Dwa lata bez Marvela w kinie zrobiły swoje. Stęskniłem się. "Black Widow" przez długi czas uchodził w świadomości fanów za film-zapychacz: osadzony pomiędzy "Civil War" a "Infinite War", z bohaterką, która więcej nie pojawi się w MCU, z wydarzeniami na małą skalę. Coś w tym jest, ale to wszystko pozwoliło reżyserce Cate Shortland opowiedzieć bardziej osobistą historię, bez wielkiego parcia na podbudowę kolejnych etapów multiwersum, skupioną na bohater(k)ach.
