Do “Luthera Strode’a” wróciłem po dekadzie. W 2013 roku z zachwytem pochłaniałem kolejne strony pierwszej miniserii, a dziś miałem okazję nie tylko sobie ją powtórzyć, ale i poznać dalsze losy bohatera stworzonego przez Justina Jordana (scenariusz) i Tradda Moore’a (rysunki). Mój odbiór przez te dziesięć lat nieco się zmienił - być może nie jestem już tak bezgranicznie zachwycony (bo i przez ten czas przeczytałem sporo innych brutalnych komiksów, co innego zacząłem też w tekstach kultury bardziej cenić), ale wciąż uważam, że to kawał porządnej komiksowej rozrywki. Ale po kolei.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justin Jordan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Justin Jordan. Pokaż wszystkie posty
środa, 29 listopada 2023
poniedziałek, 12 maja 2014
418 - Luther Strode
Luther Strode to normalny nastolatek, który po zamówieniu przez
internet poradnika "Jak przestać być słabeuszem" zdobywa zdumiewające
talenty. Szybko radzi sobie z - gnębiącymi go dotychczas - szkolnymi
osiłkami, a wkrótce udaremnia napad na sklep, staje się bohaterem i
zdobywa dziewczynę. I w tym miejscu kończy się wszystko czego mogliśmy
się spodziewać po historii "od nieudacznika do bohatera" i zaczyna się
konkretny hardkor.
Justin Jordan to twórca praktycznie w Polsce nieznany.
Debiutujący w 2011 roku opisywanym właśnie komiksem, obecnie zajmuje się
kilkoma tytułami z Nowej 52, może żadnym flagowym, jednak postęp jest
jak najbardziej wart docenienia. Nic dziwnego, że DC niemal wciągnęło go
nosem, na tamtym rynku liczy się szybkość w pozyskiwaniu nowych
talentów. Bo The Strange Talent of Luther Strode to komiks pod
wieloma względami wyjątkowy. Mimo że opowiadający początkowo sztampową
historię, szybko przemienia się w coś niezwykłego. Coś zachwycającego
naturalnymi dialogami, humorem i nadzwyczajnym tempem akcji, która nie
pozwala oderwać się od komiksu, póki nie przeczytamy wszystkich sześciu
części. To komiks bardzo intensywny, obfitujący w zwroty akcji i
serwujący czytelnikowi morze krwi. Morze? Co ja mówię, prawdziwy ocean z
organami wewnętrznymi pływającymi po powierzchni. Jordanowi nie brak
lekkiego pióra, tak do dialogów, jak i tworzenia postaci oraz mnóstwa
niekonwencjonalnych pomysłów, których - co równie ważne - nie boi się
wprowadzić w życie.
Tradd Moore, rysownik mini-serii, jest w Polsce znany równie dobrze jak Justin Jordan. Bardziej zaangażowani fani Mrocznego Rycerza mogą go kojarzyć z Legends of the Dark Knight a miłośnicy Gadatliwego Najemnika z kilku okładek do Deadpoola. I podobnie, jak w przypadku scenarzysty, to właśnie Luther był jego debiutem w Image i on pozwolił mu rysować bohaterów najbardziej znanych. Jego szybka, kanciasta krecha - której z drugiej strony nie można odmówić dokładności - świetnie współgra z szalonym scenariuszem Jordana. Dynamiczne kadrowanie i świetnie rozplanowane sceny walk to potężne zalety jego stylu, choć w scenach dialogowych i bardziej statycznych również świetnie sobie radzi. Należy również wspomnieć o dobrej robocie, jaką wykonał kolorysta Felipe Sobreiro, choć głównie korzystał z czerwonego.
Tradd Moore, rysownik mini-serii, jest w Polsce znany równie dobrze jak Justin Jordan. Bardziej zaangażowani fani Mrocznego Rycerza mogą go kojarzyć z Legends of the Dark Knight a miłośnicy Gadatliwego Najemnika z kilku okładek do Deadpoola. I podobnie, jak w przypadku scenarzysty, to właśnie Luther był jego debiutem w Image i on pozwolił mu rysować bohaterów najbardziej znanych. Jego szybka, kanciasta krecha - której z drugiej strony nie można odmówić dokładności - świetnie współgra z szalonym scenariuszem Jordana. Dynamiczne kadrowanie i świetnie rozplanowane sceny walk to potężne zalety jego stylu, choć w scenach dialogowych i bardziej statycznych również świetnie sobie radzi. Należy również wspomnieć o dobrej robocie, jaką wykonał kolorysta Felipe Sobreiro, choć głównie korzystał z czerwonego.
Do napisania tego tekstu skłoniła mnie całkowita cisza, jaka na temat
tego komiksu panuje w polskim internecie, gdzie poza kilkoma wzmiankami w newsach próżno szukać choćby linijki (pamiętam o tekście
Pawła Deptucha dla Nowej Fantastyki, jednak nie jest ów tekst ogólnie
dostępny)*. A to naprawdę świetna rozrywka, napisana z dystansem i z
wyczuciem, doskonale zilustrowana, dostarczająca czystej frajdy na
najwyższym poziomie. Gdybym miał porównać do czegoś Luthera, to do
głowy przychodzi mi jedynie Invincible Kirkmana i Ottley'a - tak pod
względem humoru, kreski, jak i bezkompromisowości scenariusza. Seria
Kirkmana przekroczyła niedawno setny zeszyt i wciąż jest świetna, pora
sprawdzić, czy kontynuacja mini Jordana - The Legend of Luther Strode -
trzyma równie wysoki poziom. Boże, chroń Królową i spraw, by właśnie
tak było.
Tekst ukazał się również na Kolorowych Zeszytach.
*Tekst został napisany w sierpniu 2013, od tego czasu pojawiło się kilka nowych artykułów, m.in. na portalach ArtPapier i Dzika Banda.
*Tekst został napisany w sierpniu 2013, od tego czasu pojawiło się kilka nowych artykułów, m.in. na portalach ArtPapier i Dzika Banda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

