Inspiracje Christiana Warda, twórcy albumu “Batman: Miasto szaleństwa” wydanego w linii DC Black Label, są widoczne jak na dłoni. Z jednej strony to oczywiście twórczość H.P. Lovecrafta (jak w przeszłości udowodnił Mike Mignola, Batman i Wielcy Przedwieczni to pasujące połączenie), z drugiej - oniryczny klimat “Azylu Arkham” Granta Morrisona i Dave’a McKeana. Jednak rysownik i scenarzysta nie ogranicza się i sięga także po elementy z runu Scotta Snydera i Grega Capullo czy niewykorzystane pomysły z filmów Tima Burtona.
![]() |
| Okładka jednego z zeszytów oryginalnego wydania. |
“Batman. Miasto szaleństwa” jest więc jak piaskownica motywów zaczerpniętych z różnych tekstów kultury o Batmanie. Całość została oczywiście przetworzona przez wrażliwość autora i dopasowana do jego wizji - mamy tu więc nie tylko elementy kojarzące się z mitologią Cthulhu, ale też trochę body horroru i działającego na wyobraźnię surrealizmu. Podobną taktykę stosował Sean Gordon Murphy w serii “Batman. Biały rycerz”, choć tam wszystkie nawiązania były podawane bardziej wprost i często służyły jedynie jako easter eggi, mrugnięcia okiem do fanów. Ward często operuje skojarzeniem, ale ma ono konkretną funkcję wzbogacenia prezentowanej historii i nadania jej kontekstu.
Sam zresztą przyznaje, że “Miasto szaleństwa” jest duchową kontynuacją “Azylu Arkham” - bo na bezpośredni sequel czuł się za cienki w uszach. Może więc dobrze wyszło, zwłaszcza, że gdyby jego historia była reklamowana jako coś, co bezpośrednio wyrasta z kultowego albumu Morrisona i McKeana, to od razu punkt wejścia byłyby inny, a komiks trafiłby do czytelnika, który miałby względem niego określone oczekiwania już na starcie (a często te skutkują pewnym rozczarowaniem w czasie lektury).
W obecnej sytuacji otrzymujemy zgrabną zabawę mitologią Mrocznego Rycerza - konsekwentnie zrealizowaną autorską wizję wykrzywionego szaleństwem Gotham, w którym najciekawsze okazują się te pomysły, które odchodzą od kanonu, a jednocześnie puszczają oczko do czytelnika (jak chociażby pojawiająca się tutaj postać nowego Robina). Specyficzna warstwa graficzna (zwłaszcza wykorzystanie kolorów) jedynie podkreśla oryginalność całego konceptu.
7/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz