadomości społeczeństwa, odpowiada nie twórca
postaci, sir Arthur Conan Doyle, a ilustrator jego opowiadań. To
Sidney Paget obdarzył detektywa rekwizytami, które ani raz nie
pojawiają się w oryginalnych opowiadaniach. Do stereotypowego
wizerunku detektywa swoje trzy grosze dołożył również pierwszy
naprawdę znany aktor, który się weń wcielił – to Williamowi
Gillette’owi zawdzięczamy charakterystycznie zakrzywioną fajkę
typu calabash. Wizerunek Holmesa, kreowany w filmach Ritchiego jest
daleki od schematycznego, jednak dużo bliższy oryginalnemu
wyobrażeniu ukazanemu w czterech powieściach i pięćdziesięciu
sześciu opowiadaniach, gdzie fajka Holmesa była prosta (gliniana
bądź wiśniowa), płaszcz jednolity, a czapkę zastępował zwykły
kapelusz.
Poza wyglądem
zewnętrznym, wielkie kontrowersje u „fanów prawdziwego Holmesa”
wzbudziła jego sprawność fizyczna, wyeksponowana w obu filmach
bardzo wyraźnie. Kolejny raz Richie walczy ze stereotypami,
wydobywając z opowiadań Conan Doyle’a wątki jedynie zarysowane i
czyniąc z nich – często poprzez stosowne wyolbrzymienie -
prawdziwy atut swoich filmów. Mając w pamięci portret Holmesa,
jako flegmatycznego dżentelmena, który z fajką w ustach rozwiązuje
zagadki kryminalne praktycznie nie ruszając się z ulubionego fotela, może
dziwić widziana na ekranie postać odgrywana przez Roberta Downeya
Juniora. Należy jednak pamiętać, że Arthur Conan Doyle
kilkukrotnie wspomina w opowiadaniach, że Holmes nie tylko uprawiał
boks (opowiadanie Samotna cyklistka), ale również popularną
pod koniec XIX wieku sztukę bartitsu (Pusty dom). Ritchie
wyolbrzymia te cechy, czyniąc ze swojego bohatera prawdziwego
mistrza sztuk walki, jednocześnie bardzo dynamizując postać i
dopasowując ją do współczesnych wyobrażeń o (super) bohaterach.
Sceny walk w
dziełach Ritchiego nie tylko zapewniają sporą dawkę emocji, ale
też w genialny sposób ukazują najważniejszą cechę Holmesa –
zdolność dedukcji. Pod pretekstem szybkiego pokonania przeciwnika
detektyw przewiduje jego kolejne ruchy i analizuje własne zamiary.
Niesamowity efekt wzmagają zastosowane środki filmowego wyrazu –
zwolnione tempo czy głos z offu. Tak przedstawiony zabieg dedukcji
pozwala wejść czytelnikowi w umysł bohatera, co prowadzi do
kolejnego ważnego faktu, który czyni wizerunek filmowego Holmesa
bardzo odległym (na pierwszy rzut oka) od jego literackiego
pierwowzoru.
Conan Doyle
narratorem swoich historii uczynił doktora Johna Watsona. To właśnie
jego oczami patrzymy na Holmesa i otrzymujemy bardzo subiektywny
obraz. Watson jest zafascynowany i oczarowany, wie o Holmesie to, co
zobaczy i czego się od niego dowie. Tylko sporadycznie i w sposób
bardzo delikatny zwraca uwagę na słabości przyjaciela, a jego
wiedza na temat detektywa nie jest pełna. W filmach jest zupełnie
inaczej, wizerunek bohatera jest bardziej kompletny i obiektywny,
dzięki wspomnianemu wyżej wniknięciu w umysł bohatera, ale i
zastosowaniu w filmach punktu widzenia i punktu słyszenia samego
Holmesa. Widz otrzymuje gotowy obraz. Reżyser – w przeciwieństwie
do Doyle’a – zostawia niewiele miejsca dla wyobraźni, zgodnie
zresztą z filmową tradycją.
Ritchie wydobywa
również inne charakterystyczne cechy dziewiętnastowiecznego
detektywa. Holmes jest w filmie kreowany na postrzelonego geniusza.
Gra na skrzypcach została sprowadzona do smutnego brzdąkania, a
uzależnienie od morfiny i kokainy zastąpione piciem płynu do
operacji oka. Tak, jak w oryginale, praca jest dla Sherlocka
uzależniająca. Brak możliwości rozwiązywania nowych zagadek
kryminalnych wprawia Holmesa w stan odrętwienia i zmusza do
ekscentrycznych zachowań (szalone eksperymenty, wystrzeliwanie w
ścianie inicjałów królowej Anglii, kilkumiesięczna izolacja w
zamkniętym pokoju). Pamiętano o zamiłowaniu Sherlocka do
przebieranek i aktorstwa. Film w ciekawy sposób wzbogaca również
historię Irene Adler – szantażystki, której udało się oszukać
detektywa. Prawdopodobnie jedynej kobiety, którą Holmes darzył
głębszym uczuciem. Motyw romansowy ukazuje perwersyjną fascynację
detektywa światem przestępczym. W tym miejscu warto byłoby również wspomnieć o homoerotycznym wątku pojawiającym się w obu filmach, jednak to temat na osobną analizę.
Wybór Roberta
Downeya Juniora do roli Sherlocka Holmesa z pewnością był
kontrowersyjny i miał spory wpływ na odbiór całego filmu. Jednak
poza niepasującym wyglądem zewnętrznym, trzeba przyznać, że
Sherlock Ritchiego jest niekiedy nawet bardziej wierny literackiemu
oryginałowi niż wizerunki detektywa z klasycznych już adaptacji.
Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę nie stereotypowe
wyobrażenie postaci, utarte w zbiorowej popkulturowej świadomości
przez ilustracje, okładki oraz poprzednie adaptacje filmowe, a
kanoniczny portret zarysowany przez Conan Doyle’a w oryginalnych
opowiadaniach. Każdy miłośnik geniusza z Baker Street powinien
docenić wyobrażenie proponowane przez Guya Ritchiego. Nawet
jeśli sam film wydaje się zbyt nowoczesny, przygody zbyt
dynamiczne, a sceny akcji zbyt częste, to kreacji postaci – może
poza czysto kampową, nieco łobuzerską aparycją – nie można wiele zarzucić.
Filmografia:
Sherlock Holmes,
reż. Guy Ritchie, USA 2009.
Sherlock Holmes:
Gra Cieni (Sherlock Holmes: A Game of Shadows), reż. Guy
Ritchie, USA 2011.
Bibliografia:
Doyle
Conan Arthur, Księga wszystkich dokonań
Sherlocka Holmesa, [red.] J. Celer,
Warszawa 2011, Wydawnictwo Rea.
Helman Alicja, Twórcza zdrada - filmowe adaptacje literatury, Poznań 1998, Wydawnictwo ARS NOVA.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
207 - Ogłoszenia parafialne (drobne)

Wybieram się na BFK, więc jeśli tylko dotrę, to będzie mi można przybić piątkę. Tak, jakby ktoś chciał...
Oglądnąłem siedem sezonów Entourage. Lekki i przyjemny serial. Mimo gorszych momentów, nie schodzi poniżej dobrego poziomu.
Jaram się Grą o Tron. Tą telewizyjną, książki nie znam, ale została dodana do listy "must have/read".
WOW. W Polsce kręcą Spider-Mana!
Byłem w kinie na Piratach z Karaibów 4. Podobało się, chociaż jakby czegoś zabrakło. Załogi Czarnej Perły? Zabawnych, drugoplanowych postaci? Nutki szaleństwa, którą można było dostrzec w poprzednich częściach? Jak oglądnę drugi raz to pewnie bardziej mi się spodoba. Na Nieznanych Wodach jest trochę jak czwarta część Indiego - jako część serii trochę odstaje, jako samodzielny film jest git. Zobaczymy co w grudniu pokaże Ritchie z kontynuacją Holmesa.
W tym miesiącu mam zamiar oglądnąć jeszcze Hangover 2 i X-Men: First Class. Może się uda. W końcu mam wakacje.
Przynajmniej teoretycznie. Bo chodzę do pracy na kilka godzin od poniedziałku do piątku i sobie copywrituje. Za darmo, bo praktyki.
Przeczytałem Ja, Inkwizytor. Dotyk Zła czyli trzecią książkę Piekary po Płomieniu i Krzyżu i Wieżach do Nieba będącą prequelem do głównego (dotychczas) czterotomowego Cyklu Inkwizytorskiego. Ogólnie to w Dotyku Zła szału nie ma. Dobrze się czyta (jak to Piekarę), ale jakieś te przygody takie... sobie.
Przeczytałem również Thora od Muchy. Więcej wkrótce, obiecuję.
Wampira z M-3 też przeczytałem. I bardzo gładko wszedł, przypomina trochę pierwsze Wędrowycze. Na plus.
Natomiast Dobić Dziada - długo oczekiwany komiks z Wędrowyczem - to straszna kiszka. Pięknie to wydane i tyle. Jeśli chodzi o treść - nic nowego, opowiadania przedrukowane z poprzednich zbiorów, komiks na podstawie opowiadań, więc też to samo, tyle że narysowane i w kolorze.
Przeszedłem pierwszego Wiedźmina. Zabójcy Królów czekają na półce, aż sprawię sobie lepszy komputer.
Natomiast pierwsza Mafia mnie okropnie wciągnęła. Świetny klimat, szkoda tylko, że te auta tak wolno jeżdżą ;) No i moja wersja, mimo że oryginalna (KK) to jest okropnie zabugowana, niektóre misje muszę powtarzać, co trochę irytuje. Będę musiał sprawdzić drugą część.
Tak jak Gears of War.
Słucham.
To tyle u mnie. Mniej-więcej.
Do zo na BFK!
niedziela, 15 maja 2011
204 - Arthur Conan Doyle vs. Guy Ritchie
Czyli moja prezentacja maturalna z języka polskiego w stanie niezmienionym. Niestety, limit czasowy nie pozwolił na bardziej wnikliwe spojrzenie.

- Wybrałem temat: Na podstawie wybranego dzieła z XIX lub XX wieku oraz jego ekranizacji dokonaj analizy porównawczej sposobu kreacji głównego bohatera.
- Zwróciłem na niego uwagę, ponieważ zauważyłem, że bardzo wiele filmów cieszących się popularnością wśród widzów jest opartych na znanych dziełach literackich i można to zauważyć nie tylko w kinematografii polskiej, ale też światowej.
- Wśród polskich filmów można by wymienić chociażby adaptację prozy Andrzeja Sapkowskiego pt. „Wiedźmin” i w ogóle wielu lektur szkolnych, takich np., jak: „Pan Tadeusz”, „Zemsta” w reżyserii Andrzeja Wajdy czy „Ogniem i Mieczem” Jerzego Hoffmana.
- Z kolei przykładem adaptacji zagranicznych mogą być tak znane filmy, jak „Władca Pierścieni” Petera Jacksona czy „Kod da Vinci” Rona Howarda.
- Zanim przejdę do istoty mojej prezentacji, chciałbym przybliżyć definicję adaptacji i ekranizacji, gdyż te pojęcia bardzo często są mylone i używane wymiennie. Tymczasem w „Słowniku filmu” czytamy, że:
Adaptacja to przystosowanie materiału literackiego do sfilmowania, ale adaptacji dzieła literackiego nie patronuje idea dochowania wierności, wręcz przeciwnie – dzieło literackie staje się tylko inspiracją dla reżysera, który dokonuje często tzw. „twórczej zdrady”. Film staje się wtedy tylko komentarzem, interpretacją czy polemiką.
- Natomiast ekranizacja - w przeciwieństwie do adaptacji filmowej - stanowi możliwie wierne przekazanie oryginału.
- Przy adaptacji filmowej najważniejsza jest osoba reżysera i jego wizja, której podporządkowuje dobór współpracowników, np. operatora kamery, kompozytora, scenarzysty, twórców efektów specjalnych i wreszcie aktorów. Film składa się bowiem z wielu płaszczyzn i posługuje się charakterystycznymi tylko dla siebie środkami, określanymi jako „język filmu”.
- Język filmu jest oczywiście odmienny niż język literatury, ale zarówno literatura, jak i film mają wspólne cechy, np. świat przedstawiony, narrację, fabułę czy bohaterów.
- Chciałbym skoncentrować się tylko na jednym z tych elementów, a mianowicie na kreacji bohatera literackiego i filmowego.
- Wybrałem postać Sherlocka Holmesa z książek Arthura Conana Doyle’a. Ten słynny detektyw, którego pisarz powołał do życia w 1887 roku w powieści Studium w szkarłacie do dziś budzi fascynację – zwłaszcza wśród miłośników zagadek kryminalnych.
- Postać Sherlocka Holmesa przybliża Czytelnikowi jego najbliższy współpracownik i przyjaciel – doktor Watson. To właśnie jego oczami patrzymy na detektywa, ale co ciekawe, nie otrzymujemy dokładnego portretu.
- Jak wiemy, w powieściach XIX-wiecznych, np. w powieściach realistycznych, narrator trzecioosobowy często opisywał dokładnie wygląd zewnętrzny postaci – kolor włosów, oczu, strój.
- U Doyle’a otrzymujemy informacje o wyglądzie i cechach charakteru Sherlocka w sposób niepełny. Watson bowiem dawkuje nam informacje, które są rozsiane w wielu opowiadaniach. Układanie obrazu Holmesa przypomina zatem układanie puzzli, a pełny wizerunek bohatera Czytelnik może dostrzec po zapoznaniu się z całym cyklem opowiadań.
- Po tych zabiegach wyobrażamy sobie detektywa jako mężczyznę wysokiego, szczupłego, z fajką w ustach, w zamyśleniu siedzącego w swoim ulubionym fotelu.
- W rozwiązywaniu zagadek kryminalnych Holmes posługiwał się tylko rozumem i kieszonkową lupą, którą badał najdrobniejsze ślady pozostawione przez przestępców, a niezauważone przez nikogo innego.
- Czytelnikowi imponuje nie tylko spostrzegawczość Holmesa, ale też jego ogromna wiedza, np. w opowiadaniu Tajemniczy Pacjent czytamy:
Holmes otworzył pudełko i powąchał jedyne cygaro, które było w środku.
- O, to jest hawańskie, a to niedopałki specjalnego gatunku, importowanych przez Holendrów z ich wschodnioindyjskich kolonii. Umieszczane są zwykle w słomkowych opakowaniach i ze względu na swą długość są nieco cieńsze od cygar innych marek…
- Holmes fascynuje przede wszystkim zdolnością dedukcji i wyciągania trafnych wniosków, a także tym, że jest świetnym psychologiem. Na podstawie zmian mimiki, gestów potrafił odtworzyć proces myślenia i uczucia kogoś, kogo obserwował.
- Zawsze myśli racjonalnie i nie wierzy w zjawiska paranormalne. Wydarzenia, które inni uważają za nadprzyrodzone, on potrafi wyjaśnić w sposób rozumowy. Tak właśnie interpretuje zagadkę wampirzycy w opowiadaniu Wampirzyca z hrabstwa Sussex czy psa-widmo w powieści Pies Baskerwillów.
- Jak sam niejednokrotnie powtarza:
Kiedy wyeliminuje się wszystko, co niemożliwe, cokolwiek pozostanie, choćby nie wiem, jak nieprawdopodobne, musi być prawdą.
- Jeśli chodzi o jakieś hobby detektywa, to dowiadujemy się, że lubił grać na skrzypcach.
- Natomiast nie jako hobby, ale jako dziwactwo można potraktować jego skłonność do wystrzeliwania w ścianie inicjałów królowej Anglii.
- Holmes miał również wstydliwy nałóg, albowiem był uzależniony od kokainy, o czym dowiadujemy się w powieści Znak Czterech.
- Nałogiem dla niego była również praca. Według Watsona Holmes kochał pracować i udręką był dla niego odpoczynek, zwłaszcza na łonie natury, której piękna nie potrafił dostrzec. Brak możliwości rozwiązywania zagadek kryminalnych wprawiał Holmesa w stan odrętwienia. Uwielbiał natomiast przebywać w Londynie, wielkim mieście, gdzie istniała możliwość popełnienia zbrodni, którą detektyw mógłby wyjaśnić. Wtedy całkowicie się zmieniał. Oto, w jaki plastyczny sposób Watson przedstawia tę metamorfozę Holmesa w opowiadaniu Sherlock Holmes i tajemnica sekretnych planów:
Porównanie ogara ze zwisającymi uszami i opuszczonym ogonem, wylegującego się przed budą z tym samym, który z błyskiem w oczach i napiętymi mięśniami biegnie za tropioną zwierzyną.
- A jak wyglądały relacje Holmesa z kobietami? Niestety, ta kwestia pozostaje dla Czytelnika tajemnicą. Jedyną kobietą, którą – być może – Holmes darzy jakimś głębszym uczuciem, jest Irene Adler. Poznajemy ją dzięki opowiadaniu Skandal w Czechach. Co ciekawe, Irene Adler jest szantażystką i idąc tym tropem, możemy odkryć perwersyjną fascynację Holmesa światem przestępczym.
- Fakt, że tak niewiele wiemy o tej postaci, świadczyć może o skrytości detektywa. Bo przecież i wobec swojego przyjaciela Watsona również nie jest wylewny.
- Wybrane informacje na temat Holmesa, które przedstawiłem, składają się na jego charakterystykę zewnętrzną i wewnętrzną. Czy ten obraz detektywa jest obiektywny? Oczywiście - nie. Ponieważ o Sherlocku opowiada jego przyjaciel, który jest wyraźnie nim zafascynowany i oczarowany. I tylko sporadycznie, i w sposób niezwykle delikatny zwraca uwagę na słabości przyjaciela, takie jak np. niecierpliwość w stosunku do osób mniej inteligentnych.
- To subiektywne spojrzenie Watsona daje ogromne pole dla wyobraźni Czytelnika. Każdy może na swój sposób dopełnić wizerunek Holmesa.
- Zupełnie inaczej niż w utworach literackich jest w sztuce filmowej, gdzie wybór konkretnego aktora, jego temperament, typ urody, determinuje wyobrażenia widzów. Ciekawy wydaje się sąd Wirginii Woolf, która twierdzi, że:
między literaturą i filmem sojusz jest niemożliwy. Oko i mózg zostają bezlitośnie rozdzielone, kiedy próbują działać razem. Oko mówi: „oto Anna Karenina”, a przed nami pojawia się lubieżna dama w czarnej, aksamitnej sukni i perłach. Ale mózg mówi: ”tak ona podobna do Anny Kareniny jak ja do królowej Wiktorii”. Bo mózg zna z Anny niemal wyłącznie wnętrze jej umysłu – jej urok, jej namiętność, jej rozpacz. Kino cały nacisk kładzie na jej zęby, jej perły i jej aksamity.
- Jak słuszna jest ta uwaga, świadczyć mogą różne reakcje widzów, jakie wywołuje film Guy’a Ritchie’ego pod tytułem „Sherlock Holmes”.
- Jedni się zachwycają, uważają, że wreszcie znalazł się reżyser, który odstawił stare truchło do mauzoleum i wskrzesił inną postać, bohatera na miarę XXI w., wypełniając pustkę po Indianie Jonesie znanym z filmów przygodowych.
- Inni natomiast twierdzą, że postać zagrana przez Roberta Downey’a Jr. to parodia Holmesa, ukazująca go bardziej jako próżnego boksera niż błyskotliwego detektywa.
- Spór między miłośnikami książek a filmów będzie trwał zawsze. I tak jest również w przypadku Holmesa, zwłaszcza że Guy Ritchie złamał stereotyp związany z tym bohaterem.
- Na pewno decydujący był wybór odtwórcy głównej roli, który nie przypomina angielskiego gentelmana. Jest natomiast uroczym łobuzem, z poczuciem humoru, skłonnym do bójki.
- Widzów zadziwi także jego ogromna sprawność fizyczna i znajomość różnych stylów walki. Tymczasem reżyser wydobył cechę Holmesa, o której czytelnicy często zapominają. A przecież w opowiadaniu Ostatnia zagadka detektyw walczy wręcz z profesorem Moriartym, szefem londyńskiej mafii.
- Podobnie jest też z innymi cechami bohatera, które nie pasują do jego wizerunku, a które w opowiadaniach są zaznaczone. Reżyser więc - wbrew pozorom - nie odszedł zbyt daleko od pierwowzoru literackiego, bo uchwycił zarówno skłonność bohatera do robienia okropnego bałaganu, jak również pokazał jego zamiłowanie do eksperymentów. Wystarczy przywołać scenę, kiedy w celach eksperymentalnych Sherlock usypia psa należącego do Watsona.
- Na wizerunek bohatera filmowego ma wpływ oczywiście nie tylko główny odtwórca roli, ale również ważne są inne środki, takie jak ostry montaż, ciekawe zdjęcia, które uchwyciły atmosferę XIX-wiecznego Londynu, dobrze skonstruowany scenariusz i efekty specjalne. Właśnie dzięki efektom specjalnym widzimy proces myślowy Holmesa, jego niezwykłą umiejętność dedukcji i zauważania najdrobniejszych szczegółów.
- Porównując kreację Holmesa, widzimy różnice w sposobie jego przedstawienia.
- W opowiadaniach przybliża go nam narrator pierwszoosobowy, subiektywny, którego wiedza na temat detektywa nie jest pełna. Przekazuje on tylko to, co sam widzi, albo co mu powie Holmes, a Holmes mówi niewiele.
- W filmie natomiast bohater jest pokazany w sposób bardziej obiektywny. Widz otrzymuje gotowy obraz bohatera i niewiele musi włożyć wysiłku, żeby go sobie wyobrazić.
- Z pewnością te główne różnice wynikają z odmiennych środków wyrazu znamiennych dla literatury i filmu, albowiem, mimo podobieństw, język literatury i język filmu jest inny.
- Sadzę więc, że trudno jest rozstrzygnąć spór między zwolennikami kreacji literackiej Holmesa a miłośnikami jego filmowego wcielenia.

Bibliografia:
Literatura podmiotu:
1. Doyle C.A., Studium w szkarłacie, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 12-86.
2. Doyle C.A., Stały pacjent, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 408-420.
3. Doyle C.A., Wampirzyca z hrabstwa Sussex, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 408-420.
4. Doyle C.A., Pies Baskerville’ów, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 408-420.
5. Doyle C.A., Znak Czterech, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 87-163.
6. Doyle C.A., Plany łodzi Bruce - Partington, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherloca Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 1050-1068.
7. Doyle C.A., Skandal w Bochemii, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 12-86.
8. Doyle C.A., Ostatnia zagadka, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 455-466.
Film:
1. Sherlock Holmes, film, reż. Guy Ritchie, USA 2009
Literatura przedmiotu:
1. Martuszewska A., Kryminalna powieść i nowela, [w:] Słownik literatury polskiej XX wieku, pod red. A. Brodzkiej, Ossolineum, Wrocław 1992, ISBN 83-04-04316-5, s. 481-486.
2. Marzec A., Ze słowa na obraz. Lektury szkolne na ekranie, Impuls, Kraków 1996, ISBN 83-86994-19-3, s. 5-15.
3. Pietrzyk M., Zmartwychwstanie Sherlocka Holmesa, [online], [dostęp 20 marca 2011], dostępny w Internecie: http://www.filmweb.pl/reviews/Zmartwychwstanie+Sherlocka+Holmesa-9073
4. Słownik filmu, pod red. R. Syski, Zielona Sowa, Kraków 2005, ISBN 83-7389-981-2, s. 13-14, 54.
5. Trzynadlowski J., Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny, tom I, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1984, ISBN 83-01-05368-2, s. 93.

- Wybrałem temat: Na podstawie wybranego dzieła z XIX lub XX wieku oraz jego ekranizacji dokonaj analizy porównawczej sposobu kreacji głównego bohatera.
- Zwróciłem na niego uwagę, ponieważ zauważyłem, że bardzo wiele filmów cieszących się popularnością wśród widzów jest opartych na znanych dziełach literackich i można to zauważyć nie tylko w kinematografii polskiej, ale też światowej.
- Wśród polskich filmów można by wymienić chociażby adaptację prozy Andrzeja Sapkowskiego pt. „Wiedźmin” i w ogóle wielu lektur szkolnych, takich np., jak: „Pan Tadeusz”, „Zemsta” w reżyserii Andrzeja Wajdy czy „Ogniem i Mieczem” Jerzego Hoffmana.
- Z kolei przykładem adaptacji zagranicznych mogą być tak znane filmy, jak „Władca Pierścieni” Petera Jacksona czy „Kod da Vinci” Rona Howarda.
- Zanim przejdę do istoty mojej prezentacji, chciałbym przybliżyć definicję adaptacji i ekranizacji, gdyż te pojęcia bardzo często są mylone i używane wymiennie. Tymczasem w „Słowniku filmu” czytamy, że:
Adaptacja to przystosowanie materiału literackiego do sfilmowania, ale adaptacji dzieła literackiego nie patronuje idea dochowania wierności, wręcz przeciwnie – dzieło literackie staje się tylko inspiracją dla reżysera, który dokonuje często tzw. „twórczej zdrady”. Film staje się wtedy tylko komentarzem, interpretacją czy polemiką.
- Natomiast ekranizacja - w przeciwieństwie do adaptacji filmowej - stanowi możliwie wierne przekazanie oryginału.
- Przy adaptacji filmowej najważniejsza jest osoba reżysera i jego wizja, której podporządkowuje dobór współpracowników, np. operatora kamery, kompozytora, scenarzysty, twórców efektów specjalnych i wreszcie aktorów. Film składa się bowiem z wielu płaszczyzn i posługuje się charakterystycznymi tylko dla siebie środkami, określanymi jako „język filmu”.
- Język filmu jest oczywiście odmienny niż język literatury, ale zarówno literatura, jak i film mają wspólne cechy, np. świat przedstawiony, narrację, fabułę czy bohaterów.
- Chciałbym skoncentrować się tylko na jednym z tych elementów, a mianowicie na kreacji bohatera literackiego i filmowego.
- Wybrałem postać Sherlocka Holmesa z książek Arthura Conana Doyle’a. Ten słynny detektyw, którego pisarz powołał do życia w 1887 roku w powieści Studium w szkarłacie do dziś budzi fascynację – zwłaszcza wśród miłośników zagadek kryminalnych.
- Postać Sherlocka Holmesa przybliża Czytelnikowi jego najbliższy współpracownik i przyjaciel – doktor Watson. To właśnie jego oczami patrzymy na detektywa, ale co ciekawe, nie otrzymujemy dokładnego portretu.
- Jak wiemy, w powieściach XIX-wiecznych, np. w powieściach realistycznych, narrator trzecioosobowy często opisywał dokładnie wygląd zewnętrzny postaci – kolor włosów, oczu, strój.
- U Doyle’a otrzymujemy informacje o wyglądzie i cechach charakteru Sherlocka w sposób niepełny. Watson bowiem dawkuje nam informacje, które są rozsiane w wielu opowiadaniach. Układanie obrazu Holmesa przypomina zatem układanie puzzli, a pełny wizerunek bohatera Czytelnik może dostrzec po zapoznaniu się z całym cyklem opowiadań.
- Po tych zabiegach wyobrażamy sobie detektywa jako mężczyznę wysokiego, szczupłego, z fajką w ustach, w zamyśleniu siedzącego w swoim ulubionym fotelu.
- W rozwiązywaniu zagadek kryminalnych Holmes posługiwał się tylko rozumem i kieszonkową lupą, którą badał najdrobniejsze ślady pozostawione przez przestępców, a niezauważone przez nikogo innego.
- Czytelnikowi imponuje nie tylko spostrzegawczość Holmesa, ale też jego ogromna wiedza, np. w opowiadaniu Tajemniczy Pacjent czytamy:
Holmes otworzył pudełko i powąchał jedyne cygaro, które było w środku.
- O, to jest hawańskie, a to niedopałki specjalnego gatunku, importowanych przez Holendrów z ich wschodnioindyjskich kolonii. Umieszczane są zwykle w słomkowych opakowaniach i ze względu na swą długość są nieco cieńsze od cygar innych marek…
- Holmes fascynuje przede wszystkim zdolnością dedukcji i wyciągania trafnych wniosków, a także tym, że jest świetnym psychologiem. Na podstawie zmian mimiki, gestów potrafił odtworzyć proces myślenia i uczucia kogoś, kogo obserwował.
- Zawsze myśli racjonalnie i nie wierzy w zjawiska paranormalne. Wydarzenia, które inni uważają za nadprzyrodzone, on potrafi wyjaśnić w sposób rozumowy. Tak właśnie interpretuje zagadkę wampirzycy w opowiadaniu Wampirzyca z hrabstwa Sussex czy psa-widmo w powieści Pies Baskerwillów.
- Jak sam niejednokrotnie powtarza:
Kiedy wyeliminuje się wszystko, co niemożliwe, cokolwiek pozostanie, choćby nie wiem, jak nieprawdopodobne, musi być prawdą.
- Jeśli chodzi o jakieś hobby detektywa, to dowiadujemy się, że lubił grać na skrzypcach.
- Natomiast nie jako hobby, ale jako dziwactwo można potraktować jego skłonność do wystrzeliwania w ścianie inicjałów królowej Anglii.
- Holmes miał również wstydliwy nałóg, albowiem był uzależniony od kokainy, o czym dowiadujemy się w powieści Znak Czterech.
- Nałogiem dla niego była również praca. Według Watsona Holmes kochał pracować i udręką był dla niego odpoczynek, zwłaszcza na łonie natury, której piękna nie potrafił dostrzec. Brak możliwości rozwiązywania zagadek kryminalnych wprawiał Holmesa w stan odrętwienia. Uwielbiał natomiast przebywać w Londynie, wielkim mieście, gdzie istniała możliwość popełnienia zbrodni, którą detektyw mógłby wyjaśnić. Wtedy całkowicie się zmieniał. Oto, w jaki plastyczny sposób Watson przedstawia tę metamorfozę Holmesa w opowiadaniu Sherlock Holmes i tajemnica sekretnych planów:
Porównanie ogara ze zwisającymi uszami i opuszczonym ogonem, wylegującego się przed budą z tym samym, który z błyskiem w oczach i napiętymi mięśniami biegnie za tropioną zwierzyną.
- A jak wyglądały relacje Holmesa z kobietami? Niestety, ta kwestia pozostaje dla Czytelnika tajemnicą. Jedyną kobietą, którą – być może – Holmes darzy jakimś głębszym uczuciem, jest Irene Adler. Poznajemy ją dzięki opowiadaniu Skandal w Czechach. Co ciekawe, Irene Adler jest szantażystką i idąc tym tropem, możemy odkryć perwersyjną fascynację Holmesa światem przestępczym.
- Fakt, że tak niewiele wiemy o tej postaci, świadczyć może o skrytości detektywa. Bo przecież i wobec swojego przyjaciela Watsona również nie jest wylewny.
- Wybrane informacje na temat Holmesa, które przedstawiłem, składają się na jego charakterystykę zewnętrzną i wewnętrzną. Czy ten obraz detektywa jest obiektywny? Oczywiście - nie. Ponieważ o Sherlocku opowiada jego przyjaciel, który jest wyraźnie nim zafascynowany i oczarowany. I tylko sporadycznie, i w sposób niezwykle delikatny zwraca uwagę na słabości przyjaciela, takie jak np. niecierpliwość w stosunku do osób mniej inteligentnych.
- To subiektywne spojrzenie Watsona daje ogromne pole dla wyobraźni Czytelnika. Każdy może na swój sposób dopełnić wizerunek Holmesa.
- Zupełnie inaczej niż w utworach literackich jest w sztuce filmowej, gdzie wybór konkretnego aktora, jego temperament, typ urody, determinuje wyobrażenia widzów. Ciekawy wydaje się sąd Wirginii Woolf, która twierdzi, że:
między literaturą i filmem sojusz jest niemożliwy. Oko i mózg zostają bezlitośnie rozdzielone, kiedy próbują działać razem. Oko mówi: „oto Anna Karenina”, a przed nami pojawia się lubieżna dama w czarnej, aksamitnej sukni i perłach. Ale mózg mówi: ”tak ona podobna do Anny Kareniny jak ja do królowej Wiktorii”. Bo mózg zna z Anny niemal wyłącznie wnętrze jej umysłu – jej urok, jej namiętność, jej rozpacz. Kino cały nacisk kładzie na jej zęby, jej perły i jej aksamity.
- Jak słuszna jest ta uwaga, świadczyć mogą różne reakcje widzów, jakie wywołuje film Guy’a Ritchie’ego pod tytułem „Sherlock Holmes”.
- Jedni się zachwycają, uważają, że wreszcie znalazł się reżyser, który odstawił stare truchło do mauzoleum i wskrzesił inną postać, bohatera na miarę XXI w., wypełniając pustkę po Indianie Jonesie znanym z filmów przygodowych.
- Inni natomiast twierdzą, że postać zagrana przez Roberta Downey’a Jr. to parodia Holmesa, ukazująca go bardziej jako próżnego boksera niż błyskotliwego detektywa.
- Spór między miłośnikami książek a filmów będzie trwał zawsze. I tak jest również w przypadku Holmesa, zwłaszcza że Guy Ritchie złamał stereotyp związany z tym bohaterem.
- Na pewno decydujący był wybór odtwórcy głównej roli, który nie przypomina angielskiego gentelmana. Jest natomiast uroczym łobuzem, z poczuciem humoru, skłonnym do bójki.
- Widzów zadziwi także jego ogromna sprawność fizyczna i znajomość różnych stylów walki. Tymczasem reżyser wydobył cechę Holmesa, o której czytelnicy często zapominają. A przecież w opowiadaniu Ostatnia zagadka detektyw walczy wręcz z profesorem Moriartym, szefem londyńskiej mafii.
- Podobnie jest też z innymi cechami bohatera, które nie pasują do jego wizerunku, a które w opowiadaniach są zaznaczone. Reżyser więc - wbrew pozorom - nie odszedł zbyt daleko od pierwowzoru literackiego, bo uchwycił zarówno skłonność bohatera do robienia okropnego bałaganu, jak również pokazał jego zamiłowanie do eksperymentów. Wystarczy przywołać scenę, kiedy w celach eksperymentalnych Sherlock usypia psa należącego do Watsona.
- Na wizerunek bohatera filmowego ma wpływ oczywiście nie tylko główny odtwórca roli, ale również ważne są inne środki, takie jak ostry montaż, ciekawe zdjęcia, które uchwyciły atmosferę XIX-wiecznego Londynu, dobrze skonstruowany scenariusz i efekty specjalne. Właśnie dzięki efektom specjalnym widzimy proces myślowy Holmesa, jego niezwykłą umiejętność dedukcji i zauważania najdrobniejszych szczegółów.
- Porównując kreację Holmesa, widzimy różnice w sposobie jego przedstawienia.
- W opowiadaniach przybliża go nam narrator pierwszoosobowy, subiektywny, którego wiedza na temat detektywa nie jest pełna. Przekazuje on tylko to, co sam widzi, albo co mu powie Holmes, a Holmes mówi niewiele.
- W filmie natomiast bohater jest pokazany w sposób bardziej obiektywny. Widz otrzymuje gotowy obraz bohatera i niewiele musi włożyć wysiłku, żeby go sobie wyobrazić.
- Z pewnością te główne różnice wynikają z odmiennych środków wyrazu znamiennych dla literatury i filmu, albowiem, mimo podobieństw, język literatury i język filmu jest inny.
- Sadzę więc, że trudno jest rozstrzygnąć spór między zwolennikami kreacji literackiej Holmesa a miłośnikami jego filmowego wcielenia.

Bibliografia:
Literatura podmiotu:
1. Doyle C.A., Studium w szkarłacie, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 12-86.
2. Doyle C.A., Stały pacjent, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 408-420.
3. Doyle C.A., Wampirzyca z hrabstwa Sussex, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 408-420.
4. Doyle C.A., Pies Baskerville’ów, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 408-420.
5. Doyle C.A., Znak Czterech, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 87-163.
6. Doyle C.A., Plany łodzi Bruce - Partington, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherloca Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 1050-1068.
7. Doyle C.A., Skandal w Bochemii, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 12-86.
8. Doyle C.A., Ostatnia zagadka, [w:] Księga wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa, red. J. Celer, Wydawnictwo Rea, Warszawa 2011, ISBN 978-83-7544-332-5, s. 455-466.
Film:
1. Sherlock Holmes, film, reż. Guy Ritchie, USA 2009
Literatura przedmiotu:
1. Martuszewska A., Kryminalna powieść i nowela, [w:] Słownik literatury polskiej XX wieku, pod red. A. Brodzkiej, Ossolineum, Wrocław 1992, ISBN 83-04-04316-5, s. 481-486.
2. Marzec A., Ze słowa na obraz. Lektury szkolne na ekranie, Impuls, Kraków 1996, ISBN 83-86994-19-3, s. 5-15.
3. Pietrzyk M., Zmartwychwstanie Sherlocka Holmesa, [online], [dostęp 20 marca 2011], dostępny w Internecie: http://www.filmweb.pl/reviews/Zmartwychwstanie+Sherlocka+Holmesa-9073
4. Słownik filmu, pod red. R. Syski, Zielona Sowa, Kraków 2005, ISBN 83-7389-981-2, s. 13-14, 54.
5. Trzynadlowski J., Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny, tom I, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1984, ISBN 83-01-05368-2, s. 93.
piątek, 3 kwietnia 2009
Post 88 - Opowiadanie
Prolog
- Witaj Holmesie, mamy piękny dzień! Rano mgła, w południe mgła, i niespodzianka, wieczorem mgła! - powiedział Doktor Watson pewnego dnia, z samego rana, oceniając czynniki atmosferyczne.
- Wspaniale przyjacielu - powiedział Szerlok Holmes, jakby w ogóle nie usłyszał naukowego wywodu Doktora - A teraz Watsonie, bądź tak miły, i zdejmij swój różowy szlafrok, w zielone, tak uwielbiane przez ciebie, groszki. Nasz dzisiejszy klient wymaga... - patrzył nieobecnym wzrokiem na brudne ulice Londynu pogrążone w nudzącej się wszystkim mgle. - wymaga... od nas elegancji i powagi. Z tego, co wiem, sprawa jest niezwykle delikatna.
Holmes nabił fajkę. Zamyślił się, co po Powrocie zdarzało mu się coraz częściej. Stukot kopyt ucichł, co powiadomiło detektywów, że gość czeka przed drzwiami.
- Nie ma czasu do stracenia Watsonie! Nasz klient nie może zobaczyć cię w tym stroju!
Chwilę potem rozległo się pukanie. Do pokoju weszła pani Hudson.
- Panie Holmes! Mówiłam, że jest pan zajęty...
Detektyw uciszył ją ruchem ręki. "Wszystko jest w porządku pani Hudson. Dziękuję." - mówiła dłoń.
Do pokoju weszła młoda kobieta. Ubrana była w długą, jasnoniebieską suknię. Oczy miała zaczerwienione od łez.
- Panie Holmes! - prawie płakała - To sprawa najwyższej wagi... Liczę na dyskrecję. - tu wymownie spojrzała na Watsona.
Holmes powiedział, że nie ma obawy, Doktor jest godny zaufania. Chyba uwierzyła, bo po chwili powiedziała:
- Chodzi o moje płatki śniadaniowe... One... zniknęły!
- Witaj Holmesie, mamy piękny dzień! Rano mgła, w południe mgła, i niespodzianka, wieczorem mgła! - powiedział Doktor Watson pewnego dnia, z samego rana, oceniając czynniki atmosferyczne.
- Wspaniale przyjacielu - powiedział Szerlok Holmes, jakby w ogóle nie usłyszał naukowego wywodu Doktora - A teraz Watsonie, bądź tak miły, i zdejmij swój różowy szlafrok, w zielone, tak uwielbiane przez ciebie, groszki. Nasz dzisiejszy klient wymaga... - patrzył nieobecnym wzrokiem na brudne ulice Londynu pogrążone w nudzącej się wszystkim mgle. - wymaga... od nas elegancji i powagi. Z tego, co wiem, sprawa jest niezwykle delikatna.
Holmes nabił fajkę. Zamyślił się, co po Powrocie zdarzało mu się coraz częściej. Stukot kopyt ucichł, co powiadomiło detektywów, że gość czeka przed drzwiami.
- Nie ma czasu do stracenia Watsonie! Nasz klient nie może zobaczyć cię w tym stroju!
Chwilę potem rozległo się pukanie. Do pokoju weszła pani Hudson.
- Panie Holmes! Mówiłam, że jest pan zajęty...
Detektyw uciszył ją ruchem ręki. "Wszystko jest w porządku pani Hudson. Dziękuję." - mówiła dłoń.
Do pokoju weszła młoda kobieta. Ubrana była w długą, jasnoniebieską suknię. Oczy miała zaczerwienione od łez.
- Panie Holmes! - prawie płakała - To sprawa najwyższej wagi... Liczę na dyskrecję. - tu wymownie spojrzała na Watsona.
Holmes powiedział, że nie ma obawy, Doktor jest godny zaufania. Chyba uwierzyła, bo po chwili powiedziała:
- Chodzi o moje płatki śniadaniowe... One... zniknęły!
Interludium
Szerlok Holmes siedział w swoim ulubionym fotelu. W jednej ręce trzymał dymiącą fajkę, drugą obejmował kolana podciągnięte pod brodę. Po jego zamyślonym spojrzeniu i wyrazie twarzy, widać było, że myślami jest bardzo daleko.
- To zabawne, drogi Watsonie... - odezwał się cicho, podnosząc fajkę do ust - Że rzecz tak błaha tyle kłopotów sprawić może...
Pyknął z fajki i znowu się zamyślił.
Epilog
Nagle Holmes poderwał się z fotela, uniósł palec wskazujący i krzyknął:
- Ha! Rozwiązałem zagadkę nierozwiązalnej zagadki nie do rozwiązania!
Watson otworzył z podziwu usta i jak zwykle zrobił głupia minę. Jego wzrok powędrował od sufitu, który wskazywał przyjaciel, do tkwiącego w radosnym uniesieniu detektywa. Grzanka z jajkiem, która przed chwila wędrowała do ust doktora, cicho plasnęła o ziemię.
- Żartujesz... - powiedział z niedowierzaniem, ale i podziwem.
Holmes zatarł powoli dłonie i wciągnął nosem powietrze.
- Tak. Żartuje w istocie.
Usłyszawszy to Doktor Watson zakrztusił sie kawą i obficie opluł biały obrus. Walcząc o oddech rozwiązał krawat i począł nim wycierać stół.
- EKHHHY...! HHHRRR...! Jak to?! KHHHRRYYY! Holmesie!
- Nie umiałem rozwiązać tej zagadki. I nadal tego nie potrafię. A nie istnieją zagadki, których bym nie umiał rozwiązać! Wniosek przyczynowo-skutkowy jest oczywisty. Nie umiem rozwiązać zagadki to zagadki nie było. Skoro nie było zagadki, to nie było płatków. Nie było płatków, więc nie mogły zniknąć. Nic nie zniknęło - nie było sprawy.
- A mleko Holmesie? Co z mlekiem? Płatki były do mleka... Mleko jest a płatków nie ma... Co to oznacza?! - zapytał przerażony Watson, który znany był z zadawania kłopotliwych pytań.
- O cholera, mój drogi Watsonie... - zmartwił się Holmes
Zastanowił się chwilę i rzekł:
- Zrobimy tak...
***
Watson wrócił dwie godziny później. Cichaczem otworzył drzwi i wkradł się do mieszkania detektywa.
- Masz? - zapytał konspiracyjnym szeptem Szerlok.
- Mam. - odpowiedział doktor unosząc pod światło naczynie wypełnione krowią wydzieliną.
***
- Za godzinę zawita do nas Panna Iks. Oczekuję, że rozwiązałem zagadkę. Powiemy jej, że płatki ukradł szalony korsarz Sikobordy, który uciekł na Karaiby, gdzie pożarły go piranie.
- Świetny plan, Holmesie! - zachwycił się Watson. - Czy to ja mógłbym przedstawić go Pannie Iks?
- Dobrze Watsonie. Dostąpisz tego zaszczytu. Zapisz dokładnie dzisiejszą datę, bo taka okazja może się więcej nie powtórzyć. - Holmes podejrzanie sie uśmiechnął.
***
- Doktorze! Jest pan genialny! - zachwyciła się Panna Iks, kiedy Watson wyjawił jej szczegóły dotyczące kradzieży płatków.
- Droga pani... - przerwał Holmes, nie mogący ścierpieć, że słyszy już piętnasty raz słowo "genialny" tego wieczora - To ja jestem genialny, a Doktor Watson to skończony idiota!
- Na Boga! Holmesie! Jak na to wpadłeś?! - zapytał zszokowany Watson, bo Holmes wyjawił jego największy sekret.
- Sztuka dedukcji, Watsonie!
- Ale...j...jak...?! Jak, Holmesie?! Przecież dokładnie zacierałem ślady!
- Na rozwiązanie tej zagadki naprowadziło mnie twoje imię! Tylko idiota może nazywać się "Doktor"!
- Nieeeeeeeee!!! - krzyknął Watson padając na kolana. - Jestem skończonyyyyy!!!
- Tak, Doktorze. Jesteś skończonym idiotą! Jak widać czasami zdarzają ci się przebłyski...
- Buhahaha! - zaśmiała się chamsko Panna Iks.
Holmes i Watson spojrzeli na nią dziwnie.
- Przepraszam panów... Atmosfera mnie poniosła...
Watson wstał z kolan i z powrotem usiadł na fotelu. Schował twarz w dłoniach i zaczął cicho płakać.
- A wracając do mojej sprawy... - zaczęła nieśmiało panna Iks - ... to wczoraj zniknęła mi butelka mleka.
Szerlok Holmes siedział w swoim ulubionym fotelu. W jednej ręce trzymał dymiącą fajkę, drugą obejmował kolana podciągnięte pod brodę. Po jego zamyślonym spojrzeniu i wyrazie twarzy, widać było, że myślami jest bardzo daleko.
- To zabawne, drogi Watsonie... - odezwał się cicho, podnosząc fajkę do ust - Że rzecz tak błaha tyle kłopotów sprawić może...
Pyknął z fajki i znowu się zamyślił.
Epilog
Nagle Holmes poderwał się z fotela, uniósł palec wskazujący i krzyknął:
- Ha! Rozwiązałem zagadkę nierozwiązalnej zagadki nie do rozwiązania!
Watson otworzył z podziwu usta i jak zwykle zrobił głupia minę. Jego wzrok powędrował od sufitu, który wskazywał przyjaciel, do tkwiącego w radosnym uniesieniu detektywa. Grzanka z jajkiem, która przed chwila wędrowała do ust doktora, cicho plasnęła o ziemię.
- Żartujesz... - powiedział z niedowierzaniem, ale i podziwem.
Holmes zatarł powoli dłonie i wciągnął nosem powietrze.
- Tak. Żartuje w istocie.
Usłyszawszy to Doktor Watson zakrztusił sie kawą i obficie opluł biały obrus. Walcząc o oddech rozwiązał krawat i począł nim wycierać stół.
- EKHHHY...! HHHRRR...! Jak to?! KHHHRRYYY! Holmesie!
- Nie umiałem rozwiązać tej zagadki. I nadal tego nie potrafię. A nie istnieją zagadki, których bym nie umiał rozwiązać! Wniosek przyczynowo-skutkowy jest oczywisty. Nie umiem rozwiązać zagadki to zagadki nie było. Skoro nie było zagadki, to nie było płatków. Nie było płatków, więc nie mogły zniknąć. Nic nie zniknęło - nie było sprawy.
- A mleko Holmesie? Co z mlekiem? Płatki były do mleka... Mleko jest a płatków nie ma... Co to oznacza?! - zapytał przerażony Watson, który znany był z zadawania kłopotliwych pytań.
- O cholera, mój drogi Watsonie... - zmartwił się Holmes
Zastanowił się chwilę i rzekł:
- Zrobimy tak...
***
Watson wrócił dwie godziny później. Cichaczem otworzył drzwi i wkradł się do mieszkania detektywa.
- Masz? - zapytał konspiracyjnym szeptem Szerlok.
- Mam. - odpowiedział doktor unosząc pod światło naczynie wypełnione krowią wydzieliną.
***
- Za godzinę zawita do nas Panna Iks. Oczekuję, że rozwiązałem zagadkę. Powiemy jej, że płatki ukradł szalony korsarz Sikobordy, który uciekł na Karaiby, gdzie pożarły go piranie.
- Świetny plan, Holmesie! - zachwycił się Watson. - Czy to ja mógłbym przedstawić go Pannie Iks?
- Dobrze Watsonie. Dostąpisz tego zaszczytu. Zapisz dokładnie dzisiejszą datę, bo taka okazja może się więcej nie powtórzyć. - Holmes podejrzanie sie uśmiechnął.
***
- Doktorze! Jest pan genialny! - zachwyciła się Panna Iks, kiedy Watson wyjawił jej szczegóły dotyczące kradzieży płatków.
- Droga pani... - przerwał Holmes, nie mogący ścierpieć, że słyszy już piętnasty raz słowo "genialny" tego wieczora - To ja jestem genialny, a Doktor Watson to skończony idiota!
- Na Boga! Holmesie! Jak na to wpadłeś?! - zapytał zszokowany Watson, bo Holmes wyjawił jego największy sekret.
- Sztuka dedukcji, Watsonie!
- Ale...j...jak...?! Jak, Holmesie?! Przecież dokładnie zacierałem ślady!
- Na rozwiązanie tej zagadki naprowadziło mnie twoje imię! Tylko idiota może nazywać się "Doktor"!
- Nieeeeeeeee!!! - krzyknął Watson padając na kolana. - Jestem skończonyyyyy!!!
- Tak, Doktorze. Jesteś skończonym idiotą! Jak widać czasami zdarzają ci się przebłyski...
- Buhahaha! - zaśmiała się chamsko Panna Iks.
Holmes i Watson spojrzeli na nią dziwnie.
- Przepraszam panów... Atmosfera mnie poniosła...
Watson wstał z kolan i z powrotem usiadł na fotelu. Schował twarz w dłoniach i zaczął cicho płakać.
- A wracając do mojej sprawy... - zaczęła nieśmiało panna Iks - ... to wczoraj zniknęła mi butelka mleka.
- Jakiego mleka? – udał głupiego detektyw.
- Tego do płatków. Co to może oznaczać panie Holmes?
- Hmm... - zastanowił się Holmes - Prawdopodobnie to sprawka pani męża, który - trawiony głodem - zagląda wieczorami do lodówki.
- Ale, panie Holmes! Ja nie mam męża!
- Niech pani sobie znajdzie i sprawa zostanie rozwiązana!
- Ale...
- Czyżby nie wierzyła pani w genialność moich genialnych teorii?! - zapytał z błyskiem w oku Holmes.
- Nie. Oczywiście, że nie panie Holmes...
Detektyw prawie wypchnął kobietę za drzwi. Oparł się ciężko o framugę i westchnął. Następnie podszedł do Watsona i klepnął go w ramię.
- No Doktorze. Chyba masz trochę pisania!
- Buuuu... - odpowiedział Watson, a zadowolony Holmes, by jeszcze bardziej poprawić sobie humor, wyciągnął skrzypce i zaczął grać.
- Hmm... - zastanowił się Holmes - Prawdopodobnie to sprawka pani męża, który - trawiony głodem - zagląda wieczorami do lodówki.
- Ale, panie Holmes! Ja nie mam męża!
- Niech pani sobie znajdzie i sprawa zostanie rozwiązana!
- Ale...
- Czyżby nie wierzyła pani w genialność moich genialnych teorii?! - zapytał z błyskiem w oku Holmes.
- Nie. Oczywiście, że nie panie Holmes...
Detektyw prawie wypchnął kobietę za drzwi. Oparł się ciężko o framugę i westchnął. Następnie podszedł do Watsona i klepnął go w ramię.
- No Doktorze. Chyba masz trochę pisania!
- Buuuu... - odpowiedział Watson, a zadowolony Holmes, by jeszcze bardziej poprawić sobie humor, wyciągnął skrzypce i zaczął grać.
Strona by MindAsylum
Subskrybuj:
Posty (Atom)












